Gears of War - recenzja
- 14 stycznia 2008
- 18:00:07
Gears of War pierwotnie ukazało się tylko na konsolę Xbox 360. Od razu (właściwie jeszcze przed premierą) wywołało falę ochów i achów. W produkcji gry maczał palce sam Microsoft (w końcu ich konsola potrzebuje - od czasu do czasu - jakiegoś dobrego tytułu), a jak MS produkuje grę, to najczęściej jest to pozycja o której szybko się nie zapomina. Gry już wyciśnięto wszystkie soki z wersji konsolowej, przyszła pora na wydanie całości na PC.
Przede wszystkim zapadła mi w pamięć instalacja ;) - nie wiem co tyle trwało, ale to najdłuższy setup jaki widziałem. No nic. Odpalamy grę. Kilka wstawek od twórców i od razu menu. Brak intra. Widać od razu, że to konwersja z konsoli - wszelkie oznaczenia przystosowane do pada. Nie bawiąc się zbytnio z ustawieniami (bo bawić się nie ma praktycznie czym), odpaliłem kampanię. Intra dalej brak. Nie wiem o co chodzi, nie wiem gdzie jestem, nie wiem z kim walczę... w sumie nawet nie wiem po co. To celowy zabieg? Chyba nie, bo... intro jest! Tyle, że "sprytnie" ukryte. Zdarzyło się raz, że uruchomiłem grę i zostawiłem włączone menu, po czym zająłem się czymś innym. Gdy po pewnym czasie wszedłem do pokoju, na monitorze leciał jakiś filmik. Co się okazuje? Żeby włączyć intro, trzeba odczekać swoje w menu głównym. Nie wiem kto to wymyślił, ale kopa mu!
Po obejrzeniu filmiku wstępnego (gdzieś w połowie gry) wiedziałem w końcu o co się biję i z kim walczę. Fabuły tu jak na lekarstwo. Gdzieś, kiedyś istniała sobie planeta zwana Serą. Zamieszkiwała ją rozwinięta cywilizacja (ludzie znaczy się), a żeby zbyt różowo nie było, trzeba było znaleźć jakiegoś wroga. Daleko sięgać nie było trzeba, bo oto w podziemnych korytarzach planety, czekając na odpowiedni moment, żyła sobie dinozauropodobna rasa Locustów. Pierwszy ich atak zabił miliony i zniszczył znaczną część miast. Jedno trzeba scenarzystom przyznać - poszli na całość. Ludzcy mieszkańcy Sery, nie mogąc znaleźć sposobu na pokonanie wroga, postanowili rozwalić wszystko, w myśl zasady - jeśli my nie możemy tego mieć, oni też nie dostaną. Detonacja ładunków nuklearnych nie przyniosła oczekiwanego rezultatu (poza doszczętnym rozwaleniem własnej infrastruktury) - podziemia zostały nietknięte.
Naszego bohatera - Marcusa Fenixa - poznajemy gdy zostaje uwolniony (właściwie wyciągnięty) z więzienia. Nie wiemy ani za co tam trafił, ani dlaczego ma na pieńku z dowódcą. Wiemy jedno - jest twardy i nie ma zbyt wiele do stracenia. A takich ludzi potrzeba wojsku. Bo ocalali nie mieli zamiaru się poddać - stale warczą, choć do tej pory głównie o przetrwanie. Okazuje się więc, że naszym zadaniem jest uratowanie świata - konkretnie mamy stworzyć mapę podziemnych korytarzy w celu zaplanowania odpowiedniego uderzenia na główną siedzibę wroga.
Już od samego początku widać jedno - nudzić się nie będzie kiedy. I trzeba przyznać, że do ostatniej chwili mamy co robić. Patrząc na grę z dystansu, można by powiedzieć, że Gears of War to typowa strzelanka, w której głównym celem jest wybicie wszystkiego co się rusza i co nie przypomina wyglądem człowieka. W sumie... tak właśnie jest. Jednak całość to typowa strzelanka w najlepszym wydaniu.
Co na to wpływa? Wydaje mi się, że GoW wyróżnia przede wszystkim ustawienie i praca kamery. Serio! Dawno czegoś takiego nie widziałem. Głównym ustawieniem jest TPP - nietypowe przez to, że Marcus stoi zawsze z boku ekranu, a kamera znajduje się tuż za jego plecami. Mamy również możliwość przejścia w "tryb celowniczy", gdzie gra staje się już typowym FPP. Do tego obraz nie jest "sztywny" - skacze, odbija się i przesuwa, a to pozwala wczuć się w klimat gry. Od razu skojarzyło mi się z pracą kamery w filmach takich jak Private Ryan czy Band of Brothers.
Żeby jeszcze bardziej odskoczyć od typowych strzelanek, twórcy postanowili wprowadzić do gry trochę realizmu. Wynika z tego, że bieganie z wyciągniętą giwerą i strzelanie do wszystkiego jak popadnie, szybko (bardzo!) skończy się zgonem. Tutaj trzeba wykorzystać każdy przyczółek, chować się gdzie popadnie i wystawiać nos tylko, gdy ktoś nas osłania, lub gdy przeciwnik musi przeładować broń.
Sztuczna inteligencja stoi w Gears of War na bardzo wysokim poziomie. Możemy polegać na kolegach z drużyny - kiedy trzeba osłonią, innym razem zaatakują (od pewnego etapu mamy możliwość wydawania im prostych poleceń), lub odwrócą uwagę przeciwnika, żebyśmy mogli zajść go od tyłu. Żołnierze Locustów również do głupich nie należą. Wykorzystują każdą osłonę i często próbują nas oskrzydlić. Do tego najczęściej mają przewagę liczebną, a w późniejszych etapach ściągają na front wsparcie w postaci najróżniejszych stworzeń.
A te im potężniejsze - tym większe wywierają wrażenie. Warstwa wizualna stanowi mocną stronę gry. Lokacje są wykonane starannie, modele postaci bardzo szczegółowe, a wszelkie efekty specjalne tylko podkreślają jak potężny silnik zastosowano (Unreal Engine 3). Całość prezentuje się znakomicie - choć to chyba standard w dzisiejszych czasach.
Dźwięki to kolejny popis twórców. Wystrzały, wybuchy i wszystkie inne odgłosy walki stanowią idealne tło dla tego, co się dzieje na ekranie. Do tego świetnie dobrane głosy postaci, które idealnie podkreślają charakter postaci. Mógłbym się przyczepić do muzyki, bo większość utworów jest nijaka - niby nie przeszkadzają, ale nie mają również wpływu na klimat. Chciałoby się czegoś więcej.
Z minusów mógłbym jeszcze wymienić brak fabuły (a przydałaby się, bo gra mogłaby na tym znacznie zyskać) i pewną schematyczność (biegniemy, chowamy się i staramy wybić wrogów). Ważne jest natomiast to, że schemat ten jest cały czas modyfikowany przez różnorodność lokacji i przeciwników. Do tego gra nie ciągnie się w nieskończoność (zbyt krótka też nie jest), więc nie mamy kiedy się znudzić. Gdybym miał przejść jeszcze kilka etapów (a wersja PC i tak została wzbogacona o jeden więcej niż ta z Xboxa), chyba zmieniłbym zdanie.
Najbardziej raziło mnie jednak to, co na konsolach jest poniekąd standardem - nie możemy swobodnie przemieszczać się po lokacjach. Nie przeskoczymy maleńkiego strumyczka (nie przewidziano skakania w ogóle), nie wyważymy drzwi, dla których twórcy nie przewidzieli takiej akcji itp. Jesteśmy prowadzeni wytyczoną trasą po sznureczku. Choć w ferworze walki nie ma czasu się nad tym zastanawiać, tak w chwilach wytchnienia nieraz miałem ochotę zejść z głównej trasy.
Podsumowując - mamy tutaj wyśmienitą strzelankę, która przez kilka ciekawych pomysłów przyciąga do monitora. Przeszedłem grę od początku do końca z takim samym zapałem (choć miłośnikiem tego typu gier raczej nie jestem) - a to jest chyba najważniejsze. Dlatego wszystkim, którzy dysponują odpowiednim sprzętem (swoje wymagania niestety gra ma...) - szczerze polecam! Żeby nie było nieporozumień - to nie jest rewolucja. To nawet nie jest ewolucja. Wszystko co siedzi w Gears of War już widziałem (najbardziej kojarzy mi się Star Wars: Republic Commando). Dostajemy (tylko?) bardzo dobrą i dopracowaną grę. Dlatego nie bardzo rozumiem czym konsolowy świat tak bardzo się zachwyca, ale...
Zakończenie świadczy, że dostaniemy kontynuację, więc twórcy będą mieli okazję dopracować te kilka niedoróbek i wprowadzić nas w fabułę. Oby do Gears of War 2! ;)
Komentarze
kanał komentarzy do tego artykułuNiestety, u mnie kasy brak, a chętnie bym zagrał, bo wiele osób Gears of War. Póki co muszę się zadowolić CoD 4. :)
Kamil Nicieja
18:31:10 | 14 stycznia 2008
O tak, CoD 4 też muszę wpisać na listę. Podobno miodne. ;D
Miały być ładne screeny w oryginalnej wielkości (1680×1050), ale mam chwiliowe trudności z opłaceniem konta Pro. No nic… przy następnej recenzji czegoś powinny już być.
zx
18:34:36 | 14 stycznia 2008
CoD 4 miodne? Ono jest mega-miodne!
Wrażenia świetne, grafika dobra i fabuła na poziomie. Ogólnie czułem się jak w interaktywnym filmie (dużo osób tak mówi o CoD). :)
Niedługo skrobnę recenzję na prywatnym blogu, a screeny mam na Flickrze – jak chcesz, to spójrz. :)
PS. jak mam śledzoną dyskusję to nie widać przycisku dodania komentarza.
Kamil Nicieja
18:44:46 | 14 stycznia 2008
Faktycznie, prezentuje się świetnie. Dopisane do kolejni (w sumie to przygodę z CoD skończyłem na drugiej części, a grę zawsze bardzo lubiłem…).
Prywatny blog = Tumblr?
Poprawiłem przyciski, teraz działa?
zx
18:54:27 | 14 stycznia 2008
(Komentarz zmodyfikowany 15.01.2008 o 08:54)
Nie, mam jeszcze jednego bloga na joggerze – th.jogger.pl, ale do tej pory wszystko lądowało na poziomach wyższych i było dostępne tylko dla znajomych z reala. :)
A przyciski sprawdzę.
Kamil Nicieja
19:07:42 | 14 stycznia 2008
Panowie goraco polecam Wam t gierke!!!Szkoda fabuly ale klimat i cala reszta zachwyca
Sowa867
17:35:00 | 12 października 2008