Jak to się semestr zalicza…
Wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, że jedynymi przedmiotami, z zaliczeniem których miałem problem w tym semestrze, były te ściśle związane z IT. Przedmiot o wdzięcznej nazwie Technologie informacyjne
to nic innego jak troszkę bardziej rozbudowane podstawy obsługi komputera. Mamy tu więc do czynienia z szyfrowaniem, podpisem elektronicznym, rodzajami sieci, budową komputera i rodzajami urządzeń mobilnych. W sumie wszystko to, co każdy mający jakieś pojęcie o świecie IT, lub czytający co jakiś czas serwisy zajmujące się tą tematyką, ma w małym palcu. Mam i ja… a przynajmniej wydawało mi się, że mam, bo przedmiot ledwie udało mi się zaliczyć za drugim razem. I ciągle nie mogę wyjść z podziwu dla prowadzącego zajęcia, że udało mu się w ten sposób obrać większą część roku. Ba! Studiujący na trzecim roku informatyki (jako drugi kierunek) też mieli problem. :D No, ale… w końcu się udało, prawda?
Za to kompletnie nie udało się z przedmiotem, który w sumie w trzech wyrazach opisuje to, czym zajmuję się od przynajmniej trzech lat – Internet w biznesie
. I tutaj już mamy do czynienia z tworzeniem stron internetowych (w teoretycznym aspekcie), metodach zabezpieczania komputerów, kluczach, podpisach, reklamie i internetowym marketingu. Dla kogoś, kto się tym zawodowo zajmuje i do tego dostaje za to całkiem nie najgorsze pieniądze, przedmiot-marzenie, prawda? Guzik! Poprawka we wrześniu, mimo tego, że pisałem zaliczenie dwa razy. Nie rusza mnie to ani trochę, za to cholernie bawi. :D No bo to by znaczyło, że ze mnie dupa, nie developer, a o internetowym marketingu mam pojęcie znikome, nie? Zastanawiam się nad zmianą zawodu… chyba pójdę w stronę meblarstwa. A może projektowanie wnętrz?
Komentarze
A czym ciebie powalili dokładniej ? Nie strasz przedmiotem "Technologie informacyjne" bo sam go mam :D
Szczerze mówiąc - nie mam pojęcia. :P Na każde pytanie znam odpowiedź i na testach udzieliłem poprawnych. Ale się nie masz co bać, to na prawdę jest prościzna, chyba, że prowadzący sprawdzają prace metodą 'która spadnie na biurko - wygrywa', jak w moim przypadku. ;)
Jeszcze mam wiele czasu, pozdrawiam.
No, TI to była porażka u mnie XD taka pierdoła, a ledwo się to to zaliczyło - ot pytania na kole miałam o takie rzeczy, które mając komputer się zrobi automatycznie i bez myślenia, ale jak już to na kartce trzeba napisać to nie wiadomo osochozi.
^^
A ja miałem luzackie TI, test w sumie nietrudny, na laborkach prowadzący podchodził do przedmiotu z jajem, zaliczyli wszyscy ;) Więc zależy od szczęścia i od prowadzących, a także od zakresu materiału (ja miałem Word, Excel, Access i PowerPoint :P )
flegmatyk: Ćwiczenia to w sumie mniejszy problem (chociaż Excela też męczyłem, bo wcześniej nie miałem okazji go używać). To z zaliczeniem wykładu były problemy.
Tak to jest jak prowadzący bardzo chce z gównianego przedmiotu zrobić "Wielką Naukę"... Jestem przekonany, że dla każdego testu istnieje metoda jego sprawdzania, która uwali 90% studentów. Nawet jeśli to "metoda lotnicza" (rzucamy testami - co na biurko zalicza, co na podłogę - uwala).
Radek: Niby tak, ale prowadzący jest całkiem w porządku. Pogadać się da, pożartować.
Czasami z prowadzących wychodzi zwierze dopiero na egzaminie ;)
Finał sprawy. Łącznie pisałem to trzy razy. Trzy razy dostałem te same pytania, trzy razy odpowiadałem tak samo (i zdecydowanie poprawnie). Dwa pierwsze razy nie zaliczyłem, za trzecim tak. Logika...