second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wpis dodany roku w kategoriach Muzyka i otagowany słowami: a perfect circle, andy mckee, anja garbarek, bjork, clann zu, coldplay, dave matthews, declan de barra, deftones, efterklang, emiliana torrini, emilie simon, giant sand, gjallarhorn, Trackback.

Muzycznie od A do G

Last.fm podoba mi się coraz mniej, więc postanowiłem na blogu napisać co nieco o muzyce. A muzykę uwielbiam i nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek przestanie mieć na mnie wpływ. Odpowiednia dawka odpowiedniej muzyki jest w stanie zmienić całkowicie moje nastawienie, humor i pozwala poniekąd kontrolować siebie.

To nie jest blog muzyczny, dlatego notek tego typu nie będzie wiele i do tego nie będą pojawiać się często. Zamierzam zwyczajnie opisać pokrótce twórczość wykonawców, którzy zdobyli trwałe miejsce w mojej kolekcji. Z braku lepszego podziału (bo kategoryzować nie lubię) będzie alfabetycznie.

A Perfect Circle

Poetyckie teksty, ilustrowane ciekawą muzyką. Tak bym podsumował twórczość APC. Skład to w większości same sławy kojarzone z takimi zespołami jak Tool, Nine Inch Nails, The Smashing Pumpkins czy osobą Marilyn Mansona. Z tego musiało powstać coś… innego. Pierwsze dwie, w pełni autorskie, płyty to solidna dawka dobrej muzycznej mieszanki, kolejne dwie to album z remiksami (wyjątkowo dobrymi dodajmy) i album z coverami (który wyszedł również idealnie). A Perfect Circle przestało istnieć kiedy członkowie wrócili do swoich macierzystych zespołów, jednak w tej chwili podobno mają w planach wydanie kilku pojedynczych utworów (najprawdopodobniej przez Internet). Szkoda, bo chętnie usłyszałbym coś nowego.

Andy McKee

McKee wydał cztery albumy z gitarowymi solówkami. Powiedziałbym, że są po prostu przyjemne do słuchania (czasem nawet bardzo – jak w przypadku coveru Venus as a Girl czy utworu Africa). Dla mnie stanowią idealne tło do pracy. Jeśli już coś koduję, to McKee w tle pozwala mi się bardziej skupić na pracy.

Anja Garbarek

Twórczość Anji Garbarek to przede wszystkim zabawa muzyką. Powiedziałbym, że to takie połączenie Björk z Mansonem. Znajdzie się też kilka bardziej unormowanych utworów, jednak przeważająca większość to raczej zabawa dźwiękami i eksperymenty muzyczne.

Björk

Klasyka, prawda? Björk cenię przede wszystkim za te bardziej muzyczne utwory niż te, w których eksperymentuje z dźwiękami. Do ulubionych albumów zaliczyłbym więc Post, Homogenic, Vespertine i oczywiście Medúlla. Do tego duety z Volty. Z Björk jest tak, że albo jej twórczość się lubi, albo się nie cierpi. Znam wiele osób, które po kilku minutach nie dają rady słuchać dalej, bo się wydziera, bo muzyka bez rytmu, bo to w ogóle jest muzyka? ;)

Clann Zú

Clann Zú to dla mnie taki powiew świeżości. Połączenie wielu styli muzycznych - jak folk (miejscami kojarzący mi się z perskimi rytmami) z cięższym brzmieniem, czy muzyką elektroniczną doprawione genialnym głosem wokalisty – Declana de Barra. To się podobno szufladkuje jako neofolk, jednak jakiekolwiek kategoryzowanie utworów Clann Zú chyba mija się z celem. Zdecydowanie nie dla każdego, zdecydowanie klimatyczne i ze zdecydowanie dobrymi tekstami (treści polityczne included).

Coldplay

Z Coldplay jest dość dziwnie. Część piosenek wyjątkowo przypadła mi do gustu, zaś od słuchania drugiej części więdną uszy (na przykład A Whisper). Myślałem, że zespół po kiepskim albumie X&Y już się nie podniesie, jednak najnowsze wydawnictwo – Viva La Vida or Death and All His Friends wyszło dużo lepiej (jako cały album wydaje mi się najlepszy z całego dorobku zespołu).

Dave Matthews Band

Dave Matthews (zarówno sam jak i z zespołem) to u mnie absolutny geniusz. Tego mogę słuchać zawsze, wszędzie i w każdej ilości. Zawsze mnie pozytywnie nastraja, zawsze brzmi tak samo dobrze. Improwizacja w muzyce, świetne teksty i (miejscami jazzowo-bluesowy) klimat, który udaje się zachować na każdej płycie. A płyt jest sporo, co mi niezmiernie pasuje, bo moja ośmioalbumowa kolekcja zapewnia naprawdę długie godziny przy świetnej muzyce.

Declan de Barra

Ten pan to główny wokalista opisywanego wyżej Clann Zú. Nagrał dwie solowe płyty (z czego pierwszej za nic nie mogę dostać). Utwory bardzo oszczędne w formie, często tylko teksty ilustrowane pojedynczymi instrumentami. Dość osobiste, bardzo dobre muzycznie i na długo zapadające w pamięć.

Deftones

Cięższe brzmienie i dla mnie idealny styl. Lubię tę „niedbałość” w wykonaniach i gdy mam ochotę na coś mocniejszego niż większa część mojej muzycznej kolekcji, sięgam właśnie po albumy Deftones.

Efterklang

Efterklang szufladkuje się chyba jako post-rock. Tak czy inaczej zespół prezentuje naprawdę ciekawą formę muzyki. Pierwsze dwa albumy to raczej spokojniejszy, bardziej melancholijny rytm. Kolejne dwie to już żywiołowa, miejscami podniosła sceneria z udziałem instrumentów dętych.

Emiliana Torrini

Twórczość Emiliany poznałem dzięki soundtrackowi z The Lord of the Rings: The Two Towers, gdzie użyczyła głosu w utworze końcowym. Posiadam jej cztery albumy, z czego pierwsze trzy po prostu uwielbiam. Mnóstwo instrumentów, przyjazny wydźwięk i delikatny głos samej wokalistki. Coś cudownego – to najbardziej wiosenna muzyka jaką kiedykolwiek słyszałem (Summerbreeze czy Sunny Road). Ostatni, najnowszy, album nie przypadł mi już tak do gustu. Za mało muzyczny, zbyt popowy. I choć jest na nim kilka utworów, które wpadają w ucho, to już nie to samo.

Poza tym Emiliana genialnie zachowuje się na scenie. Widać, że na każdym kroku czuje to, o czym śpiewa. A, że w tym roku wystąpi na Heineken Open’er Festival… nic tylko jechać i zobaczyć. ;)

Émilie Simon

Francuskiego nie lubię i nigdy nie sądziłem, że polubię piosenki śpiewane w tym języku. Émilie Simon zdecydowanie zmieniła moje zdanie. Bawi się muzyką podobnie jak Björk czy Anja Garbarek, zachowując jednak rytm. W dodatku Simon jest twórczynią soundtracku do filmu Marsz Pingwinów, który brzmi naprawdę dobrze (choć filmu jeszcze nie widziałem).

Giant Sand

W tym przypadku podobają mi się raptem cztery albumy (a dorobek zespołu jest dużo większy). Giant Sand to styl "niedbałej muzyki" – naturalnej, z lekkim wydźwiękiem country. Wokalista ma świetny głos i to właśnie on stanowi główną część większości utworów. Zdecydowanie warto się zapoznać, choć jeśli miałbym coś doradzać, to proponuję zacząć od najnowszych albumów.

Gjallarhorn

Folk w najlepszym wydaniu, z mnóstwem instrumentów (często takich, o których istnieniu nie miałem pojęcia), świetnym głosem wokalistki i różnorodnością w każdym utworze. To, co wyróżnia Gjallarhorn, to nowocześniejszy (niż w przypadku sztandarowych folkowych zespołów) styl.

Komentarze

Radek 20:16:55 | 04 kwietnia 2009

A czemu last.fm podoba Ci się coraz mniej? Przez tą sprawę z płaceniem?

Paolo 20:22:06 | 04 kwietnia 2009

Pewnie dlatego, że wprowadzili opłaty za słuchanie ich radia, choć sam tego nie odczuwam bo dalej bez problemu mogę to robić.

PS. Wpis bardzo mi się podoba :)

Radek 20:23:16 | 04 kwietnia 2009

Wpis bardzo fajny ;) Właśnie odsłuchuję wspomniane kapele na last.fm. Gusta widzę mamy zupełnie inne, ale zawsze to jakaś odmiana… A co do opłat, to w końcu się z nich wycofali.

Czekam na kolejne literki ;)

zx 20:33:41 | 04 kwietnia 2009

Radek: Do płacenia nic nie mam, mi to w niczym nie przeszkadza. Chodzi o to, że od zmiany designu Last robi się coraz bardziej ‘social’, a ja mam takich serwisów dość. Ma być nastawiony na muzykę, a nie przymierzać się do zajęcia miejsca Facebooka czy innego tego typu serwisu.

Za opinie o wpisie dzięki. :) Znaczy się warto powtórzyć z kolejnymi literami.

Radek 20:34:54 | 04 kwietnia 2009

Last.fm od strony „social” nie znam, bo w ogóle nie zaglądam na stronę ;) Używam przez Amaroka właściwie tylko do radyjka. A kolejne literki jak najbardziej!

eraevion 20:42:18 | 04 kwietnia 2009

APC faktycznie jest świetne. Miałem kiedyś płytę Thirteenth Step, chyba po jakimś formacie ją straciłem – będzie trzeba ściągnąć ponownie, bo coś mi przyszła chęć na ich muzykę. :)

Jeśli chodzi o Coldplay, na ostatnim albumie zrobiło się trochę za popowo (kawałku Viva La Vida to już słuchać nie mogę), a z kolei poprzednie wydawały mi się strasznie smętne. Sam nie wiem, czy ich lubię.

zx 22:04:12 | 04 kwietnia 2009

eraevion: Podobne uczucia mam. Nie wiem czy trafiają w mój gust, ale od czasu do czasu mam ochotę posłuchać. Chyba po prostu uderzają do za szerokiego grona odbiorców.

dikamilo 22:17:45 | 04 kwietnia 2009

Andy McKee – odkryłem jego muzykę dzięki YT, coś wspaniałego.

Alex Valensi 00:45:42 | 10 kwietnia 2009

Przypomniałeś mi o APC, nie słuchałam ich z rok już, a był czas, kiedy kochałam namiętnie ich, zresztą mam wszystkie 3 oryginalne, a stopień zmasakrowania opakowań wskazuje na to jak intensywnie były używane ;D

Podobnie ma się sprawa z Coldplay dla mnie. Nie mogę zdecydować się, czy lubię ich czy nie.

Poza tym, oprócz Bjork i Anji nie kojarzę nic, ale tak to już jest, tyle tej muzyki różnej:)

Pozdrawiam b. :)

Arek F. 10:02:27 | 19 kwietnia 2009

A tak BTW: sam przygotowujesz takie fajne okładki dla albumów? ;-)

zx 19:19:13 | 20 kwietnia 2009

Arek F.: Swego czasu zrobiłem sobie PSD, żeby móc łatwo ładnie prezentować okładki. Miałem nawet tutorial napisać i plik końcowy umieścic. Może tak też zrobię.

Arek F. 19:20:47 | 20 kwietnia 2009

zx: Byłbym zainteresowany ;-)