Nie potrzebujesz antywirusa ani firewalla!


Jakiś czas temu – to będzie już chyba półtora roku – postanowiłem zaprzestać używania jakichkolwiek aplikacji ochronnych w stylu antywirusa czy firewalla, chcąc sprawdzić czy faktycznie są mi niezbędne. Postawiłem się w roli użytkownika, któremu się po prostu nie chce. Chcę wgrać system i mieć z nim spokój – niech sam się o siebie troszczy.

Przede wszystkim – postawiłem na Vistę (w tej chwili SP1), choć w tym przypadku równie dobrze sprawdza się XP czy nawet wcześniejsze generacje systemów Microsoftu. Na własnej skórze chciałem przekonać się, czy jakakolwiek dodatkowa ochrona jest mi potrzebna. I, czy faktycznie – w razie jakichś kłopotów – dodatkowe oprogramowanie jest w stanie mnie uratować.

Po tym czasie jasno mogę stwierdzić, że nie potrzebuję żadnego zewnętrznego oprogramowania ochronnego. Zainstalowany system z włączonym firewallem zapewnia mi bezpieczeństwo. To samo zrobiłem na komputerze siostry (XP) i mogę śmiało powiedzieć, że jej też nie jest potrzebny (a nie jest to osoba znająca się na systemach). Idąc dalej – śmiem uogólnić, że większość użytkowników systemów z rodziny Windows nie potrzebuje takiego software!

Koralina od kuchni


Coraline

Prozę Neila Gaimana poznałem dopiero po obejrzeniu genialnego Stardust. I poznałem w dość niewielkiej ilości, bo na razie na mojej półce z książkami pojawiła się tylko ta jedna pozycja. To za mało, żeby oceniać styl czy warsztat (bo Stardust mimo wszystko jest krótki), ale wystarczająco, żeby zainteresować się innymi dziełami. Tym bardziej, że znam jedną wyznawczynię i przynajmniej jednego oddanego fana twórczości Gaimana.

Wygląda na to, że autor przyciąga do siebie raczej ludzi znających się na rzeczy. Jak pisałem, wersja filmowa Stardust pochłonęła mnie bez reszty. W fazie produkcji jest kolejna adaptacja – tym razem Coraline. I – co najciekawsze – nie będzie to zwykły film, a animacja poklatkowa z wykorzystaniem jakiegoś śmiesznego gumowo-plastelinowego materiału. ;)

Tomb Raider: Underworld


Tomb Raider: Underworld

Pamiętam, że pierwszym Tomb Raiderem, który widziałem był ten z numerem trzy. Pamiętam również, że wtedy zniechęciłem się do serii całkowicie, bo od samego początku nie wiedziałem w którą stronę iść i co robić. Dlatego też kolejne przygody Lary Croft niewiele mnie obchodziły, aż – całkiem niedawno – postanowiono odświeżyć serię wydając rocznicowe Anniversary.

To była pierwsza część, która faktycznie przypadła mi do gustu. Była niesamowicie klimatyczna, miała fajną – podkreślającą klimat – muzykę i… to był Tomb Raider pełną gębą. Bieganie, skakanie, skradanie się i – w końcu – wielki finał z odrobiną fantastyki. Tak widziałem tę serię i taka dla mnie powinna zostać.

skocz na górę strony