second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wpis dodany roku w kategoriach Ogólne i otagowany słowami: freelance, pewnagrupa, praca, Trackback.

Jak nie Another Tree to PewnaGrupa

Pamiętacie jeszcze mój ambitny projekt Another Tree Studio? Pewnie niekoniecznie. Ja też dość szybko zapomniałem. I – w sumie – nie żałuję. Teraz, zamiast tworzyć interfejsy pewnie siedziałbym nad koordynacją projektów i włażeniem w dupę klientom. ;) Wtedy też nie byłem do tego całkowicie przekonany, dlatego jedyną informacją była ta zostawiona na blogu. Nie nagłaśniałem sprawy, myśląc, że jeśli faktycznie coś takiego jest mi pisane, to i tak znajdą się chętni. Fakt, kilku było, jednak w rezultacie nie zdecydowałem się na rozpędzenie Another Tree. I chwała Eru za to! ;)

Tak, jak piszę – wolę zostać przy designie czy kodowaniu niż koordynacji. Może nie do końca, bo w prywatnych projektach nikt mnie w tym nie wyręczy. Ale i to jest dobre – bo nie można się ograniczać ściśle do swojej dziedziny – raz, że się może szybko znudzić, dwa, że rozszerzanie swoich umiejętności na dziedziny pokrewne może wpłynąć na naszą pracę tylko pozytywnie.

Tak czy inaczej, ktoś jednak zdecydował się coś podobnego stworzyć. Artur Kurasiński na swoim blogu opisał początki podobnej grupy zwącej się dumnie PewnąGrupą. ;)

Wypali? IMO wypali. Przede wszystkim mają dużo lepszy start niż Another Tree. Mają profesjonalistów, mają już klientów i mają pracowników. Do tego mają założycieli, którzy są do projektu całkowicie przekonani. Jedyny błąd jaki popełnili, to przedwczesny start. Od strony zasobów ludzkich pewnie są przygotowani idealnie, jednak patrząc od strony potencjalnego klienta – jest kiepsko. Bo główną wizytówką w tej chwili jest strona internetowa. A stronę internetową mają marną. Tak, wiem, że to tylko tymczasowy zapychacz, jednak to jeden z podstawowych błędów popełnianych przez założycieli organizacji każdego typu.

O co chodzi? Ano chodzi o te osławione pierwsze wrażenie. Ogłoszono istnienie PewnejGrupy. Wiadomość rozeszła się po sieci, kilka serwisów napisało, kilka innych wspomniało, dotarło to do pewnej grupy klientów, którzy weszli na stronę, sprawdzili co i jak i… uciekli. Wrócą? Nie wrócą, a przynajmniej nie celowo. Początek istnienia nowego przedsięwzięcia musi być idealny. Trzeba wykorzystać moment w którym jeszcze niewiele o nowości wiadomo. Trzeba wykorzystać to, że się o nas mówi, pisze i przekazuje informacje dalej. To najlepszy moment na zajęcie dobrej pozycji na rynku.

Niewykorzystanie tak dobrej darmowej reklamy to IMO zbrodnia i łamanie podstawowych zasad jakiegokolwiek działania na rynku (marketingu). A niestety, PewnaGrupa popełniła właśnie taki błąd. Bo klienta nie obchodzi zaplecze firmy. On widzi to, co damy mu zobaczyć – pojedynczy element, którym (w tym wypadku) jest strona WWW. Taki klient nie zapisze sobie na karteczce informacji: sprawdzić za pół roku, może będzie lepiej. Wejdzie, pomyśli, że organizacja zajmująca się tworzeniem na potrzeby sieci nie umie zadbać sama o siebie, zapomni.

W marketingu mówi się, że nie ważne kto lepszy w danym segmencie rynku, ale kto pierwszy. Trochę w tym racji jest, jak dla mni jednak ta zasada traci na znaczeniu. Bo odkrywamy tysiące możliwości którymi można się wyróżnić i przebić nawet najstabilniejszego gracza na rynku. Google swoim wizerunkiem skutecznie podkopuje Microsoft, Netia robi to samo (choć dużo wolniej) z TP, a znajdzie się jeszcze dziesiątki lepszych przykładów, nie tylko z branży IT.

Dlatego – moim zdaniem – jedynym słusznym modelem startu na rynku jest rozpoczęcie działalności po uprzednim przygotowaniu i dopięciu wszystkiego na ostatni guzik. I wtedy wykorzystujemy maksymalnie to, co daje nam efekt pierwszego wrażenia. Jeśli w przeciągu kilku najbliższych miesięcy nie znajdzie się konkurencja dla PewnejGrupy – mają jak najlepsze szanse stać się liderem swojego segmentu. Jeśli jednak pojawi się ktoś z równie bogatą ofertą, PewnaGrupa stanie się tylko jednym z.

Czy sam bym przystąpił do takiego projektu? Jako freelance - dlaczego by nie. Oczywiście, jeśli stawki nie będą odbiegały w znaczny sposób od tych, które otrzymuję od klientów pozyskanych bez pośredników. I, oczywiście, jeśli praca taka nie przypominałaby za bardzo tej znanej z typowych agencji (terminy, bałagan, brak swobody, narzucanie rozwiązań) - bo wtedy to co mi za różnica?

Komentarze

D4rky 17:17:14 | 15 kwietnia 2009

Tutaj się zgodzę, ich strona kolokwialnie mówiąc „ssie pałkę”. Mimo to projekt jest interesujący i ambitny chociaż nie sądzę, żebym się dostał :P

grigorij 17:36:46 | 15 kwietnia 2009

Hmm.. dlaczego w angielskiej wersji tej strony zamiast „PewnaGrupa” jest „YellowProjects”? :P

zx 22:50:08 | 15 kwietnia 2009

D4rky: Ale że czemu? Bo umiejętności to ci chyba nie brakuje?

grigorij: Nie mnie o to pytać.

D4rky 22:50:30 | 15 kwietnia 2009

zx – no wlasnie testy odstraszaja, az tak dobry to chyba nie jestem :P

Bartosz "BTM" Szczec 10:23:20 | 16 kwietnia 2009

I don’t git …

„Ty otrzymujesz taką kwotę, jaką wynegocjujesz” – to co właściwie robią oni? Klient idzie do nich, a oni na podstawie tego, kto się nadaje – kto ma wolny czas i kto jest wyżej na łańcuchu pokarmowym – zostaje obdarowany zleceniem, ale sam musi negocjować z klientem, pozyskiwać informacje, materiały etc. W ich interesie w tym momencie zostaje tylko … co? Pobranie zapłaty i odpowiedzialność cywilnoprawna? To ja dziękuję – wolę zostać przy freelancerstwie, lub założyć własną działalność.

zx 11:14:10 | 16 kwietnia 2009

BTM: Z tego, co zostało napisane na blogu Artura Kurasińskiego, freelance tylko robi swoje, oni koordynują i zajmują się całą resztą, łącznie z kontaktem z klientem.

Bartosz "BTM" Szczec 11:14:47 | 16 kwietnia 2009

No ok, ale na ich stronie jak wół stoi to co zacytowałem – czyli to ja, jako podwykonawca, negocjuję cenę z klientem.

zx 11:15:52 | 16 kwietnia 2009

BTM: Trzeba poczekać chyba na zmianę strony na tą docelową, żeby coś konkretnego wywnioskować. Ja mimo wszystko póki co opierałbym się na wpisie z bloga.

Bartosz "BTM" Szczec 11:16:24 | 16 kwietnia 2009

No to taka sytuacja tylko tym bardziej uwydatnia błędy koncepcyjne opisane w Twoim poście ;]