Kompatybilność wstecz zabija!
- 24 stycznia 2008
- 13:00:07
Tak mnie naszło po przeczytaniu kilku wypowiedzi na forach internetowych. Użytkownicy płaczą, że im na Vista nie działają programy z XP (bo faktycznie nie wszystkie przydatne działają), że gry z PlayStation 2 nie działają na trzeciej generacji konsoli, że nowy Word domyślnie zapisuje pliki w dziwnym formacie
(docx) i nie daje się ich odczytać w starszych wersjach pakietu Office (bo o instalacji plugina nie ma w ich przypadku mowy)...
I bardzo dobrze, że się nie da! Jako użytkownicy końcowi chcielibyśmy, żeby raz zainwestowane pieniądze (np. raz kupiony program czy gra) nie przepadły wraz z nadejściem kolejnej wersji konsoli/systemu operacyjnego/czegoś tam. Podejście - wydawałoby się - całkiem słuszne, bo w końcu jak coś kupujemy, to nie po to, żeby za rok czy dwa okazało się, że mamy już staroć, która w dzisiejszych czasach może robić jedynie za ozdobę na półce.
Tyle, że takie myślenie szkodzi również użytkownikom. Twórcy konsoli - musząc zadbać o zgodność z wcześniejszymi produktami - podwyższają cenę, bo rośnie nakład pracy (a czasem i materiałów). Do tego w każdym kolejnym update trzeba również pamiętać o produktach poprzedniej generacji
, dlatego nowe wersje pojawiają się rzadziej, przynoszą mniej zmian i nie zadowalają ani programistów, ani odbiorców. Czyli - mówiąc w skrócie - stajemy w miejscu, chcąc cały czas pamiętać o tym, co wyprodukowaliśmy wcześniej.
Nad czym pracuję
- 20 stycznia 2008
- 14:34:44
Od czasu do czasu będę zamieszczał małe sprawozdania z postępów prac nad moimi projektami. Takie przedstawienie nieskończonych produktów w jakiś sposób zmusza mnie, żeby wydać wersje ostateczne i jednocześnie zapraszam wszystkich do oceniania tego co pokażę. Chętnie usłyszę wasze opinie.
Czy jesteśmy gotowi na przenośny komputer?
- 17 stycznia 2008
- 15:00:08
Na początek krótki wstęp dla wszystkich, których ominął szum związany z wtorkowym keynote Steve'a Jobs'a (są tacy?). Otóż na początku każdego roku Apple organizuje konferencję, na której CEO firmy przedstawia kilka nowych pomysłów i produktów. W tym roku trochę nowości dostaliśmy, ale ja skupię się przede wszystkim na MacBook Air. Dodam tylko, że - jak dla mnie - w tym roku nie pokazano niczego szczególnego.
MacBook Air w założeniu ma być maksymalnie przenośnym notebookiem. Przenośnym do bólu. W najgrubszym miejscu ma 1.94 cm, co stawia go na pierwszym miejscu w wyścigu o najcieńszy laptop. Do tego waży tylko 1.36 kilograma. Co się wiąże z takimi parametrami? Pomijając świetną reklamę w której widzimy, że można w prosty sposób przesłać MBA poleconym, ;) trzeba było ograniczyć ilość elementów pakowanych do obudowy. Wywalono więc wszystko co zbędne. Właściwie zostawiono tylko to, bez czego nie da się pracować (plus kilka drobnych bonusów). Brakuje więc również napędu optycznego (CD/DVD).
Sizer - zapanuj nad rozmiarem okien
- 16 stycznia 2008
- 12:00:08
Na co dzień pracuję w rozdzielczości 1680x1050 i praktycznie nigdy nie maksymalizuje otwartych okien. Zawsze wydawało mi się to mało praktyczne, tym bardziej na dużym ekranie. Okienka większości aplikacji ustawiam w jednakowej pozycji i nadaje im jednakowy rozmiar. Znacznie ułatwia mi to pracę - zawsze wiem, w którym miejscu uruchomi się program, dzięki czemu mogę np. bezwzrokowo odnaleźć podstawowe funkcje. Podobnie postępuję z systemową przeglądarką plików (eksploratorem) i ogólnie lubię, gdy okna wyświetlają się w wyznaczonym miejscu.
W teorii wszystko fajnie, jednak Windowsy (do tej pory chyba wszystkie) mają dziwną tendencję do gubienia takich ustawień. Jednego dnia poustawiam sobie wszystko, by za tydzień (albo miesiąc) wrócić do punktu wyjścia, bo wredny system zapomniał co jak było ustawione. Niby wiadomo dlaczego tak się dzieje i jakieś tam rozwiązania można znaleźć, ale w praktyce i tak nadejdzie dzień, w którym okienka wrócą na swoje domyślne pozycje.
Na szczęście ;) nie ja jeden mam podobne problemy i ktoś postarał się o całkiem niezłe rozwiązanie. Sizer, to programik z rodzaju tych, które siedzą sobie po cichu w procesach (choć można również włączyć wyświetlanie ikony w tray'u) i ułatwiają nam życie. Sama aplikacja zajmuje (w wersji 3.3) 30 KB na dysku i znacznie mniej w pamięci operacyjnej.
Gears of War - recenzja
- 14 stycznia 2008
- 18:00:07
Gears of War pierwotnie ukazało się tylko na konsolę Xbox 360. Od razu (właściwie jeszcze przed premierą) wywołało falę ochów i achów. W produkcji gry maczał palce sam Microsoft (w końcu ich konsola potrzebuje - od czasu do czasu - jakiegoś dobrego tytułu), a jak MS produkuje grę, to najczęściej jest to pozycja o której szybko się nie zapomina. Gry już wyciśnięto wszystkie soki z wersji konsolowej, przyszła pora na wydanie całości na PC.
Przede wszystkim zapadła mi w pamięć instalacja ;) - nie wiem co tyle trwało, ale to najdłuższy setup jaki widziałem. No nic. Odpalamy grę. Kilka wstawek od twórców i od razu menu. Brak intra. Widać od razu, że to konwersja z konsoli - wszelkie oznaczenia przystosowane do pada. Nie bawiąc się zbytnio z ustawieniami (bo bawić się nie ma praktycznie czym), odpaliłem kampanię. Intra dalej brak. Nie wiem o co chodzi, nie wiem gdzie jestem, nie wiem z kim walczę... w sumie nawet nie wiem po co. To celowy zabieg? Chyba nie, bo... intro jest! Tyle, że "sprytnie" ukryte. Zdarzyło się raz, że uruchomiłem grę i zostawiłem włączone menu, po czym zająłem się czymś innym. Gdy po pewnym czasie wszedłem do pokoju, na monitorze leciał jakiś filmik. Co się okazuje? Żeby włączyć intro, trzeba odczekać swoje w menu głównym. Nie wiem kto to wymyślił, ale kopa mu!
Dlaczego Twitter (jeszcze) ćwierka?
- 09 stycznia 2008
- 17:26:31
Spora część zaglądających tutaj posiada bloga. Zakładamy je z różnych powodów, ale najczęściej chodzi o jedno - chcemy pisać (i zyskać czytelników). Blogi przyjmują różne formy - na jednych znajdziemy obszerne artykuły, inne dostarczają dziennej porcji ciekawych linków, czasem serwują warte uwagi filmiki z YouTube, czy - prowadzone w formie dziennika - opowiadają o życiu autora.
Twitter jest serwisem kierowanym (przynajmniej w teorii) do ostatniej z wymienionych grup blogerów - ludzi, którzy chcieliby poinformować kogoś, o tym co aktualnie robią, i co robili przez ostatni okres.
Zasady są proste - rejestrujemy się, dostajemy konto i stronę ze swoim profilem (w postaci twitter.com/twójnick, po czym możemy zaczynać. Tylko... zaczynać co?
Na początku serwis miał służyć do informowania (przyjaciół) o tym, co aktualnie porabiamy (What are you doing?
). Tak był promowany i w dalszym ciągu wszelkie materiały odwołują się do tego hasła. Potem ktoś to nazwał microbloggingiem
. I słusznie, bo idea Twittera upadła. Użytkownicy przestali informować o swoich aktualnych zajęciach, a zaczęli używać serwisu jako swojego rodzaju minibloga (tutaj micro
). Pojawiały się informacje o nowościach, przemyślenia, linki do ciekawych filmików na YouTube... Chwilka. Skądś to znamy?
(Zalety i) wady Joggera
- 05 stycznia 2008
- 17:00:08
Jogger.pl stał się niedawno domem dla mojego internetowego dziennika, więc siłą rzeczy musiałem zauważyć kilka wad, jak i fajnych rozwiązań. Mam wrażenie, że o wadach pisać łatwiej - pewnie dlatego, że części zalet zwyczajnie nie widać. Siedzą sobie gdzieś w kodzie i po cichu ułatwiają nam życie. Jednak pomimo tych wszystkich rzeczy, które mi się nie podobają, mówię o Joggerze jako o najlepszym znanym mi systemie blogowym.
Prawdopodobnie gdybym zadomowił się na którymś z najpopularniejszych serwisów oferujących możliwość prowadzenia własnego bloga, wyszłoby, że rzucam słowa na wiatr. Jednak na Joggerze administracja aktywnie działa i mogę się spodziewać, że moje pomysły zostaną choć rozważone (ewentualnie były już wieki temu, a ja nic o tym nie wiem). :)