Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.
Od ostatniego razu natworzyłem kilka prac, którymi chciałbym się pochwalić na blogu. ;) Wszelkie komentarze, jak zwykle, mile widziane.
Burrow UI
W ramach własnego rozwoju i nauki projektowania interfejsów wymyśliłem sobie fikcyjny system operacyjny, do którego teraz projektuję interfejs i pracuję nad user-experience. Tak, wiem, że podobny do OSX, ale IMO teraz każdy minimalistyczny design będzie się kojarzył z OSX. Chodzi mi o optymalne połączenie minimalizmu z – jeszcze lepszym niż w przypadku systemu Apple – podejściem do użytkownika. Ma być łatwiej, przyjemniej, szybciej i do tego intuicyjnie.
Strony internetowe
Przede wszystkim - odświeżyłem swoją stronę główną. Teraz lepiej wkomponowuje się w ogólną koncepcję na Second Gate.
To jeden z moich (prywatnych) ambitniejszych prac. Template dla forum. Design jest już gotowy ponad pół roku, jednak zakodowanie tego dla phpBB (modyfikacji Przemo) to koszmar. Główna część jest już gotowa, ale zostały jeszcze te wszystkie podstrony. Kto w ogóle wymyślał ten system skinowania?!
Wizytówki
Okazało się, że jestem w pilnej potrzebie posiadania wizytówek, bo nie można adresu mailowego zapisywać ciągle na jakichś karteluszkach wyrwanych okazjonalnie z tego, co akurat leżało pod ręką. Zrobiłem sobie coś prostego, pasującego do strony głównej Second Gate.
Fanem serii Prince of Persia jestem odkąd Ubisoft wydał znakomitą trylogię (genialne Sands of Time, perfekcyjne Warrior Within i nienajgorsze zwieńczenie całości The Two Thrones). Fabuła pierwszej części pochłonęła mnie bez reszty, druga część przygniotła klimatem i połączeniem z ciężką muzyką. Ostatnia – choć już nie tak rewelacyjna – okazała się całkiem niezłym zakończeniem. Szczerze mówiąc myślałem, że to koniec i więcej gier o Księciu nie zobaczę (oprócz prób przeniesienia gry na różne platformy oczywiście). Miałem tylko nadzieję na dobry film (z tego materiału można zrobić arcydzieło).
Nie pozwolono mi się jednak łudzić zbyt długo, bo zapowiedziano kolejną część. Szumu wokół produkcji było naprawdę sporo – krzyki, wrzaski, zachwyty i obawy. Gdy tylko obaczyłem pierwszy obrazek z gry wydawało mi się, że to, co najbardziej będzie mi przeszkadzać, to nowa grafika w komiksowo-bajkowym stylu. Pomyliłem się jednak na całej linii, bo grafika to najlepsza część gry.
Przede wszystkim Ubistoft odcina się od poprzedniej trylogii. Mam wrażenie, że jedyne co zostało z Księcia to podstawowe założenia mechaniki rozgrywki i tytuł. Główny bohater jest teraz rozgadanym "łajdakiem" (w stylu Hana Solo) z ironicznym nastawieniem do otoczenia, fabuła (choć sięgnięto po jedną z ciekawszych mitologii) jest oklepana i ani trochę nie porywa, a gra szybko staje się nudna.
Główna wada nowego Prince of Pesia to uproszczenia. Na każdym kroku da się je zauważyć. Walka jest banalna i praktycznie sprowadza się do powtarzania kombinacji kilku sekwencji ciosów (w dodatku walczymy tylko z pojedynczymi jednostkami), przeciwnicy nie stanowią żadnego wyzwania, a pokonywanie kolejnych etapów to w sumie skakanie ciągle po podobnych lokacjach bez większego wysiłku. Na początku to faktycznie jest efektowne. Nowy element gry – księżniczka Elika – stanowi całkiem niezłe rozszerzenie możliwości głównego bohatera, jednak z czasem wszystkie te efektowne akrobacje przestają bawić, bo ciągle robimy to samo.
Za to oprawa graficzna jest idealna. Jest tak baśniowo, jak tylko baśniowo może być. Fakt, że mój sprzęt nie wyrabia nawet na średnich detalach, jednak mimo to całość wygląda bajecznie, a widziałem jak PoP wygląda na dobrej karcie graficznej… miód. Dźwięki i muzyka stanowią bardzo dobre uzupełnienie, jednak melodii w tle jest trochę zbyt mało i miałem wrażenie, że ciągle słyszę tę samą.
A w jednym zdaniu? Dobra gra, mająca niewiele wspólnego z poprzednim Prince of Persia, zdecydowanie "konsolowo uproszczona" i miejscami nużąca. Nie tego oczekiwałem…
Kilka tygodni temu miałem okazję wypróbować pracę na dwóch monitorach. Jeden to mój dwudziestocalowy, panoramiczny Dell, drugim był "kwadrat" Samsunga takiej samej wielkości. Może nie jest to specjalnie dobre połączenie wielkościowo, ale mogłem przekonać się chociaż jak pracuje się na zestawie wieloekranowym.
Przede wszystkim – jeśli ktoś ma w planach zaopatrzenie się w drugi monitor – postarajcie się dobrać wielkości. Opcje są dwie: albo dwa takie same monitory, albo też jeden mniejszy i postawiony w pionie (PIVOT). Czasem różnica wielkości bywa irytująca. Dodatkowo monitory powinny być parametrowo identyczne. Od jednego producenta, na jednej matrycy. Cokolwiek robiłem z ustawieniami, nie dało się uzyskać takiego samego nasycenia kolorów czy jasności. (Jednocześnie zauważyłem jak ułomne są matryce TN w porównaniu do tej siedzącej w Dellu.)
Pierwsze co mi przeszkadzało w takim zestawie, to utrata lekkości jaką dają monitory bez kineskopów. Dwie duże ramki na biurku sprawiają dużo bardziej przytłaczające wrażenie. Żeby wyglądały dobrze trzeba mieć faktycznie odpowiednio duży pokój, albo chociaż odpowiednie miejsce na taki zestaw (mój monitor stoi naprzeciwko okna, więc dwa zasłaniały mi widok całkowicie).
Pomijając wszelkie kwestie techniczne (bo te w końcu zależą od gustu i możliwości) przechodzę do sedna sprawy – jak pracowało mi się na dwóch monitorach? Bez głębszego zastanawiania się – ani lepiej, ani gorzej. Jasne, fajnie otworzyć sobie okno przeglądarki po lewej, a kod strony po prawej i mieć aktualny podgląd na to, co się robi. Całkiem dobrze też z jednej strony umieścić sobie podręcznik z matematyki, a z drugiej kalkulator i zadania. Można też na wierzchu trzymać mockup strony i na drugim monitorze pracować nad szczegółami…
Tyle, że równie dobrze mi się pracowało naciskając ALT + TAB i przełączając się w ten sposób między oknami. Autentycznie nie zauważyłem jakiegoś dużego potencjału drzemiącego w tak dużej powierzchni roboczej, a wrażenie otaczania mnie przez system z każdej strony pozostawało cały czas, co wcale w pracy i skupieniu się nie pomagało.
Więc wolę swój pojedynczy, lekki monitor, który nie zasłania mi całego świata, a w zupełności wystarcza do pracy i rozrywki w niczym mnie nie ograniczając. Chętnie zdecydowałbym się na powiększenie powierzchni, ale kupując po prostu większy monitor. Na drugi raczej się nie zdecyduję. Chyba, że w końcu znajdę możliwość przeprowadzenia się na swoje i będę dysponował odpowiednim miejscem do ustawienia takiego zestawu.