Jak to się semestr zalicza…
- 17 lipca 2009
- 19:42:18
Wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, że jedynymi przedmiotami, z zaliczeniem których miałem problem w tym semestrze, były te ściśle związane z IT. Przedmiot o wdzięcznej nazwie Technologie informacyjne
to nic innego jak troszkę bardziej rozbudowane podstawy obsługi komputera. Mamy tu więc do czynienia z szyfrowaniem, podpisem elektronicznym, rodzajami sieci, budową komputera i rodzajami urządzeń mobilnych. W sumie wszystko to, co każdy mający jakieś pojęcie o świecie IT, lub czytający co jakiś czas serwisy zajmujące się tą tematyką, ma w małym palcu. Mam i ja… a przynajmniej wydawało mi się, że mam, bo przedmiot ledwie udało mi się zaliczyć za drugim razem. I ciągle nie mogę wyjść z podziwu dla prowadzącego zajęcia, że udało mu się w ten sposób obrać większą część roku. Ba! Studiujący na trzecim roku informatyki (jako drugi kierunek) też mieli problem. :D No, ale… w końcu się udało, prawda?
Za to kompletnie nie udało się z przedmiotem, który w sumie w trzech wyrazach opisuje to, czym zajmuję się od przynajmniej trzech lat – Internet w biznesie
. I tutaj już mamy do czynienia z tworzeniem stron internetowych (w teoretycznym aspekcie), metodach zabezpieczania komputerów, kluczach, podpisach, reklamie i internetowym marketingu. Dla kogoś, kto się tym zawodowo zajmuje i do tego dostaje za to całkiem nie najgorsze pieniądze, przedmiot-marzenie, prawda? Guzik! Poprawka we wrześniu, mimo tego, że pisałem zaliczenie dwa razy. Nie rusza mnie to ani trochę, za to cholernie bawi. :D No bo to by znaczyło, że ze mnie dupa, nie developer, a o internetowym marketingu mam pojęcie znikome, nie? Zastanawiam się nad zmianą zawodu… chyba pójdę w stronę meblarstwa. A może projektowanie wnętrz?
Komentarze
kanał komentarzy do tego artykułuA czym ciebie powalili dokładniej ? Nie strasz przedmiotem "Technologie informacyjne" bo sam go mam :D
Valin
20:05:12 | 17 lipca 2009
Szczerze mówiąc - nie mam pojęcia. :P Na każde pytanie znam odpowiedź i na testach udzieliłem poprawnych. Ale się nie masz co bać, to na prawdę jest prościzna, chyba, że prowadzący sprawdzają prace metodą 'która spadnie na biurko - wygrywa', jak w moim przypadku. ;)
zx
22:01:06 | 17 lipca 2009
Jeszcze mam wiele czasu, pozdrawiam.
Valin
22:22:06 | 17 lipca 2009
No, TI to była porażka u mnie XD taka pierdoła, a ledwo się to to zaliczyło - ot pytania na kole miałam o takie rzeczy, które mając komputer się zrobi automatycznie i bez myślenia, ale jak już to na kartce trzeba napisać to nie wiadomo osochozi.
^^
Malotka
23:40:08 | 17 lipca 2009
A ja miałem luzackie TI, test w sumie nietrudny, na laborkach prowadzący podchodził do przedmiotu z jajem, zaliczyli wszyscy ;) Więc zależy od szczęścia i od prowadzących, a także od zakresu materiału (ja miałem Word, Excel, Access i PowerPoint :P )
flegmatyk
06:15:39 | 18 lipca 2009
flegmatyk: Ćwiczenia to w sumie mniejszy problem (chociaż Excela też męczyłem, bo wcześniej nie miałem okazji go używać). To z zaliczeniem wykładu były problemy.
zx
10:11:10 | 18 lipca 2009
Tak to jest jak prowadzący bardzo chce z gównianego przedmiotu zrobić "Wielką Naukę"... Jestem przekonany, że dla każdego testu istnieje metoda jego sprawdzania, która uwali 90% studentów. Nawet jeśli to "metoda lotnicza" (rzucamy testami - co na biurko zalicza, co na podłogę - uwala).
Radek
20:16:59 | 18 lipca 2009
Radek: Niby tak, ale prowadzący jest całkiem w porządku. Pogadać się da, pożartować.
zx
18:32:57 | 22 lipca 2009
Czasami z prowadzących wychodzi zwierze dopiero na egzaminie ;)
Radek
20:00:49 | 22 lipca 2009
Finał sprawy. Łącznie pisałem to trzy razy. Trzy razy dostałem te same pytania, trzy razy odpowiadałem tak samo (i zdecydowanie poprawnie). Dwa pierwsze razy nie zaliczyłem, za trzecim tak. Logika...
zx
11:19:24 | 11 września 2009