second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

MP3 Flashplayer (prawie) idealny

Ile to ja szukałem dobrego playera (z braku wyboru we Flashu), który zapewniłby mi sprawne odtwarzanie muzyki na blogu. Google jest zawalone głupimi stronami z których tylko kilka w ogólne nadaje się do używania. Większość playerów jest co najmniej toporna, a ich funkcjonalność albo ogranicza się do prostego play i progressbara, albo jest próbą stworzenia kolejnego Winampa we Flashu.

Bardzo spodobał mi się player, którego używa Oskar Krawczyk na swoim blogu. To chyba autorskie rozwiązanie, ale nie byłem w stanie tego potwierdzić (tzn. brak odpowiedzi). ;)

Ja jednak potrzebowałem nie tylko prostego przycisku play, ale również kontroli głośności. Mam dość dziwne preferencje (tak sądzę) co do ustawień tejże na domowym PC. Głośniki domyślnie ustawione na połowę mocy (czyli dość głośno). Dźwięki systemowe maksymalnie, za to odtwarzacze muzyki i filmów na około 60% mocy. Dzięki temu nic nie zagłusza powiadomień o nowej poczcie, czy wiadomości IM. Dlatego też doceniam możliwość regulowania głośności we wszelkich flashowych obiektach (i przeklinam dźwiękowe reklamy, które zawsze wyją w niebogłosy).

Na szczęście player w końcu się znalazł. Nie wiem jak go mogłem przegapić, bo znajduje się w domenie, której nazwa idealnie wskazuje zawartość: flash-mp3-player.net. Oferowany tam odtwarzacz jest darmowy, w pełni konfigurowalny i do tego dostarczany w kilku wersjach. Mini to najprostsza i najlżejsza wersja, Normal z ograniczonymi możliwościami konfiguracyjnymi i Maxi, który wybrałem i w którym dostosować można niemal wszystko. Do tego znaleźć można jeszcze player z playlistą (które tworzy się bajecznie prosto – lista elementów do odtwarzania w np. pliku tekstowym) i wersję bez GUI, obsługiwaną za pomocą JavaScript – interfejs tworzymy sami jak tylko chcemy. Na stronie znajdziemy bardzo przystępnie napisaną dokumentację z opisanymi wszelkimi możliwościami.

Jak pisałem, wybrałem opcję Maxi i użyłem jej w jednym z ostatnich wpisów o muzyce w grach. Sprawuje się idealnie (choć Opera czasem wymaga kilku kliknięć zamiast jednego, ale ten soft zawsze miał problemy z pluginami), wygląda bardzo dobrze (bo tak, jak chcemy) i pewnie posłuży mi w kilku kolejnych artykułach o muzyce które planuję. Święty Graal poszukiwaczy playerów odnaleziony. ;)

Nie lubię nowego Photoshopa

Adobe dość szumnie ogłaszało nadejście nowego Photoshopa i całej serii CS4. Przejście z CS2 na CS3 bardzo mi się podobało – nowy interfejs był znacznie wygodniejszy a Photoshop dostał niezłego kopa i przyjemność pracy z programem znacznie wzrosła.

Postanowiłem potestować nową wersję, a ta odrzuciła mnie od samego początku. Nowy interfejs jest dużo brzydszy od poprzedniego, a do tego dużo wolniejszy. Całość nie korzysta już z kontrolek systemowych w głównym oknie – zamiast tego Adobe zdecydowało się stworzyć wszystko od podstaw. Nie wyszło, zdecydowanie. IMO na OSX to jeszcze jakoś wygląda (choć pewnie zachowuje się tak samo ociężale), ale na Windows zwyczajnie nie pasuje praktycznie do niczego. Da się zauważyć, kilka rozwiązań, które Adobe podebrało np. z nowego Office, tyle, że tutaj zaimplementowano je dość słabo.

Jasne, mamy kilka nowych funkcji. Mamy Content-Aware Scale (który na kilku pierwszych-lepszych obrazkach działa bardzo słabo), płynniejszy zoom, lepszą obsługę plików RAW i kilka innych ulepszeń, ale najważniejszą (przynajmniej dla mnie) nowością miało być wykorzystanie GPU. I fajnie – jest. Filtry nakłada się szybciej, całość działa płynniej, a jednak dla mnie liczy się również interfejs – bo to właśnie GUI sprawia, że z programem się współpracuje. Ten nowy jest paskudny, wolny i stanowi duży krok wstecz w porównaniu z CS3.

I, żeby podkreślić jak – moim zdaniem – Adobe spieprzyło sprawę powiem, że nawet pudełko od nowego Photoshopa wygląda paskudnie. Co to w ogóle mają być te pięć wielkich pikseli na środku?! Dlatego po tygodniu obcowania z nowym Ps, wywaliłem go i wróciłem do starej, dobrej wersji CS3. Ktoś już bawił się nowym CS-em? Jak odczucia?

Slidepad zamiast myszy

PC-tami sterujemy najczęściej za pomocą myszy i klawiatury. Niby są jeszcze trackballe i pewnie kilka innych pomysłów, ale wszystkie opierają się na bazowej koncepcji. Przez ostatnie lata dokonano kilku udoskonaleń – najpierw myszy o coraz większym DPI, potem wykorzystujące rozmaite promienie świetlne, dodawano kolejne klawisze, wyginano obudowę, żeby dopasować ją do ręki… Jednak w gruncie rzeczy mysz nie zmieniła się praktycznie od momentu powstania. Bierzemy gryzonia w dłoń i machamy nim po całym biurku. I niestety, moim zdaniem, nie jest to zbyt wygodna metoda. Nawet najlepszym myszom IMO daleko do precyzji. Miałem już do czynienia z wieloma modelami i ani jeden nie był wystarczająco dobry. Zawsze coś mi przeszkadzało.

Podobnie jest w laptopach. Tutaj używa się trackpadów, które również do wygodnych nie należą. Co prawda są producenci, którzy starają się tę technologię udoskonalić, jednak w gruncie rzeczy nie da się poprawić czegoś, co już w założeniach jest kiepskie (choć doceniam to, co zrobiło Apple w najnowszych MacBookach).

Mówiąc o rodzajach sterowania wypada jeszcze wspomnieć o telefonach komórkowych i PDA. Tutaj, moim zadaniem, osiągnięto już wystarczającą wygodę poruszania się po interfejsie. Uważam, że ekrany dotykowe to jedyna słuszna droga rozwoju tego typu urządzeń.

Nowa nadzieja? Slidepad!

Wiadomym jest, że prace nad udoskonaleniem metod komunikowania się z elektroniką trwają cały czas. Większość pomysłów nie przechodzi nawet do fazy prototypu, a te którym już się uda, najczęściej odpadają w trakcie testów.

Okazuje się, że jedna z polskich firm – Denco Logic – posiada bardzo ciekawy patent, który w niedalekiej przyszłości mógłby zastąpić niewygodne myszy i trackpady. Urządzenie nazywa się Slidepad, a jego działanie można obejrzeć na prezentacjach umieszczonych na stronie producenta (lub poniższym filmiku).

Przedstawiciele Denco Logic mówią o wiele większej precyzji działania od tradycyjnych urządzeń. Jestem skłonny uwierzyć, bo samo założenie wydaje się być naprawdę fajne – coś między myszą, a ekranem dotykowym. Wydaje mi się, że w przyszłych modelach notebooków będzie to jedyny słuszny rodzaj sterowania kursorem. Wygoda użytkowania takiego cudeńka będzie znacznie większa niż w przypadku trackpadów.

Jeśli chodzi o stacjonarne PC to raczej nie będzie tak łatwo. Jestem przekonany, że rywalizacja ze standardową myszą będzie długa i ciężka, a w rezultacie i tak nie zobaczymy zwycięzcy. Prawdopodobnie Slidepad przejmie część rynku, może nawet sporą część, jednak nie ma mowy o tym, żeby wygryźć gryzonie. ;)

Co do telefonów komórkowych i innych urządzeń przenośnych – tak jak mówiłem, uważam, że jedyna słuszna metoda to ekrany dotykowe, więc moim zdaniem Slidepad nie ma szans.

Dla mnie? Ideał!

Gdyby w tej chwili istniał choć jeden model urządzenia wyposażonego w Slidepad, który mógłby zastąpić mi mysz – przerzuciłbym się od razu. Znacznie bardziej podoba mi się wizja wychylania urządzenia sterującego, niż machanie nim po biurku tak, jak muszę to robić teraz.

Podobno pierwsze modele mają znaleźć się na rynku w 2010 roku. Denco Logic ma już kilku inwestorów i radzi sobie całkiem nieźle w wywoływaniu zainteresowania wśród potencjalnych producentów. Mam szczerą nadzieję, że wszystko się uda, a sam patent okaże się dobry na tyle, że będę mógł pozbyć się archaicznej myszy z biurka.

Muzyka z gier: Gothic, Prince of Persia

Do niedawna muzyka w grach robiła za typowe tło, którego jakość często była słaba. Ot, typowy zapychacz. Całe szczęście, że ostatnio ten nie fajny trend zmienia się na lepsze. Przodują tutaj oczywiście gry w których za tło muzyczne robi ścieżka dźwiękowa z filmów, jak na przykład Battle for Middle-Earth czy The Godfather. W przypadku tych produkcji mamy do czynienia z najwyższą klasą ścieżki dźwiękowej, która równie dobrze uzupełnia akcję z dużego ekranu jak i z monitorów.

Taki zabieg możliwy jest tylko w przypadku, w którym pierwowzorem gry był film. I do tego film z dobrą muzyką. Od czasu do czasu jednak, zdarzają się wśród soundtracków perełki napisane specjalnie na potrzeby gry. I o takich dwóch perełkach chciałbym pokrótce napisać.

Gothic

Pierwsze dwie części (i dodatek do drugiej) wciągnęły mnie bez reszty. Świat był tak żywy i tak realistyczny w swojej bajkowości, że miejscami aż chciało się dostać do niego przez monitor i pozwiedzać te ogromne lasy, piękne szczyty i sielankowe krajobrazy z wodospadami i spokojnymi rzekami.

Trzecia część nie porwała mnie już tak bardzo, jednak klimatu odmówić jej nie sposób. Gdy tak się zastanowić, to właśnie muzyka jest bardzo silnym elementem tworzącym niepowtarzalność gothicowego świata i jest to jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych stworzonych na potrzeby gier. Równie dobrze słucha się jej bez tych wszystkich efektów wizualnych.

Ścieżkę dźwiękową do wszystkich trzech części stworzył Kai Rosenkranz. Jego umiejętności jeszcze się rozwijają, co widać słuchając soundtracków z kolejnych wersji gry - w tej kategorii Gothic 3 zdecydowanie bije poprzedników z serii. Jeśli zostanie kompozytorem muzyki do kolejnej części, to przewiduję, że dostaniemy kompozycje z najwyższej półki.

Soundtrack z Gothic 3 prawdopodobnie można jeszcze kupić (ewentualnie dorwać się do kolekcjonerskiej edycji gry), ale poprzednie dwa chyba nie są już tak łatwo dostępne. Zostają torrenty, albo strony wyspecjalizowane w udostępnianiu soundtracków z gier.

Prince of Persia

Jestem wieelkim miłośnikiem gier o Księciu Persji odkąd pierwszy raz dostałem dyskietkę z częścią pierwszą. Co prawda wersję 3D widziałem tylko na screenach, ale już najnowsza, trzyczęściowa produkcja Ubisoftu powaliła mnie na kolana. Klimat i fabuła (Fabuła!) to majstersztyk i dzieło najwyższej klasy. Opowiedziana historia porywa do cna i po ostatniej scenie ciągle chce się uczestniczyć w losach bohaterów - jak w bardzo dobrej książce.

Całość jest oprawiona naprawdę genialnym soundtrackiem. Połączenie "perskich" rytmów z nowoczesnym, metalowym brzmieniem wyszło Stuartowi Chatwoodowi idealnie. Do tego bardzo mi się podoba utwór odgrywany przy napisach końcowych części pierwszej w którym usłyszeć można śpiew Cindy Gomez.

Soundtrack został wydany na odrębnej płycie, jednak zawarte na nim utwory są przeniesione żywcem z gry. Trochę szkoda, bo gdyby popracować nad wydaniem wyszłoby to znacznie lepiej. W czym problem? Wiadomo - utwory do gier akcji są dość poszatkowane i dlatego na płycie mamy kilka dobrych piosenek standardowej (około trzech minut) długości jak i kilka nie przekraczających 50 sekund.

Mimo wszystko całość brzmi bardzo dobrze i mam nadzieję, że soundtrack do kolejnej części zostanie powierzony temu samemu autorowi. A już ideałem byłoby gdyby Chatwood stworzył też ścieżkę dźwiękową do adaptacji filmowej. Wtedy dopiero byłoby czego słuchać!