Kompatybilność wstecz zabija!


Tak mnie naszło po przeczytaniu kilku wypowiedzi na forach internetowych. Użytkownicy płaczą, że im na Vista nie działają programy z XP (bo faktycznie nie wszystkie przydatne działają), że gry z PlayStation 2 nie działają na trzeciej generacji konsoli, że nowy Word domyślnie zapisuje pliki w dziwnym formacie (docx) i nie daje się ich odczytać w starszych wersjach pakietu Office (bo o instalacji plugina nie ma w ich przypadku mowy)...

I bardzo dobrze, że się nie da! Jako użytkownicy końcowi chcielibyśmy, żeby raz zainwestowane pieniądze (np. raz kupiony program czy gra) nie przepadły wraz z nadejściem kolejnej wersji konsoli/systemu operacyjnego/czegoś tam. Podejście - wydawałoby się - całkiem słuszne, bo w końcu jak coś kupujemy, to nie po to, żeby za rok czy dwa okazało się, że mamy już staroć, która w dzisiejszych czasach może robić jedynie za ozdobę na półce.

Tyle, że takie myślenie szkodzi również użytkownikom. Twórcy konsoli - musząc zadbać o zgodność z wcześniejszymi produktami - podwyższają cenę, bo rośnie nakład pracy (a czasem i materiałów). Do tego w każdym kolejnym update trzeba również pamiętać o produktach poprzedniej generacji, dlatego nowe wersje pojawiają się rzadziej, przynoszą mniej zmian i nie zadowalają ani programistów, ani odbiorców. Czyli - mówiąc w skrócie - stajemy w miejscu, chcąc cały czas pamiętać o tym, co wyprodukowaliśmy wcześniej.

Jako przykład myślenia odwrotnego mógłbym tutaj podać Apple. Gdy firma wypuszcza na rynek nową wersję iPoda, stare są automatycznie zapominane. Może nie do końca, bo oczywiście gwarancja, czy pomoc techniczna, dalej istnieją. I tak powinno to wyglądać wszędzie. Dlatego Apple tak szybko się rozwija - bo gdy jakiś starszy sprzęt nie dogada się z nowszym nic sobie z tego nie robią. Przepraszamy, ale technika idzie do przodu - my razem z nią.

Z punktu widzenia programisty/twórcy wygląda to trochę inaczej. Rok 2000 - tworzymy rozbudowaną aplikację do prowadzenia katalogu zdjęć. Baza danych oparta jest na wymyślonym przez nas formacie i sprawuje się świetnie - wszyscy sobie program chwalą, kupują, używają i są bardzo zadowoleni. Nadchodzi rok 2007 i wszystko się zmienia. Teraz dużo przyjemniej byłoby oprzeć naszą bazę danych o coraz popularniejszy XML. Decydujemy się przepisać program od zera, jednocześnie zmieniając trochę jego strukturę i dodając sporo nowości (np. współpracę z Flickr czy Picasą). Ogłaszamy, że stara wersja nie będzie dłużej rozwijana i do tego zmieniamy jej licencję na freeware. Teraz skupiamy się na nowej (nazwijmy ją 2007) wersji naszej aplikacji i ona stanowi nasz główny produkt. Załóżmy, że całość zmieniła się tak bardzo, że jakiekolwiek korzystanie z wcześniejszej bazy danych nie jest możliwe. Zaczynamy praktycznie od zera.

Co robią użytkownicy? Oburzają się, że ich olaliśmy, że mamy gdzieś wcześniejszych klientów i grożą, że jeszcze nas dorwą. ;) Czy mają rację? Ze swojego punktu widzenia być może tak, ale z punktu widzenia twórcy - mylą się w całej rozciągłości. Przy programowaniu nowej wersji mieliśmy wybór - w dalszym ciągu używać wymyślonej przez nas bazy danych, lub zyskać np. znacznie na prędkości, korzystając z XMLa. Można by również zaimplementować obsługę obu formatów. Moim zdaniem rozdzielanie kodu to najgorszy wybór. Użytkownicy również byliby niezadowoleni, bo jeden trzymałby swoje dane w starym formacie, drugi w nowym i za nic nie mogliby się dogadać (do tego ci pierwsi psioczyliby, że nie mają takich fajnych funkcji, jak ci drudzy).

Przykład z katalogiem zdjęć oczywiście potraktujcie jako jedną wielką metaforę - wiadomo, że konwersja jednej bazy danych na drugą w takim przypadku nie byłaby trudna, ale są sytuacje w których się po prostu nie da.

Takie zachowawcze działanie można ostatnio zaobserwować w przypadku Microsoftu i ich Internet Explorera. Boją się, że gdy naprawią silnik renderujący strony, rozleci się spora ich część. Mają całkowitą rację! Poleci sporo stron niedzielnych webmasterów. Pewnie nawet winę zwalą na MS. Co więc robi korporacja z Redmont? Idzie na ustępstwa - rozdziela swój kod. Internet Explorer 8 ma mieć dwa (a chodzą słuchy, że nawet trzy) silniki - jeden stary i drugi - zgodny z obecnymi standardami. Z punktu widzenia twórców stron nie ma to praktycznie znaczenia (dostawienie jednej linijki <meta /> nie będzie problemem). Z poziomu użytkowników również, bo im nie robi to różnicy. Programiści MS będą mieli znacznie więcej roboty, objętość aplikacji zwiększy się, a prawdopodobnie (odrobinę) spowolni się działanie samej przeglądarki.

Wydawałoby się, że rozwiązanie idealne, prawda? Wszystkim pasuje. Błąd. Raz, że to znowu działanie na szkodę konkurencji (bo Opera nie wyświetla tego, co IE pokazuje poprawnie!) , dwa, że to w dalszym ciągu powolna ewolucja. Jak dla mnie - w przypadku MS potrzebujemy rewolucji. Takiej z hukiem, petardami i bólem głowy na drugi dzień.

Wróćmy do naszego programiku. Użytkownicy przez pierwsze dwa miesiące będą obrzucać nas błotem od góry do dołu. Trzeci miesiąc przyniesie migrację na nową wersję - trzeba będzie wszystkie nasze zdjęcia skatalogować raz jeszcze. Przy okazji użytkownicy pooglądają swoje zasoby, wywalą połowę, bo zupełnie nie ma sensu trzymania zdjęć nieudanych (eh te cyfrówki…) i zadzwonią do przyjaciół ze szkoły (po co komu nasza-klasa?), ;) bo przeglądając te wszystkie obrazki wróciły wspomnienia. Czwarty miesiąc to już no dobra, mam nową wersję – trochę zabawy miałem, ale teraz jest OK). Kolejne miesiące to już pochwały i przychylne opinie (Jakie to teraz szybkie!, integracja z Flickr wymiata!). Użytkownicy zapominają o starej wersji, a my mamy możliwość rozwijania programu w dobrym kierunku, bo z nowym formatem bazy danych możemy zdziałać znacznie więcej. Znowu wszyscy są zadowoleni.

Dokładnie tak było z Windows XP. Pamiętacie co działo się na początku? Brakowało sterowników, większość programów z 98 nie chciała działać, a użytkownicy bluzgali na MS przy każdej okazji. Przeszło pół roku i nagle XP okazał się świetnym systemem, a dziś jest uznawany za najlepszy z rodziny Windows.

Uważam więc, że zachowywanie ciągłej kompatybilności wstecz nie jest dobrym wyjściem prawie nigdy (jakieś tam wyjątki pewnie są). Ludzie żyją za krótko, żeby czekać na powolną ewolucję - w tej dziedzinie potrzeba rewolucji z każdą nową wersją (a to już wymaga zapomnienia o tym co było kiedyś). I choć jak zwykle znajdą się malkontenci, którym ciągle coś nie pasuje (i to właśnie tych słychać najbardziej), to ciężko jechać samochodem do przodu patrząc za siebie. A jeśli rewolucja przyniesie same korzyści, to - prędzej czy później - większość przeboleje drobne niedogodności jakie na początku na pewno się pojawią i z czasem wszystkim wyjdzie to na dobre.


Komentarze

kanał komentarzy do tego artykułu

z tego co wiem, to teraz mamy siódmą generację konsol;]

Ludzie tak samo bluzgali na XP, jak obecnie bluzgają na Vistę. Tylko Internet jest popularniejszy i bardziej to widać.

Piszesz o Apple i konsolach. Ale to dwa zupełnie inne elementy rynku niż komputery PC. Maniacy Apple są jacy są, oni to oddzielny gatunek. Oni nie mają problemów ze sterownikami, z ulepszaniem komputerów, bo tego nie robią po prostu. Tak samo użytkownicy konsol. Oni mogą sobie kupić nową.

A jak to wygląda w świecie Microsoftu? Kompatybilność wsteczna jest wymuszona. Czy wyobrażasz sobie, ze przy każdej aktualizacji systemu operacyjnego cały sprzęt peryferyjny przestaje działać z braku sterowników? To jest rzeczywistość przejścia na x86-64. Do tego mamy tony beznadziejnie napisanych aplikacji, które nie umieją sobie poradzić z modelem kont użytkownika w Windows NT, czy UAC w Windows Vista. Niestety, ale przejście na kompletnie nowe rozwiązania może okazać się pułapką, dlatego nikt nie chce tego przeprowadzić – stąd cały ten koszmar jaki mamy, w rodzaju kodu 16-bitowego pozostającego w jądrze Windows NT. Czy wiesz, że ostatnio ktoś przyczepił się do Windows NT 6, za to, że nie pozwala uruchamiać aplikacji 16-bitowych na pełnym ekranie trybu MS-DOS?
Niestety, nie da się ot tak porzucić wszystkiego.

Niestety, najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy.

z tego co wiem, to teraz mamy siódmą generację konsol

I którąśtam RP. Numerki… ;)

Ludzie tak samo bluzgali na XP, jak obecnie bluzgają na Vistę.

Tylko, że Vista w porównaniu do XP na trochę bluzgów zasługuje. Jeśli sam MS o tym mówi nawet…

Piszesz o Apple i konsolach. Ale to dwa zupełnie inne elementy rynku niż komputery PC.

I dlatego ostatnio dostają po dupie! Bo komputery ciągle patrzą wstecz. Apple nie robi tego w ogóle, a konsole tylko trochę.

Czy wyobrażasz sobie, ze przy każdej aktualizacji systemu operacyjnego cały sprzęt peryferyjny przestaje działać z braku sterowników?

Nie no… nie popadajmy w skrajności. Nie mówię tutaj o rzeczach elementarnych jakimi są sterowniki do sprzętu – te oczywiście powinny zachować jakąś kompatybilność ze starszymi systemami.

przy każdej aktualizacji systemu operacyjnego

Raz na… cztery lata? Wyobrażam sobie. Bo oczywiście nie chodzi o aktualizacje z Windows Update, ale o nową wersję systemu, tak?

Do tego mamy tony beznadziejnie napisanych aplikacji, które nie umieją sobie poradzić z modelem kont użytkownika w Windows NT

I właśnie je należałoby olać. Serio. Brnięcie w bagno programików, które działają tylko dlatego, że Windows cały czas trzyma stary kod, to błędny zaułek.

Niestety, ale przejście na kompletnie nowe rozwiązania może okazać się pułapką

IMO wręcz odwrotnie. Każde ważne wydarzenie zmieniało wszystko. I jeśli chcemy, żeby w PCtach było tak samo, to należy odciąć co niezbędne i pójść drogą rewolucji.

Niestety, nie da się ot tak porzucić wszystkiego.

Elementarne cechy zostawiamy. Z resztą nie ma problemów, co już nieraz pokazano.

Niestety, najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy.

Ale najpierw musimy je poznać, prawda? :)

Tylko widzisz, kiedy wychodzi nowa wersja niekompatybilna wstecz, część userów popsioczy i w końcu i tak zainstaluje nową, ale ilu rozejrzy się za alternatywą, podobną do poprzedniej wersji, której używali i mogącą przekonwertować starą bazę na nową (alternatywnego programu) ?

Myślisz, dlaczego IE trzyma wciąż tylu userów przy sobie ? Bo to ewolucja a nie rewolucja, o której mówisz. Dopiero 7-ka wprowadziła trochę zamieszania (jednym się podoba – bo nowa fajna, ładna, innym nie – stara była szybsza i się przyzwyczaiłem w ogóle…). (Btw. dla mnie zawsze IE było toporne i nie podobało mi się, dlatego niedoczekawszy 6-ki już testowałem Firefoxa i Operę, do dziś jestem wierny tej drugiej.)

Z tą kompatybilnością wstecz to nie dokładnie tak jak mówisz. Chociażby jeśli chodzi o sprawę konsol. Dlaczego powstała nisza rynkowa na emulatory PS1/2 ? Nie dlatego że PCtowcy chcieli pograć na gierki z ‘pleja’ (choć to też po części, ale to margines, bo i tak większość gier jest wydawanych na wiele platform), ale dlatego że na nowych konsolach nie można już pograć w potwornie grywalne gierki z edycji 1. PlayStation, które cieszą. Gdyby byłoby to możliwe w obrębie samej konsoli nie byłoby takiego zjawiska, a na pewno nie na tak dużą skalę.

ale ilu rozejrzy się za alternatywą, podobną do poprzedniej wersji, której używali i mogącą przekonwertować starą bazę na nową

Jeśli nowa wersja przyniesie coś ciekawego, to myślę, że niewielu. A jeśli konkurencja postąpi tak samo (a tak zakładam), to nie ma tematu.

Myślisz, dlaczego IE trzyma wciąż tylu userów przy sobie?

No nie gadajmy – przecież tu chodzi o to, że IE przychodzi razem z najpopularniejszym systemem. Nie ma co doszukiwać się innych przyciągaczy do tegoż produktu.

Z tą kompatybilnością wstecz to nie dokładnie tak jak mówisz…

I bardzo dobrze, że powstała nisza! Duże firmy zajmują się nową wersją, a pojedynczy pasjonaci projektują sobie emulatory. Idziemy do przodu, bo Sony wypuszcza kolejne wersje, nie bawiąc się w kompatybilność wsteczną. Pojedyncze osoby nie często mają wpływ na cały rynek, więc mogą się zajmować czym tylko chcą. Ważne, żeby główne firmy tworzyły nowości.

Wiesz o co najtrudniej w rewolucjach? O zdrowy rozsądek. Wprowadzanie nowych rozwiązań „bo tak” bez oglądania się na wyrobione przyzwyczajenia i – jeśli o komputerach mowa – posiadany sprzęt to gwałt na swoich klientach. A skoro przywołałeś Apple – wiesz co zacząłem uwielbiać w tej firmie? Ano dbałość o to, by laptop sprzed kilku lat bez większych problemów uciągnął najnowszy system operacyjny. Ba! Ludzie z PowerBookami piszą o wzroście wydajności! Jabłko nie odcina się od tego, co robiło a właśnie jest przykładem dobrze pojętej ewolucji w światku komputerowym. Dbają o progres ale robią to z głową. Oczywiście – wpadki się zdarzają i jakiś program nie pójdzie czy inny sprzęt nie ruszy po update systemu. Ale co do zasady akurat ta firma wie, że wychowanie sobie lojalnego klienta to skarb.

Zmiany? OK! Rewolucyjne? Czemu nie! Ale z głową, przede wszystkim – z głową.

BTW – Sony nie zarżnie sprzedaży konsoli (PS2), która kształtuje się lepiej niż sprzedaż jej najnowszego dziecka :). Wywalenie kompatybilności wstecznej to pięęękny ruch służący przedłużeniu życia starszej konsoli zanim ukształtuje się rynek gier dla nowej. Jak sądzisz, po co wprowadzili nowy model PS2? Chłodna kalkulacja wskazała, że produkt żyje, ma się dobrze a nowy i tak nabiera wigoru, niezależnie od starszego. Tu nie ma sentymentów ani romantyzmu rewolucji. Jest głowa na karku (na tym samym, który tak fatalnie uwalił start PS3 tak swoją drogą). Nareszcie.

Apple w tym momencie ma przygotowane cztery główne filary rozwoju: Maki, iPody, iPhone i Apple TV, które już niebawem okaże się sporym sukcesem jak sądzę. Myślisz że robią to w drodze rewolucji? Ani przez chwilę! Obecny kształt iPoda/iPhone został zaplanowany jakieś dwa lata temu, prace rozwojowe zostały tak pokierowane, że soft obsługujący te playery ma się doskonale spisywać w środowisku dotykowym ale i iPodów Classic (te z kółkiem), które zaczną powoli robić za mobilne backupy biblioteki mediów, które można jednym kablem podpiąć do TV i npo. wciągnąć filmy czy robić z tymi maluchami inne sympatyczne rzeczy. I to zostało zaplanowane lata temu i nikt ani przez chwilę nie zamierza tam robić rewolucji. Dano nowe zabawki ale ani przez sekundę nie zapomniano o tym, co uczyniło je popularnymi. Ewolucja. Powolna, z miesiąca na miesiąc (nawet updaty Apple wypuszcza oszczędnie bardzo dodając tu jedną, tu inną funkcję), z roku na rok. I zobacz – to wszystko ze sobą współdziała. iPhone możesz podłączyć do PowerBooka i będzie wszystko gites. Widać, jak chłopaki szanują przyzwyczajenia klientów.

Nie ZX, rewolucje na hurra się nie sprawdzają a co najwyżej irytują. Koleś, który zafundowałby mi w nowej wersji programu obowiązek zmiany wszystkiego, dostałby bana na moje pieniądze.

Wiesz o co najtrudniej w rewolucjach? O zdrowy rozsądek.

Z tym zawsze mam problemy, więc czasem trzeba mnie ściągnąć na ziemię. ;)

Wprowadzanie nowych rozwiązań „bo tak” [...] to gwałt na swoich klientach

Czyli lepiej babrać się w systemie, którego spora część nie zmieniła się od przeszło… 20 lat?

dbałość o to, by laptop sprzed kilku lat bez większych problemów uciągnął najnowszy system operacyjny

Serio myślisz, że to specjalnie? Jak dla mnie to tylko bonus i to całkiem przypadkowy. Tzn. OSX jest bardzo dobrze napisanym systemem i dlatego nie ma kosmicznych wymagań, a – co za tym idzie – może ruszyć na starszym sprzęcie.

ta firma wie, że wychowanie sobie lojalnego klienta to skarb.

Lojalny klient to taki, który będzie trzymał starego iBooka? Chyba nie – tu chodzi raczej o wszystkich tych, którzy (przynajmniej) co dwa lata kupią kolejne wersje zabawek z jabłkiem. Jeśli mówimy o chłodnych kalkulacjach – tylko takie osoby przynoszą realne zyski.

Jak sądzisz, po co wprowadzili nowy model PS2?

Dla mnie to również przypadek. Sony w pewnym momencie zaczęło obawiać się o swoją pozycję, gdy PS3 nie wypaliło tak, jak oczekiwano. I wszyscy wiemy, że za jakiś czas trójka pewnie okaże się hitem, ale na razie Sony notowało tylko straty. Trzeba było szybko znaleźć sposób na dorobienie sobie – wypuszczenie odświeżonych wersji wszystkiego-co-się-ma to jeden z najprostrzych sposobów.

Myślisz że robią to w drodze rewolucji?

Teraz już nie. Rewolucja była gdy dostaliśmy pierwsze wersje wszystkiego co teraz jest przez Apple produkowane. W tej chwili to tylko rozwój tego, co się ma. Tyle, że ludziom przestaje się to podobać. Na ostatnim Macworld zabrakło rewolucji i zauważ ile w sieci pojawiło się opinii rozczarowanych klientów.

Ewolucja.

Ani przez chwilę nie neguję potrzeby ewolucji. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie można co roku wprowadzać rewolucyjnego produktu. Trzeba to zrobić raz na jakiś czas i potem przez kolejny okres dopracowywać to, co się wydało. To bardzo dobre podejście, ale nie można dopracowywać wszystkiego w nieskończoność (co robi MS).

Koleś, który zafundowałby mi w nowej wersji programu obowiązek zmiany wszystkiego, dostałby bana na moje pieniądze.

A gdyby nowy soft okazał się znacznie lepszy? Gdybyś miał wszystko co ci potrzeba, a konkurencja zostałaby w tyle?

Czyli lepiej babrać się w systemie, którego spora część nie zmieniła się od przeszło… 20 lat?

Spróbowali z Vistą. Teraz zdaje się można kupić downgrade do XP. Bez komentarza.

Serio myślisz, że to specjalnie? Jak dla mnie to tylko bonus i to całkiem przypadkowy.

Jabłko mogło olać G4 i G5. Mogło zrobić system tylko na Intela. Jak sądzisz, czy przypadkowo optymalizuje się system operacyjny na tyle, że ludzie widzą wyraźny przyrost wydajności na starszych maszynach?

Lojalny klient to taki, który będzie trzymał starego iBooka? Chyba nie – tu chodzi raczej o wszystkich tych, którzy (przynajmniej) co dwa lata kupią kolejne wersje zabawek z jabłkiem. Jeśli mówimy o chłodnych kalkulacjach – tylko takie osoby przynoszą realne zyski.

No nieee… ZX, od kiedy jabłko zarabia tylko na komputerach? Na komputerach zarabia akurat średnio choć dynamicznie im się toto rozwija. Jabłko zarabia na iPodach i robi wszystko by zyski dywersyfikować. To nieco inny model biznesowy niż Della czy innych producentów sprzętu. Dlaczego? Bo jabłko oferuje także treść i zabawki do odtwarzania tej treści. I właśnie na nich zarabia grubą forsę a nie tylko na kompach. Jestem żywym tego przykładem – najpierw lowendowy Mak mini. Teraz na święta dwa iPody (z czego jeden z tych droższych). Ostatnio kilka stówek w iTunes Store zostawiłem. Niebawem dorwę Apple TV bo nareszcie ma to sens a z czasem pewnie iMak wpadnie jakiś. Jabłko zarabia na swoim ekosystemie. Raz się wkręcisz, poznasz jak dobrze to smakuje (bo tu wszystko ze wszystkim doskonale współdziała, niezależnie od wieku urządzenia) i już ciężko się z tego wyrwać. To inny model biznesowy i zakładający właśnie wychowanie sobie lojalnego klienta.

Dla mnie to również przypadek. Sony w pewnym momencie zaczęło obawiać się o swoją pozycję, gdy PS3 nie wypaliło tak, jak oczekiwano. I wszyscy wiemy, że za jakiś czas trójka pewnie okaże się hitem, ale na razie Sony notowało tylko straty. Trzeba było szybko znaleźć sposób na dorobienie sobie – wypuszczenie odświeżonych wersji wszystkiego-co-się-ma to jeden z najprostrzych sposobów.

PS3 jeszcze dłuuugo będzie produkowana z solidnymi dopłatami ze strony Sony. Przypadek czy nie – ciężko mówić o kanibalizowaniu jednego produktu przez drugi bo jednym ciachnięciem (wywaleniem kompatybilności wstecznej w tanim modelu) przecięto taką możliwość. PS3 to inny produkt, który mam nadzieję, że nareszcie zacznie być przez Sony odpowiednio promowany. A że PS2 nadal doskonale sobie radzi… Decyzja mogła być tylko jedna.

W tej chwili to tylko rozwój tego, co się ma. Tyle, że ludziom przestaje się to podobać. Na ostatnim Macworld zabrakło rewolucji i zauważ ile w sieci pojawiło się opinii rozczarowanych klientów.

Święta racja – kupa negatywnych opinii… Giełda też zareagowała na brak jakiejś rewolucji i mimo rekordowego kwartału akcje poooszły w dół. Fakt, Apple nie pokazało nic rewolucyjnego. W międzyczasie zaś ponoć pod niebo strzeliła sprzedaż Apple TV, iPody touch jako połączenie PDA i iPoda wraz z puszczeniem SDK i rozwojem oprogramowania na tę platformę staną się zapewne łakomym kąskiem dla ludzi szukających mobilnych rozwiązań (w to zresztą celuje Apple, o czym ostatnio informowało) o iPhone nawet nie wspominając itd. Właśnie dzieje się coś, w czym jabłko jest bardzo dobre – ewolucja, o której pisałem. Nie dostaliśmy rewolucji, to prawda. Przez sieć przewinęło się gromkie „łeee”... A zakupy ruszyły, że miło ponoć patrzeć. Rewolucja? Nie widać jej, nie słychać ale właśnie zaczyna się dziać coś nowego salonach hamerykańców.

Ani przez chwilę nie neguję potrzeby ewolucji. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie można co roku wprowadzać rewolucyjnego produktu. Trzeba to zrobić raz na jakiś czas i potem przez kolejny okres dopracowywać to, co się wydało. To bardzo dobre podejście, ale nie można dopracowywać wszystkiego w nieskończoność (co robi MS).

W pełni się zgadzam ale tu znów wracamy do rewolucji robionej z głową. MS chce przeciąć więzy z wcześniejszą linią swoich systemów? OK, ale to oznacza masakrę dla wielu, bardzo wielu użytkowników. MS tak naprawdę to nie ma żadnego pola manewru. Może tylko stopniowo poprawiać swój system, na żadne rewolucje pozwolić sobie nie może bo by tę firmę zjedli po prostu. A i pewnie nie chce MS fundować swoim klientom zbytniej jazdy. I bardzo słusznie. Downgrade z Visty do XP jako rozwiązanie oferowane przez samego producenta to chyba najdobitniejszy przykład tego, jak bardzo klienci nie chcą gwałtownych zmian dezorganizujących ich codzienne doświadczenia z pracy z komputerem.

A gdyby nowy soft okazał się znacznie lepszy? Gdybyś miał wszystko co ci potrzeba, a konkurencja zostałaby w tyle?

Nie wiem, to zależy od stosunku sił poniesionych na wprowadzanie zmian do potencjalnych korzyści. Jeśli faktycznie ten nowy soft byłby tak zajebisty, to czemu nie? W sumie raz już to zrobiłem przesiadając się na Maka. Teraz przyszłoby mi o wiele ciężej rozstać się z ładnie zorganizowanym moim cyfrowym życiem. O wiele ciężej. Ten nowy soft musiałby być naprawdę pierońsko dobry.

Spróbowali z Vistą. Teraz zdaje się można kupić downgrade do XP. Bez komentarza.

Vista to nie rewolucja. To XP z dodatkowymi funkcjami. I nikt nie oskarża Visty o to, że wszystkie zmiany są do dupy. Bo te nowości są na prawdę bardzo fajne. Nowemu Windowsowi zarzuca się tylko ociężałość.

Jabłko mogło olać G4 i G5.

Tu mnie masz. Zapomniałem, że Leopard działa też na PowerPC…

No nieee… ZX, od kiedy jabłko zarabia tylko na komputerach?

Hmmm… Apple jest nieklasyfikowalne, ale chciałem zawężyć pole tylko do rynku który mogę porównać z konkurencją. W przypadku Jabłka to faktycznie niezbyt trafione.

[...] Nie widać jej, nie słychać ale właśnie zaczyna się dziać coś nowego salonach hamerykańców.

Można spekulować, choć każda decyzja Apple i tak wychodzi im na zdrowie. ;) Póki co trzymam się faktów (a to mi się zdarza niezbyt często). Zobaczymy za pół roku.

MS tak naprawdę to nie ma żadnego pola manewru.

A właśnie ma – jako jedyni mają tak duże możliwości. Stoi za nimi kupa userów-zombie, która nie ma pojęcia, że Windows to system operacyjny i że komputer bez Windowsa może w ogóle działać. Dlatego jeśli rewolucyjna wersja miałaby w nazwie Windows, to użytkownicy poszliby ustawiać się w kolejkę.

Jeśli faktycznie ten nowy soft byłby tak zajebisty, to czemu nie?

No właśnie! Nie da się zrobić rewolucji bez pomysłów. Zakładam, że dobrych pomysłów (bo o to nie trudo w przypadku systemów operacyjnych).

Tak czytając coście napisali, dochodze do wniosku, że muszę trochę zmienić swój pogląd na to (właśnie w stronę rewolucji z głową). Część druga notki mi się szykuje.

I nikt nie oskarża Visty o to, że wszystkie zmiany są do dupy.

Jak nie? Oskarżają Vistę o to nieszczęsne bezpieczeństwo, którego sami chcieli i połowa nowych userów jest niezadowolona, bo pojawia się a) pytanie o potwierdzenie, b) niekompatybilność ze źle napisanymi aplikacjami. Oto cena ewolucji nawet!

Jeśli słuchać takich malkontentów, to zawsze stalibyśmy w miejscu. Od tego są ludzie mądrzejsi, żeby przeciwstawiać się głupocie. Dlatego od czasu do czasu trzeba coś userom wcisnąć na siłę.

Ktosiu, XP to była innowacja, Vista nią nie jest, a niektórzy nawet uważają że „cofnęli się wstecz”. ;)

Ten tu mówi „kompatybilności wstecz nie!”, a cały świat oddycha z ulgą że w końcu zaczynają królować otwarte standardy… ech, pokrętna logika pana blogowicza ;)

sztosz: znaczy że co i że jak? :P Co prawda ostatnie dwa dni spałem pięć godzin, więc pewnie cośniecoś mi umyka, ale nie bardzo załapałem.

Wyobraź sobie sytuację taką: Masz zapisane stare, strasznie dla Ciebie ważne PSD na dysku. Instalujesz nowy, rewolucyjny ( ;) ) system operacyjny. Ale ten system nie pozwala na instalację starego Photoshopa, bo …i tu twoje argumenty… Natomiast ten nowy rewolucyjny Photoshop zainstalowany na rewolucyjnym OS nie pozwala na otwarcie starego formatu PSD. I zostajesz z ręką w nocniku.

Rozumiem to że Nowy system operacyjny może wymusić porzucenie jakiś archaicznych technologii typu 16 bitowe odwołania, ew. można zrobić jak to było w XP: „ntvm” ;)

Ale nie wolno porzucać „starych” formatów zapisu danych, zwłaszcza że mając programowanie obiektowe stworzenie konwertera lub implentacja starego standardu w nowej aplikacji nie jest taka trudna.

Aplikacje są robione dla użytkowników. Wymuszanie upgrade’u oprogramowania i pozbawianie możliwości odczytania „starych” danych (jak w podanym przykładzie z aplikacją do przeglądania zdjęć), sprawi że użytkownicy się odwrócą i pozostaną tylko Fan-Boy’si ;) Pomijam już przykłady instytucji państwowych które np. nie mogą odczytać swoich archiwów.

Natomiast otwarte standardy i wolne oprogramowanie pozwala przerzucić problem konwerterów/pluginów do otwierania „starych” formatów na Community. I mysz cała i kot syty, czy jak to przysłowie brzmiało ;)

PS. Co do zaś otwierania docx w starszych wersjach Worda itd: http://office.microsoft.com/en-us/word/HA100444731033.aspx
Co miałeś na myśli pisząc „bo o instalacji plugina nie ma w ich przypadku mowy”?

PS. Czy można by zrobić tak, że nawet jeśli pisze komentarz pół godziny to po kliknięciu na [dodaj komentarz] będzie dodawany albo zmieni się tekst na obrazku-tokenie bez utraty tekstu który napisałem jako komentarz?

Wiesz sztosz... mi się wydaje, że raz na jakiś czas (bo te rewolucje często się nie zdarzają), wszsyscy użytkownicy mogliby zwyczanie pobawić się trochę i pozmieniać stare na nowe. To samo tyczy się instytucji państowych itp. A przecież w 99% przypadków konwersja jest możliwa i – nawet jeśli mowa o oprogramowaniu zamkniętym – stosowne konwertery są wydawane przez twórców oprogramowania.

Gdzieś w komentarzach wyżej już pisałem, że dyskusja zmusiła mnie do delikatnej korekty mojej opinii i trzeba będzie napisać drugą część notki kiedyś. Bo faktycznie miejscami macie rację. :)

Co miałeś na myśli pisząc „bo o instalacji plugina nie ma w ich przypadku mowy”?

Ano tyle, że użytkownicy niezaawansowani nie mają pojęcia co i jak. Pojęcie „plugin” jest im obce, a instalacja czegoś innego od Gadu-Gadu przeraża. ;)

Do PSa: Pobadam. Nie wiem czy to moja wina, ale postaram się coś zmienić.


Dodaj komentarz

Komentarze możesz formatować tylko za pomocą Markdown. Jeśli nie masz pojęcia z czym to się je, lepiej używaj zwykłgo tekstu.

Przed wysłaniem komentarza sprawdź go pod kątem błędów - zarówno technicznych (np. wynikłych z używania Markdown) jak i językowych. Zapoznaj się również z polityką komentowania na blogu.

skocz na górę strony