second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

iPhone i GPS

Lubię mieć pod ręką dobrą mapę, bo miasta w którym mieszkam nie znam praktycznie w ogóle. Dobrej mapy jednak ciągle ze sobą nosić nie zamierzam, dlatego też rozwiązaniem wydawał się GPS wbudowany w telefon. iPhone 3G spadł mi z tym jak z nieba, jednak o wbudowanym GPSie ciągle krąży wiele mitów. To jak z tym w końcu jest? Da się używać, czy nie?

Na początku wydawało się, że wystarczy mi prosta mapa z oznaczeniem pozycji w której się znajduję. Po mieście poruszam się głównie pieszo (ew. autobusem lub rowerem), więc nie potrzebowałem nawigacji turn-by-turn. Chodziło tylko o to, żeby wiedzieć czy muszę już wysiąść z autobusu, w którą uliczkę mam wejść, żeby dostać się do WORDu, albo gdzie jest ta nowa galeria handlowa. ;) Wiadomo jednak – apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Google Maps

iPhone posiada na starcie wbudowaną aplikację do obsługi map. Ta, mimo swojej prostoty, spisuje się całkiem nieźle. Aplikacja potrafi oznaczyć punkt w którym się znajdujemy (jeśli nie może się połączyć GPSem używa triangulacji), wyznaczyć trasę od-do czy wyświetlić zdjęcia satelitarne okolicy. Całość radzi też sobie świetnie z wyszukiwaniem miejsc i adresów.

I wszystko byłoby naprawdę bardzo fajnie, gdyby nie to, że aplikacja nie potrafi zgrywać map do pamięci! Żeby faktycznie z niej korzystać trzeba być stale podłączonym do Internetu. WiFi gdzieś tam niby się zdarza, ale w większości sytuacji (np. w takiej, w której gdzieś się zgubię), zwyczajnie nie będziemy mieli doń dostępu, a ceny połączeń przez GPRS/3G skutecznie mnie odstraszają przed używaniem map w ten sposób.

Jest jeden mały trik, który do tej pory wykorzystywałem – aplikacja posiada mały cache. Przed wyjściem z domu przeglądamy więc trasę która może nam się przydać, żeby potem móc spojrzeć na mapę. Teoretycznie zapamiętywany jest ostatnio przeglądany obszar, jednak w praktyce zdarza się, że mapa nagle zginie i zostajemy w lesie.

Maps Offline

Ten ostatni trik wykorzystać się da trochę bardziej. Powstała aplikacja, która potrafi podmienić plik z cache na dowolny, wcześniej utworzony (oczywiście po jailbreaku). Niestety aplikacja jest dość zawodna. Przede wszystkim, utworzenie pliku cache jest dość skomplikowane (specjalny, niezbyt intuicyjny i stabilny, programik), a samo podmienianie map już na telefonie nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty. Słowem – dużo zabawy a i tak nie wiadomo, czy wyjdzie.

xGPS

Problemem na początku była polityka Apple, które odrzucało aplikacje duplikujące funkcjonalność, którą iPhone już posiada. Czyli między innymi mapy. Potem polityka się zmieniła i miało być fajnie, bo aplikacje do nawigacji miały rosnąć jak atomowe grzyby po wojnie nuklearnej. Nie rosły. Fakt – coś tam powoli się dzieje, jednak tylko dla niektórych regionów USA. Reszta sobie czeka, bo ciągle ktoś coś zapowiada, ale efektów nie widać. Kto wie – może w końcu dostaniemy program z prawdziwego zdarzenia… kiedyś.

Póki co, na jailbreakowanym iPhone można zainstalować aplikację o nazwie xGPS. Według producentów ma to być soft do nawigacji z prawdziwego zdarzania. Na razie jest tak sobie. Wybrałem się wczoraj na przejażdżkę, żeby sprawdzić to cudo. Ale po kolei.

To, co wyróżnia xGPS, to możliwość zachowywania map i tras! Wszystko jest cały czas dostępne, niezależnie od połączenia z Internetem. Zaznaczamy obszar który chcemy mieć na telefonie, ustawiamy jak bardzo szczegółowych map nam trzeba (zoom level) i całość leci do pamięci. Można to robić zarówno z samego iPhone jak i przez program dostępny na PC, Mac i Linux. O to chodziło. Podstawowa funkcjonalność, której wymagałem w końcu dostępna.

App oferuje też nawigację turn-by-turn. Postanowiłem wypróbować, bo skoro jest, to czemu nie, prawda? Zaplanowałem trasę, zapisałem do pamięci i ruszyłem. Miły głos z syntezatora trafnie informuje mnie, że mam skręcić w lewo w ulicę Piasta. Potem kilka kolejnych uwag, łącznie z odległościami i pomocnymi wskazówkami (jeśli np. droga się rozwidla). Czasem nie sposób dosłyszeć nazwy ulicy, bo syntezator jednak używa języka angielskiego i ciężko przychodzi mu czytanie polskich wyrazów. Nie będę jednak narzekać, bo zaprowadził mnie na miejsce. To teraz inna trasa, ale tym razem sprawdzimy inne zachowanie. Ładuję nową trasę, ruszam. Syntezator mówi, żebym skręcił w prawo. Skręcam w lewo. Dowiaduję się, że źle jadę.

I teraz tak – całość potrafi przeanalizować mój błąd i obliczyć nową trasę, jednak nie potrafi zrobić tego bez połączenia z siecią. Niestety, nawigacja turn-by-turn odpada. Nie jestem pewien do czego soft potrzebuję wtedy połączenia, ale mam szczerą nadzieję, że w przyszłości da się coś z tym zrobić, bo xGPS jest cały czas aktywnie rozwijany.

Program, póki co, nie jest zbyt stabilny, nie jest specjalnie wygodny w użyciu i trochę odstaje od dopracowanych programów przeznaczonych na iPhone OS, ale to już krok w dobrym kierunku.

Podsumowując – póki co nie ma mowy o wygodnym używaniu GPSa z mapami. Na razie trzeba sobie radzić samemu, korzystając z różnych, niezbyt wygodnych metod. Jest jednak jakieś światełko w tunelu i mam nadzieję, że niedługo coś się w temacie zmieni.

Muzycznie od N do Y

Część ostatnia opisywania mojej kolekcji muzycznej. W przyszłości być może od czasu do czasu napiszę co nowego się w niej pojawiło, ale na razie kończymy tę muzyczną zabawę. Ciągle trudno jest mi pisać o muzyce. ;)

Nouvelle Vague

cover

Nouvelle Vague to francuski zespół z niestałym składem. Śpiewają tylko covery znanych utworów, zaaranżowane na bossa nova z lat sześćdziesiątych. Jednym wyrazem nazwałbym ten styl aksamitnym. Delikatny, wpadający w ucho, podobno niesamowicie klimatyczny na koncertach.

OP8

cover

OP8 wydali jedną, eksperymentalną płytę. Jest to zespół składający się z kilku ‘gwiazd’ tej bardziej niszowej, mniej znanej muzyki (jak Lisa Germano, Howe Gelb czy John Convertino). Na płycie kilka lepszych i kilka słabszych utworów, utrzymanych jednak w konwencji znanej z utworów Lisy Germano i Giant Sand.

Original London Production

cover

Tutaj chodzi mi o soundtrack do musicalu The Lord of the Rings. To kilkanaście naprawdę świetnie dobranych, zagranych i zaśpiewanych utworów. Szczególną sympatią darzę hobbickie przyśpiewki – tych mi brakowało właśnie w soundtracku z filmu, a tutaj wykonane są idealnie.

Szkoda, że bilety (i dojazd) na musical wykraczały poza moje możliwości, bo chętnie bym coś takiego na deskach zobaczył.

Paul Haslinger

cover

Paul Haslinger to twórca ścieżki dźwiękowej do pierwszej części Underworld. Patetycznie, zimno i – znów – klimatycznie. Dla mnie to raczej uzupełnienie filmu, bo do słuchania ot tak raczej za mało obrazowe.

Portishead

cover

Portishead dla mnie to przede wszystkim intensywność. Wydaje się, że dopracowują swoje dzieła do samego końca, szlifując każdy dźwięk. I, dzięki temu, dostajemy albumy wypełnione po brzegi świetną muzyką, która po prostu nie pozwala odwrócić od siebie uwagi.

Rob Dougan

cover

Roba Dougana podziwiam za charakter, za styl, za głos i za to, jak dobrze radzi sobie z wieloma instrumentami, łącząc je w spójne utwory. Znany jest głównie z Clubbed to Death, jednak dla mnie zdecydowanie bardziej odpowiadają utwory w których słychać również jak śpiewa. W tej chwili autor podobno tworzy dwa albumy, na które ciągle niecierpliwie czekam, jestem ciekawy co nowego może wymyślić.

Scott D. Davis

cover

Fortepianista. Davisa poznałem dzięki albumowi na którym wykonuje covery utworów zespołu Metallica i trzeba przyznać, że poradził sobie wyjątkowo dobrze z przeniesieniem tych najpopularniejszych na swój ulubiony instrument. A, że fortepian i ja uwielbiam… ;)

Sigur Rós

cover

Gdzieś (na Joggerze u kogoś chyba nawet) przeczytałem takie coś: Gdyby Bóg słuchał muzyki, słuchałby Sigur Rós. Pięknie podkreślenie niesamowitego zestawienia dźwięków, które dostajemy od zespołu. Islandia musi mieć coś w sobie, że rodzi tak wiele inności. Panowie z Sigur Rós potrafią z łatwością przekazać radość i smutek czy wprowadzić muzyką w nastrój zadumy.

Tworzą niesamowity klimat, do tego nagrali wyjątkowo hm… piękne teledyski, a na koniec zaserwowali nam jeszcze film – o Islandii i ich miejscu na niej. Film się nazywa Heima i miłośnikom zdecydowanie polecam.

Starsailor

cover

Uwielbiam przede wszystkim głos wokalisty Starsailor. Cholernie charakterystyczny (w porównaniu do np. takiego Coldplay), dzięki czemu każdy utwór można wyłapać w tłumie innych. Najnowszy album wydaje mi się trochę niedopracowany, pierwsze dwa to jednak pierwsza liga jeśli chodzi o ten styl muzyki.

Under Byen

cover

Duński zespół z wokalistką, której głos bardzo przypomina głos Björk, a jednak styl muzyki – choć również miejscami eksperymentalny – jest całkiem inny. Szczególnie podoba mi się ten drugi, najbardziej muzyczny album - Det er mig der holder træerne sam men.

Underworld i Underworld Evolution Soundtrack

Pierwsza część zdecydowanie mnie zauroczyła wampirzym klimatem. Druga była już trochę słabsza, jednak nie zmienia to faktu, że filmom o wampirach najczęściej towarzyszy bardzo dobra muzyka. Muzyka z serii Underworld to albumy na których znajdziemy A Perfect Circle, Johnette Napolitano, TRUSTcompany, My Chemical Romance, Slipknot czy Lacuna Coil. Całość jest bardzo spójna i świetnie uzupełnia moją kolekcję.

Xploding Plastix

cover

Xploding Plastix czyli electrofunk z elementami jazzu. Wyjątkowo energiczne, wpadające w ucho i… ciekawe. I co więcej? Hmm... nic więcej.

Yeah Yeah Yeahs

cover

Najnowszego albumu Yeah Yeah Yeahs jeszcze nie słyszałem, ale poprzednie zdecydowanie wyróżniają się spośród tłumu. To muzyka, którą chce się śpiewać i w niczym nie przeszkadza, że wokalistka lubi się powydzierać – słuchacze wydzierają się razem z nią. ;)

i can read

Też macie tak, że rozmaite, często przypadkowo usłyszane, cytaty potrafią zmienić perspektywę patrzenia na świat? Bo najczęściej cytuje się to, co w kilku słowach potrafi oddać dużą głębię. A takie cytaty odpowiednio przedstawione dodatkowo nabierają smaku.

Swego czasu trafiłem na blog, który takie wartościowe cytaty, czasem zwykłe notki, zbiera w jednym miejscu w postaci obrazków. Takie coś z rana w czytniku RSS faktycznie potrafi zmienić nadchodzący dzień. Przedstawiam (i polecam) więc i can read.