second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

iPhone

Przez ostatnie sześć (o ile dobrze liczę) lat żyłem sobie symbiotycznie z Nokią 5510, która była moim pierwszym i (jak dotąd) jedynym telefonem. Kupiłem oczywiście ze względu na odtwarzacz MP3 i pełną klawiaturę QWERTY. Miała być niebieska, ale akurat nie było na stanie, więc dostałem czerwoną. Od samego początku byłem zadowolony – zarówno z telefonu jak i odtwarzacza. Co prawda jednym z głupszych posunięć było to, że muzykę najpierw trzeba było przekonwertować do jakiegoś egzotycznego formatu (Nokia chciała w ten sposób zapobiec piractwu, ale bez problemu dodawałem wszystkie moje nielegalne empetrójki), a dołączony program był kombajnem do zarządzania muzyką (do tego dość głupim). Na szczęście znalazłem szybką i prostą alternatywę.

iPhone 3G

Na początku z telefonu korzystałem bardzo często, po skończeniu gimnazjum sporadycznie i moja Nokia zmieniła się raczej w odtwarzacz MP3, bo podstawowej funkcji nie używałem w ogóle. To był czas kiedy popularne dzisiaj odtwarzacze MP3 stawały się modne i powszechnie dostępne, a co za tym idzie, zwiększała się pojemność ich dysków. Nokia miała tylko 64MB, ale jakoś niespecjalne mi to przeszkadzało.

Potem nastały mroczne czasy i głośnik w telefonie stał się praktycznie bezużyteczny (a może to antena?) przez co słyszałem więcej trzasków niż rozmowy. Żaden problem – w końcu bardzo rzadko dzwonię. Momentem przełomowym był ten, w którym przestały działać słuchawki. Najpierw prawa, potem lewa. Pieniędzy nie miałem, więc kupiłem kolejne – pierwsze-lepsze, najtańsze z kiosku. Po miesiącu i te szlag trafił. Nokia przestała więc spełniać swoje podstawowe zadanie – odtwarzanie muzyki. W tym momencie zdecydowałem, że czas najwyższy rozejrzeć się za czymś nowym.

Kilka podstawowych warunków to pełne QWERTY i dobry odtwarzacz muzyki. Potem zmieniłem zdanie i zamiast klawiatury zachciało mi się w pełni działającego ekranu dotykowego. I wtedy z nieba spadło mi na głowę Jabłko ze swoim iPhone. Pierwsza prezentacja odbiła się na mojej twarzy bananem (interfejs!), potem było już ciut gorzej: zamknięty na cztery spusty, tylko dla USA, brak GPS (który stał się kolejnym warunkiem koniecznym). Szybko zaczęły krążyć plotki, że Apple ma w planach wydać kolejną wersję iPhone. To były czasy w których zaczynałem zarabiać, więc mogłem sobie pozwolić na taki wydatek. Premiera 3G zbiegła się z informacjami o konkurencyjnych telefonach, które czerpały z produktu Apple pełnymi garściami. Czytałem, przeglądałem i długo nie mogłem podjąć decyzji. Kolejny telefon pewnie posłuży mi przynajmniej tyle, ile poprzedni, więc dla mnie to dość istotna decyzja. W pojedynku odpadały kolejne aparaty, a do finału doszły iPhone 3G i HTC Touch Diamond. HTC odpadł jak tylko obejrzałem kilka filmików z użytkowania – IMO dość brzydki i toporny interfejs. 3D i inne dziwne bajery niby ma, ale znacznie mniej wygodne niż prostota iPhone.

Zacząłem się rozglądać za korzystną ofertą na mój długo wyczekiwany telefon i w rezultacie kupiłem iPhone 3G 16GB (czarny) z simlockiem na Orange (bo tego używam) za 1600PLN (z czego część pewnie zostanie mi zwrócona, ale szczegóły obiecałem zachować dla siebie). Póki co korzystam z POP (oferta na kartę), ale już wiem, że muszę rozejrzeć się za jakimś tanim abonamentem/mix’em nastawionym głównie na użytkowanie internetu (w Orange oczywiście; jakieś propozycje?).

W szczegóły będę wdawał się w następnych wpisach o iPhone. Później również będę go oceniał (najpierw trzeba trochę poużywać). ;)

Przy okazji: jakby ktoś chciał - do rozdania dwa zaproszenia na jamlegend.com - w tej sprawie na maila.

SPORE to wydano pieniądze na marketing

Spore

O samej grze Spore słyszeliśmy ostatnio bardzo dużo i bardzo głośno. Miał być hit, coś, co odświeży trochę rynek gier innowacyjnością. Coś, co w końcu pozwoli nam kreować swój świat jak tylko chcemy. W końcu głównym tematem gry miała być ewolucja. Dorwałem, pograłem. I co? Nuda.

O samej grze pisano już na Joggerze, pisano również na Valhalli, więc recenzować nie zamierzam, bo w sumie nie ma co. Kreacja swojej postaci wcale nie jest taka nowa, bo jedyna nowość w tym wszystkim to to, że możemy dowolnie modyfikować ciało. Do tej pory najczęściej graliśmy ludźmi, więc zmienialiśmy posturę/wąsy/oczy/włosy itp.

Fazy rozwoju też nie są niczym szczególnym, bo przechodzi się je szybko i są jakby tylko dodatkiem do ostatecznej rozgrywki, czyli podboju kosmosu. Więc cała ta szumnie zapowiadana ewolucja szybko traci na znaczeniu, bo w ostateczności i tak nie zauważa się zmian w końcowym etapie (choć kilka drobnych jest).

Wydaje mi się, że całość to przede wszystkim zmarnowany potencjał. Wszystko jest uproszczone do bólu, do tego cały czas się powtarza i nie daje żadnej satysfakcji z rozwoju własnej cywilizacji. To ja już wolałem Simsy (serio - swego czasu spędziłem przy tym tytule długie godziny). A przecież pomysł był bardzo fajny, tylko za bardzo chciano rozszerzyć grupę docelową, żeby zwróciły się pieniądze za reklamę. ;) I pewnie się uda, bo 160 PLN za grę na PC, która jakoś specjalnie nie zachwyca to gruba przesada (a dla fanów Simsów i tak gra się nie nadaje). To ja już wolałbym zapłacić tyle za odświeżoną wersję Settlers II.

Mam wrażenie, że większość gier, które ostatnio wychodzą można od razu wrzucić do kosza. Przecież nawet ja pokierowałbym rozwojem tej gry dużo lepiej, a takich jak ja jest na pęczki. Czy panowie wydawcy nie mogliby włożyć trochę więcej wysiłku w znalezienie odpowiednich ludzi? Wszystkim grałoby się fajniej.

Zmiany…

Pusto, prawda? Że przez wakacje? A gdzie tam, dni jak każde inne. Że wena sobie poszła? Gdzie tam – siedzi obok cały czas i olśniewa zasobem pomysłów. Więc co? Komputery coraz mniej mi się podobają, ot co. I dlatego będę mniej o nich pisał. Mówiąc wprost – blog przechodzi metamorfozę merytoryczną.

Na początku planowałem zrobić z tego miejsca coś o wysokim poziomie, gdzie artykuły byłyby dopracowane, informacje sprawdzone, a wiadomości przydatne. Gdy startowałem czułem już coś dziwnego, bliżej niesprecyzowanego, co z czasem się nasilało. Teraz już wiem, że zwyczajnie mam dość komputerów i całej reszty technologii i tęsknię za życiem, w którym mógłbym się od tego wszystkiego uwolnić (i to uczucie rośnie wykładniczo). Dlatego też będę pisał nieregularnie, luźniej i pewnie krócej (ale bez przesady - do mininotek mam Twittera). Po prostu - inaczej, aczkolwiek nie mam zamiaru na tym blogu wykraczać poza ramy technologii. Gdy będę gotowy, otworzę drugi.

Lojalnie ostrzegłem wszystkich stałych czytelników, teraz ze spokojnym sumieniem mogę wypisywać głupoty. ;)