Koralina od kuchni
Prozę Neila Gaimana poznałem dopiero po obejrzeniu genialnego Stardust. I poznałem w dość niewielkiej ilości, bo na razie na mojej półce z książkami pojawiła się tylko ta jedna pozycja. To za mało, żeby oceniać styl czy warsztat (bo Stardust mimo wszystko jest krótki), ale wystarczająco, żeby zainteresować się innymi dziełami. Tym bardziej, że znam jedną wyznawczynię i przynajmniej jednego oddanego fana twórczości Gaimana.
Wygląda na to, że autor przyciąga do siebie raczej ludzi znających się na rzeczy. Jak pisałem, wersja filmowa Stardust pochłonęła mnie bez reszty. W fazie produkcji jest kolejna adaptacja – tym razem Coraline. I – co najciekawsze – nie będzie to zwykły film, a animacja poklatkowa z wykorzystaniem jakiegoś śmiesznego gumowo-plastelinowego materiału. ;)
Od razu skojarzył mi się Neverhood (a tę grę wielbię do dzisiaj), więc na Coraline (w Polsce film ma tytuł Koralina i tajemnicze drzwi
) do kina się wybiorę, a tymczasem w sieci pojawiło się kilka filmików zza kulis. Pamiętam jak fajnie mi się oglądało fazy produkcji Neverhooda…