second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Dlaczego nie lubię pływających belek

Ostatnio w jednej z rozmów via IM zostałem zapytany dlaczego do jasnej @(*#$*! cały czas psioczę na pływające belki? A psioczę, nawet bardzo.

Nie tak dawno w konkursie na dobreprogramy.pl wygrałem zestaw mysz + klawiatura. Mysz ma pięć przycisków, więc te dwa dodatkowe chciałem w jakiś, przydatny, sposób zagospodarować. Korzystając z tego, że oprogramowanie pozwala mi stworzyć konfigurację dla każdej aplikacji osobno, zacząłem od Opery. Domyślnie, dla przeglądarek internetowych, oprogramowanie proponuje przypisanie dwóm dodatkowym przyciskom akcji wstecz i dalej. Logiczne – w końcu używam ich często. Tyle, że w Operze przyzwyczajony jestem do używania gestów myszy i sprawdzają się IMO najlepiej. Szczerze powiem, że nie mogłem znaleźć dla nich zastosowania...

Do czasu, aż zauważyłem, że przewijanie stron rolką jest mało efektywne (potęgowane to jest jeszcze przez nienajlepszy scroll w Microsoft Wireless Laser Mouse 6000). Męczy oczy i często gubię linijkę po przewinięciu jakiegoś fragmentu. Logiczne więc wydało mi się zastosowanie Page Up i Page Down - w końcu od tego są. Dużo wygodniej czyta mi się dłuższe artykuły. Przypisałem więc dwóm dodatkowym przyciskom odpowiednie akcje i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pływające belki.

O co chodzi? Jako konkretny przykład podam blog Kovala. Widzicie tę belkę, która lata na dole ekranu? Przy czytaniu wpisów metodą PageUp/PageDown przeszkadza niemiłosiernie. Przewijam tekst i muszę wrócić dwie linijki wyżej, żeby doczytać to, co wcześniej zakryła belka. W podanym przykładzie ta ma chociaż niewielkie wymiary, ale zdarzają się znacznie wyższe!

Takie belki mogą się okazać całkiem użyteczne w niektórych przypadkach, dlatego nie neguję ogólnego sensu istnienia ich (tym bardziej, że większość użytkowników do przewijania i tak używa scrolla), a jedynie zwracam uwagę, żeby używać ich jedynie gdy są naprawdę potrzebne. Moim zdaniem, oczywiście.

Manifest do użytkowników forów internetowych

Drogi użytkowniku forum,
Doskonale wiem, że jesteś emocjonalnie związany z tym właśnie forum. Obaj jesteśmy zarejestrowani na nim już kilka ładnych lat. Bardzo przyjemnie wymienia się z tobą (i pozostałymi forumowiczami) informacje na temat łowienia piorunów na półkuli południowej… w końcu taka jest tematyka tego miejsca.

Dlatego zastanawiam się co przemawia przez ciebie, gdy na naszym forum pytasz o szyfrowanie dźwięku metodą uszno-douszną? Drogi współforumowiczu – pamiętaj, że forum ma najczęściej określony temat; dziedzinę którą się zajmuje. Pamiętaj, że Internet jest przeogromny i bogaty w miejsca, które specjalizują się w dziedzinie o którą pytasz, a która nijak ma się do naszego wspólnego forum. Co proszę? Że znasz to miejsce i ludzi je użytkujących? Wybacz, drogi użytkowniku, ale co mnie to obchodzi? Na forum o łowieniu piorunów na półkuli południowej nie chcę słyszeć o szyfrowaniu dźwięku… jakąkolwiek metodą. Na forum o książkach nie proś o pomoc, gdy popsuje ci się komputer – od tego są wyspecjalizowane miejsca. Raz, że unikasz offtopicu, czyli oszczędzasz mi czytania czegoś, czego nie chcę i nie obniżasz wartości merytorycznej naszego forum. Dwa, że oszczędzasz sobie czytania kilkunastu postów, z rozmaitymi poradami, które najczęściej nie mają nic wspólnego z rzeczywistością (co łowca piorunów może wiedzieć o szyfrowaniu dźwięku metodą uszno-douszną?). Trzy, że dostaniesz dużo lepszą i wiarygodniejszą odpowiedź (do tego znacznie szybciej) na forum, które specjalizuje się w danej dziedzinie.

Zaufaj mi, drogi użytkowniku. Wiem co mówię – też korzystam z forów.

Z poważaniem,
zx

Jak to freelance szuka pracy (Cz. III): Another Tree Studio

Parę wpisów wcześniej, pisałem o planach stworzenia pewnego rodzaju stowarzyszenia webmasterów. Od tamtego czasu starałem się doprecyzować szczegóły i wyznaczyć kierunek rozwoju. Ilość materiałów, powstałych przy okazji planowania, zaskoczyła nawet mnie. Zacząłem dość standardowo, od rozpisania pomysłów na kartce. Dziś mam już kilkadziesiąt stron z rozmaitymi wariantami i kierunkami w których takie stowarzyszenie mogłoby iść.

Od ostatniego wpisu zmieniłem część planów. Tą notką chciałbym oficjalnie ogłosić start, rozpocząć rekrutację i opisać trochę całe przedsięwzięcie.

Standardy początku

Przede wszystkim – zrezygnowałem z nazwy Second Gate Studio. Jestem związany z symbolem Drugiej Bramy, dlatego zostawię sobie tę nazwę na użytek prywatny. Jako, że chciałbym poświęcić się moim planom, Second Gate przestanie być Studio i zostanie moją stroną domową. Nazwa nowego projektu to Another Tree Studio. Oczywiście zajmujemy się działką, którą mogę w jakiś sposób zarządzać (posiadam wiedzę w temacie), czyli kompleksowym tworzeniem stron internetowych. Na początek Another Tree działa w trzech dziedzinach: PHP, XHTML/CSS/JavaScript, design.

Początek istnienia można śmiało uznać za etap testowy. Nie ma mowy o wielu zleceniach wystarczających do życia, mnóstwie gotówki i wielkim prestiżu. Sądzę, że ważne jest sprawdzenie samej idei w działaniu. Preferuję metodę małych kroczków, więc rozwój przedsięwzięcia planuje na dłuższy okres. Trzeba sprawdzić kilka możliwości i wybrać ten, który najbardziej odpowiada członkom.

Podział obowiązków

W poprzednim wpisie mówiłem, że Another Tree ma być mieszaniną standardowej agencji, freelancingu i co-workingu. Sądzę, że taka forma będzie najlepsza, biorąc pod uwagę, że pracujemy tylko i wyłącznie zdalnie.

Wnikając w szczegóły – ja, jako założyciel, będę swojego rodzaju szefem i koordynatorem, łącznikiem między klientem, a współpracownikami. Zajmę się negocjacjami, finansami i biurokracją. Nie mam zamiaru w żaden sposób odcinać się od pracowników, więc mimo tego, że wyznaczam kierunek rozwoju i zarządzam Another Tree, będę również koderem i projektantem. Na samym szefowaniu nie zamierzam się bogacić. Jeśli już będę pobierał za to wynagrodzenie, to minimalne, w zależności od tego jak wiele czasu i wysiłku mi to zabierze. Chciałbym, żeby moim głównym zajęciem nadal było tworzenie stron.

Jeśli mam być szczery, to pieniądze mnie męczą i najchętniej robiłbym to wszystko z czystej pasji – za darmo. Niestety świat mamy taki, jakim go sobie wymyśliło kilka osób i tak od razu nie da się tego zmienić.

Jeśli chodzi o pracowników – wszelkie uwagi do mnie, do sposobu prowadzenia działalności itp. bardzo chętnie przyjmuję i nie mam zamiaru nikogo wywalać za to, że nie zgadza się z moją wizją. Jednocześnie, jeśli współpracownicy będą mieli propozycję zlecenia, którym będą chcieli się podzielić z Another Tree Studio, to nie widzę problemów.

Na końcu tego wpisu opublikuję wymagania i konkrety dotyczące rekrutacji na poszczególne stanowiska.

Przede wszystkim - człowiek...

Elementy standardowej firmy już wymieniłem. Teraz pora na dwie pozostałe składowe. Another Tree Studio nie ma na celu promocji siebie, ale właśnie pracowników. Każdy wykonany projekt będzie podpisany imieniem/nazwiskiem/nickiem wykonawcy (w zależności od preferencji), a promocja samego stowarzyszenia schodzi na drugi plan. Całość ma być przede wszystkim punktem centralnym dla freelancerów, więc to właśnie ludzie stanowią podstawowy filar.

Idąc dalej – współpracownicy nie są, w żaden sposób, na stałe związani z przedsięwzięciem. Jedynym warunkiem jest dokończenie rozpoczętego projektu. Nie obchodzi mnie czy ktoś pracuje w dużej firmie sprzątającej, konkurencyjnej agencji, czy cały dzień stoi na pobliskim bazarze, więc strony tworzy tylko po nocach. Nie ma dla mnie znaczenia ile czasu poświęcicie na pracę, kiedy i gdzie. Czyli podstawowe zasady freelancingu obowiązują. Kiedy dostaniecie ode mnie propozycję, nie ma żadnego przymusu na podjęcie się prac. Nie chodzi jednak o to, żeby wasze nazwisko tylko figurowało na stronie głównej Another Tree, ale właśnie o współpracę.

W negocjacjach ze zleceniodawcami zawsze będę starał się uzyskiwać najbardziej optymalne terminy, bo dobrze wiem, że pośpiech nie pozwala dopracować wszystkiego tak, jak by się chciało.

...i jakość

Drugim filarem na którym opierać się ma Another Tree jest jakość świadczonych usług. I nie to ma być tylko slogan na papierze, ale fakt. Tak, żeby potem ktoś, kto zgłasza się do nas, wiedział, że może liczyć na najlepsze wykonanie. Jednocześnie tak, żeby nikt nie narzekał na nas, gdy przejmie gotową stronę i będzie musiał dokonać poprawek. Dlatego współpracownicy muszą być świadomi swoich umiejętności i być pewni, że podołają standardom. Ważne jest nie tylko zadowolenie klienta, ale również przyszłych użytkowników tworzonych przez nas stron.

Nie widzę również przeciwwskazań do korzystania z (dobrych) gotowych rozwiązań – sądzę, że wymyślanie koła na nowo nie ma sensu, jednak ostateczną decyzję zostawiam bezpośrednio twórcom.

Ostrzegam również, że jeśli np. klient będzie chciał koniecznie i bezapelacyjnie użyć target=”blank”, to nie podejmujemy się wykonania takiego zlecenia. Trochę ideologicznego podejścia nie zaszkodzi, a poprawia wizerunek i ogólne wykonanie.

Myślę, że przy którymś z etapów rozwoju, zwrócimy się w kierunku instytucji rządowych. Większość obecnych oficjalnych stron jest - delikatnie mówiąc - do dupy, a IMO to właśnie te witryny powinny świecić przykładem. Spora część projektów wykonywanych przy udziale Unii Europejskiej również wymaga przygotowania strony, a budżet na to przeznaczony jest jednym z lepszych (oczywiście zdaję sobie sprawę z realiów i wiem, że nie wszystko, co formalnie powinno, zostaje wypłacone twórcom). Co ciekawe zleca się tworzenie takich stron przypadkowym firmom, a te produkują kolejne gnioty...

Po co to wszystko?

Cel jest prosty – ułatwienie pracy freelancerom. Technik tworzenia WWW mamy coraz więcej, więc specjalizacje muszą stać się coraz węższe. Wiadomo, że w takim wypadku ciężko jest stworzyć dobrą stronę w całości samemu. Dlatego też zespół ludzi, którzy mogą podzielić się pracą i zawężyć swoje obowiązki tylko do dziedziny w której się specjalizują, to najlepsza droga do tworzenia produktów najlepszej jakości. Wszyscy wiemy, że jeden człowiek domu nie wybuduje. ;)

Rekrutacja

Another Tree nie posiada swojej strony i nie będzie, dopóki nie będzie co na niej umieścić. W całości bazujemy na tym, co potrafią członkowie, więc podstawowym obowiązkiem jest posiadanie swojego portfolio w postaci dostępnej dla potencjalnego pracodawcy. Może to być strona internetowa, plik PDF, konto w serwisie agregującym wasze prace… cokolwiek, co można przedstawić zleceniodawcy.

Nie mam kolejki zleceń czekających na wykonanie więc na początek będzie dość skromnie. Głupio byłoby przyjąć dużą grupę ludzi i nie mieć dla nich żadnego zajęcia. Mam nadzieję, że Another Tree rozrośnie się na tyle szybko, że będę mógł przeprowadzić ponowną rekrutację.

Wymagania ogólne:

Wymagania na stanowisko programista PHP (2 miejsca):

Wymagania na stanowisko front-end web developer (1 miejsce):

Wymagania na stanowisko graphic designer (1 miejsce):

Portfolio, swoje dane kontaktowe, odnośniki do prowadzonych przez siebie stron, skrócone CV (tzn. interesują mnie tylko poprzednie zajęcia – nie wymagam żadnej ścisłej formy) proszę wysyłać na maila pod adres . Rekrutacja potrwa aż do momentu w którym będę zadowolony z wyników. ;) Jak pisałem wyżej – nie ważny jest wiek, wykształcenie, obecne zajęcia itd.

Dodatkowo mam zamiar stworzyć listę dodatkową – dla wszystkich, którzy chcą wziąć udział w takim przedsięwzięciu, ale nie zostaną wybrani. Tę listę będę brał pod uwagę, gdy nagle zabraknie rąk do pracy. Nie będę jednak wpisywał tam nikogo na siłę, bo zdaję sobie sprawę, że do tego czasu sporo może się pozmieniać, dlatego jeśli ktoś – w razie nie dostania się za pierwszym razem – chce być wpisany na taką listę, proszę o umieszczenie linijki Chcę zostać wpisany na listę dodatkową. gdzieś pod koniec maila.

Na zakończenie

Całkowicie zdaję sobie sprawę, że może to brzmieć dość śmiesznie. Nie ma etatu, nie ma stałych wypłat, nie dostarczam sprzętu ani oprogramowania...

Z tego co się da zauważyć, spora część nowych rozwiązań (w takich kategoriach rozważam Another Tree, choć pewnie znajdą się podobne projekty – jak XHTMLized) może wydawać się głupia, dopóki nie zostanie sprawdzona w praktyce. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy Another Tree pokaże, że można pracować (i odpowiednio zarabiać), jednocześnie nie poświęcając się temu bez reszty. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są rzeczy ważniejsze. Prywatnie nie podoba mi się obecny porządek, a jeśli mam coś zmienić – trzeba próbować. Anothere Tree ma być właśnie taką próbą.

Jeśli macie jakieś ciekawe pytania – zapraszam do komentarzy. Może się z tego rozwinąć swoisty F.A.Q.

Creative GigaWorks T40

Z zamiarem kupienia głośników, które faktycznie zasługują na miano głośników, nosiłem się już jakiś czas. Na początku musiałem wybrać między 2.0, 2.1 a 5.1. Skłaniałem się ku temu ostatniemu, jednak szybko okazało się, że wcale takiego zestawu nie potrzebuję. Owszem, oglądam filmy z dźwiękiem przestrzennym, czasem nawet zagram w jakąś grę. Ogólnie rzecz biorąc, naczytałem się, że dźwięk przestrzenny robi wrażenie przez pierwszy miesiąc, a potem ginie gdzieś niezauważony. Po co mi to więc? Tym bardziej, że dobry zestaw 5.1 kosztuje za dużo, żeby w niego inwestować.

Ponieważ do zestawów 2.1 od samego początku podchodziłem dość sceptycznie, padło na 2.0, a stąd już krótka droga do Creative GigaWorks T40, które miałem okazję nabyć w trakcie długiego weekendu.

Zamierzałem zakupić T40 już dawno, jednak początkowa cena powalała. 500 PLN za dwa głośniki to IMO za dużo, czekałem więc na jakieś obniżki, póki co używając moich – niezłych przecież – Tracerów (kosztowały gdzieś w granicach 30 PLN). Jak bardzo się myliłem! W sprawie tego, że Tracery były niezłe, oczywiście. ;)

Ale po kolei. Zestaw kupiłem w Media Markt, choć znam wszystkie negatywne opinie na temat sklepu. 2 maja miała miejsce akcja cała Polska kupuje bez VATu, więc cena za głośniki spadła do 220 PLN. Tyle byłem gotowy wydać od ręki. Poszedłem, przebiłem się przez tłum kupujących, chwyciłem pudło z T40 i… stałem półtorej godziny trzymając je (a głośniki są ciężkie!), bo gdybym tylko postawił, zostałyby z pewnością zdeptane.

Doniosłem (moje ręce!) do domu, rozpakowałem (swoją drogą – opakowanie jest niczego sobie), podłączyłem… i przez pierwsze kilka godzin wydawało mi się, że są beznadziejne. Wyobraźcie sobie, jak to jest po kilku latach używania Tracerów usłyszeć w piosenkach bas. ;) Autentycznie nie mogłem się przyzwyczaić i wydawało mi się, że moja muzyka brzmi znacznie gorzej.

Creative GigaWorks T40

Sam sprzęt, to podobno najwyższa klasa – zarówno materiałów, jak i wykonania. Dwa głośniki średniotonowe i jeden wysokotonowy między nimi. Do tego technologia BassXport, która ma zastąpić subwoofer (i IMO sprawdza się idealnie). Przyczepiłbym się do kabla zasilającego – biorąc pod uwagę, że na samym jego środku znajduje się zasilacz, ten wydaje się być zdecydowanie za krótki. Mam dość wysokie biurko i kabla wystarczyło na styk. W pudle siedzi też przejściówka, jakby ktoś chciał podłączyć głośniki do np. telewizora.

Po kilku dniach użytkowania, wrażenia mam bardzo pozytywne. Wizualnie sprzęt prezentuje się świetnie. Razi jedynie niebieska dioda, która wypala oczy – pomysł taty, czyli czarna naklejka i dziurkacz załatwiły sprawę. Gra doskonale – duży bas to nie dla mnie, więc z miejsca obniżyłem go do zera (na co pozwalają pokrętła), jednocześnie podbijając trochę treble i muszę powiedzieć, że dźwięk mnie oczarował. Świetnie odtworzone są nawet najdelikatniejsze odgłosy, dźwięk jest przyjemnie miękki i odpowiednio nasycony. Śmiało mogę powiedzieć, że odkrywam muzykę na nowo.

Podoba mi się również, że twórcy zadbali o indywidualnie gusta... przynajmniej w jakimś stopniu. Bez problemu można ściągnąć przednie osłonki (moim zdaniem, całość prezentuje się bez nich znacznie lepiej) i przykręcić opcjonalne podstawki, które stabilizują głośniki (nie widzę potrzeby używania).

Pamiętajcie jednak, że te wszystkie achy i ochy (jestem z zakupu maksymalnie zadowolony) wykrzykuje ktoś, kto przez cztery lata używał najtańszych głośników słabej firmy. ;) Myślę, że Creative odwaliło naprawdę dobrą robotę przy GigaWorks T40, a jakbym jeszcze zamienił moją zintegrowaną dźwiękówkę (Asus P5B) na coś lepszego…