second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

O czym pamiętać tworząc formularze

Ostatnio miałem styczność z generatorem wniosków o dofinansowanie w ramach jednego z projektów Unii Europejskiej. Całość z założenia ma za zadanie ułatwić pracę zarówno składającym taki wniosek, jak i tym, którzy całość potem muszą przeanalizować. Wiadomo - sztywne ramy, to mniej zastanawiania się nad duperelami.

Przyszło mi spędzić długie godziny przy wypełnianiu kolejnych elementów formularza i jednocześnie, przy każdym przeładowaniu strony, wieszałem psy na twórcach - firmie S&T, która to niby wie co robi.

Dobra, przesadzam. Formularz faktycznie nie jest najgorszy. Pomoc mówi, że całość działa tylko na IE. Bzdura. Wszystko jest tak bajecznie proste, że działa bez problemów na najnowszej Operze. Nie przyszło mi nawet do głowy sprawdzać strony na innych przeglądarkach, skoro pomoc mówi wyraźnie, że trzeba mieć IE. Więc - jeśli strona działa na innych przeglądarkach, nie pisz, że działa tylko na jednej. Nie muszę mówić o ile wygodniej pracuje mi się z formularzami na Operze, gdzie wszystkie skróty klawiszowe skonfigurowałem pod własne wymagania, dzięki czemu bez problemów mogę nawigować, nawet skomplikowanymi stronami, intuicyjnie. Całe szczęście, że w którymś momencie przypadek zadecydował, że formularz załadował się w mojej ulubionej przeglądarce.

Wciąż nie mogę rozgryźć, ile autor formularza faktycznie potrafi. Z jednej strony mamy naprawdę przystępnie napisaną pomoc (tzn. Jak skonfigurować IE), mamy pola, które rozszerzają się automatycznie, jeśli wymagają tego dane. Z drugiej strony - i to właśnie główny wątek tego postu - brakuje prostego JavaScriptu.

Odpowiedź na pytanie zadane w tytule - przy formularzach używaj JavaScript! Nie każę wam zapoznawać się z samym generatorem, powiem więc ogólnie. Załóżmy, że formularz ma opcję dodawania nowych pól. Załóżmy też, że potrzebujemy takich pól około 50. Każdy, logicznie myślący webmaster, już wie, że trzeba do tego użyć właśnie JS, jednak twórca logiczne myślenie zostawił najwyraźniej w domu. Wyobraźcie sobie, że przy dodawaniu nowego pola, przeładowuje się cała strona (te wstawiane są najwyraźniej przy użyciu języka server-side). Wyobraźcie sobie, że serwer działa paskudnie wolno. W praktyce to wyglądało tak: wpisuję dane w jedno pole; naciskam przycisk dodający kolejne pole; strona się przeładowuje; szukam miejsca w którym ostatnio byłem (bo w końcu po przeładowaniu wróciłem na początek). Ludzie! Ratujcie! Tych dodatkowych pól musiałem wstawić na prawdę dużo. A przecież wystarczyłby prosty skrypt.

Do tego brakuje takich opcji jak aktywne podliczanie sum (całość również dopiero po przeładowaniu, liczone przez server-side), czy walidacja. Więc, twórcy formularzy webowych, pamiętajcie - JavaScript to obowiązkowe udogodnienie!

Informacje o stowarzyszeniu freelancerów i rozpoczęcie rekrutacji najprawdopodobniej zaraz po długim weekendzie.

Jak zmusić Vistę do zapamiętywania ustawień folderów?

Vista ma dziwną tendencję do gubienia ustawień folderów. W XP było to samo, jednak jakby mniej rzucało się w oczy. Tutaj to, co system potrafił zrobić z wyświetlaniem plików przechodzi ludzkie pojęcie. Ustawimy sobie wszystko tak, jak byśmy chcieli, zamkniemy ładnie system, a gdy ponownie otworzymy katalog, okaże się, że wszystkie ustawienia pojechały do Irlandii.

Sposób na takie zachowanie na szczęście jest i to bardzo podobny do tego z XP. Wpływ na taki stan rzeczy mają dwie funkcje. Jeśli komuś zależy tylko na wprowadzeniu ustawień, na dole dostępny jest plik, który zrobi to za nas.

Jak to freelance szuka pracy (Cz. II)

W poprzednim wpisie informowałem, że namiętnie szukam pracy jako freelance niewiadomo-kto. ;) Minęły dwa miesiące, więc pora na szybki raport.

Przede wszystkim zlecenia. Od poprzedniej notki wykonałem kilka stron za wynagrodzenie sięgające dolnej granicy (średnio 900 PLN). Większość pracodawców znalazła mnie przez bloga i zainteresowała mną właśnie dzięki poprzedniej notce. Czyli, jak pisał Ferrante, posiadanie swojego miejsca w sieci jest ważne. Stajemy się dla zleceniodawcy świetlistymi istotami, a nieistniejącym gdzieś tam koderem. ;)

Wiedząc, że blog nie może być stałym źródłem zleceń (chyba, że jest się osobą rozpoznawalną w branży, a ja z pewnością taką nie jestem), starałem się znaleźć inne rozwiązanie. Na początek w ruch poszedł serwis zlecenia.przez.net, gdzie zarejestrowałem się i złożyłem kilka ofert. Nie dostałem żadnej pracy, jednak zauważyłem, że sam serwis zasilany jest raczej przez webmasterów o niewielkich ambicjach, którzy proponują ceny, za które nawet nie ma co rozważać odpalenia Intype. Wstrzeliłem się więc w kolejny tego typu serwis, który prezentuje się znacznie lepiej przynajmniej w kwestii wizualnej. Kontrakter.pl - bo o nim mowa - okazał się martwy. Od momentu oficjalnego startu serwisu, do teraz, znajdziemy tam tylko kilka marnych zleceń (choć poziom cenowy prezentuje się już lepiej). Ktoś zmarnował niezły pomysł, zapominając o promocji strony? Zatrudnijcie mnie, dajcie jakieś wynagrodzenie, a pomysł znów ożyje! ;)

Podsumowując - wcale różowo nie jest. Póki co, o jakimkolwiek samodzielnym utrzymaniu się z mojej pracy nie ma mowy. Co prawda przyszłość rokuje pewne nadzieje, bo dostałem również dwie oferty stałej współpracy, jednak termin rozpoczęcia jakichkolwiek działań jest ulokowany gdzieś w przyszłości, więc czekam na konkrety, jednak wolałbym nie siedzieć biernie, tym bardziej, że przecież nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać.

Stowarzyszenie Druga Brama?

Zacząłem więc zastanawiać się nad jakimś sensownym kierunkiem, w który powinienem się zwrócić. Za waszą radą, porzuciłem all-in-one na rzecz XHTML/CSS/JavaScript (ten ostatni wciąż w trakcie nauki), więc automatycznie odpadła mi spora część zleceń pod tytułem zrób mi stronę od A do Z. Potrzebuję więc kogoś do współpracy.

Zamierzam przekształcić Second Gate Studio w stowarzyszenie wolnych strzelców. Jak to widzę? Otóż miała to by być mieszanina standardowej agencji z co-workingiem, oprawiona w ramy pracy zdalnej. Konkrety? Elementy standardowe to szef, podział pracy w zależności od umiejętności i wspólna marka. Z co-workingu zostaje brak umowy (jeśli zajdzie potrzeba umowa-zlecenie), elastyczny czas pracy i możliwość otrzymania pomocy od współpracowników.

Muszę dopracować jeszcze kilka kwestii techniczno-marketingowych i napiszę konkretnie kogo poszukuję. Propozycja jest kierowana do wszystkich, ale myślę, że szczególnie spodobać się może posiadającym stałą pracę, czy uczniom. Na początek pieniądze nie będą kosmiczne, jednak myślę, że gdy już zaczniemy prowadzić większe projekty, może się zrobić ciekawie. Nie wykluczam również sformalizowania przedsięwzięcia, jeśli pomysł się sprawdzi. Byłem już w kilku urzędach, gdzie (o dziwo) potraktowano mnie profesjonalnie i dostałem wszystkie potrzebne informacje.

Nie mam pojęcia czy taka forma się sprawdzi, choć nie widzę przeciwwskazań. Ostatnie przerwy w prowadzeniu bloga spowodowane są właśnie pracami nad tym wszystkim. Głównie chodzi o pozyskanie pierwszych klientów tak, żeby na jakimś ciekawym projekcie można byłoby sprawdzić pierwszą ekipę. We'll see, jak to mówią.

Netykieta o wielkich literach

Czym jest netykieta chyba mówić nie muszę, prawda? Patrząc na nią z punktu widzenia doświadczonego internauty, wydaje mi się już przestarzała, jednak dalej obowiązuje, prawda? Jako podstawowy zbiór internetowych praw spisuje się całkiem nieźle.

Zastanawia mnie jednak kiedy wykreślono jedno z - moim zdaniem - najlepszych punktów internetowego kodeksu? A może nie wykreślono? Chwilka w Wikipedii (update: dobra, w Wikipedii o tym nie piszą) - dalej jest. Więc dlaczego coraz częściej ludzie zwracają się do mnie z wielkiej litery?!

Oczywiście nie tylko do mnie. Ostatnio obserwuję, na forach i innych tego typu miejscach, wzmożone występowanie Ty, Ciebie itd. Styl listowny miał odnosić się tylko do papierowej poczty, więc skąd to w świecie wirtualnym? I nie mówicie mi o szacunku, bo pisanie w ten sposób ma tyle wspólnego z szacunkiem, co moje krzesło z wygodą.