second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wpis dodany roku w kategoriach Druk, Ogólne i otagowany słowami: fantasy, gentlemen bastard, książka, locke lamora, scott lynch, Trackback.

Recenzja cyklu Niecni Dżentelmeni

okładki Kłamstwa Locke'a Lamory i Na szkarłatnych morzach

Właściwie pierwszych dwóch tomów cyklu autorstwa Scotta Lyncha, czyli kolejno Kłamstwa Locke’a Lamory (The Lies of Locke Lamora) i Na szkarłatnych morzach (Red Seas Under Red Skies), które wydane zostały w Polsce nakładem wydawnictwa MAG.

I od razu powiem, że cały cykl znajdzie się u mnie na półce, bo pierwsze dwie części to najlepsze powieści jakie ostatnio czytałem. Całość opowiada o złodziejach, którzy działają w wykreowanym przez Lyncha świecie. Mamy więc planetę z dwoma księżycami, niejasną przeszłością i dziwnymi obyczajami, mamy też bohaterów o genialnie zarysowanych charakterach. Nie jest to jednak typowe fantasy – elementy tegoż występują, ale gdzieś w tle i dowiadujemy się o nich poniekąd przy okazji. Dostajemy informacje niezbędne do zrozumienia pewnych elementów, ale nie w bezpośredni sposób (jak to się często robi w powieściach fantasy, gdzie to wykreowany świat wychodzi na pierwszy plan).

Jeśli chodzi o fabułę, to mamy do czynienia ze złodziejami z całą tego konsekwencją. W części pierwszej poznamy więc życie miasta od podszewki. Gangi, korupcja, wielkie przekręty, drobne kradzieże – to wszystko książkowa codzienność. Drugi tom przenosi nas do bogatszego miasta, gdzie drobne kradzieże się już nie liczą. Główni bohaterowie dostali w kość i teraz starają się wrócić do interesu, przez co mieszają się w zawiłą polityczną intrygę, by trafić na morze i żyć jak na prawdziwego pirata przystało.

Co w stylu Lyncha mi się spodobało? To, że nie próbuje na siłę udowodnić, że nic się nie stanie, żeby za chwilę nas czymś "zaskoczyć". Wszyscy wiedzą, że coś się stanie, jednak siłą powieści jest to, że do końca nie wiemy konkretnie co, bo kłamstw jest tu więcej niż w kilku opasłych tomach wybranej opowieści (byle faktycznie było ich tam mniej, bo inaczej to piękne porównanie można o kant dupy potłuc). I ta nieprzewidywalność jest właśnie podstawą cyklu o Niecnych Dżentelmenach. Żadne z moich przewidywań się nie sprawdziło, a z reguły bez problemu udaje mi się zgadnąć co będzie dalej.

Jest też ironia! Mnóstwo świetnie dobranej i wyważonej ironii. Uwielbiam ironię! Do tego mój ulubiony rodzaj humoru – dowcip sytuacyjny, który bawi dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Lynch nie sili się na to, żeby być śmiesznym, a po prostu ułatwia nam dostrzeżenie absurdu niektórych sytuacji.

Odkupiciel poślizgnął się i upadł na wznak. Locke – spokojny i zrezygnowany – zatopił mu szablę w piersi i wyrwał włócznię z nieruchomiejących rąk. – Alkohol zabija – mruknął.

A gdy bohaterowie grają podwójnych szpiegów… właściwie potrójnych… cholera wie i tak w ostateczności działają tylko na własną korzyść. Tak czy inaczej, jak się udaje osobę, udającą osobę, która udaje osobę o całkiem innym imieniu, której imienia w dodatku nie znamy, to szybko okazuje się, że absurdalnych sytuacji nie brakuje.

Szczerze polecam. To dobre połączenie lekkiej książki szpiegowskiej, z klimatem Piratów z Karaibów, doprawionych elementami fantasy, które tylko wzmagają ciekawość. Nie mogę się doczekać kolejnych części, a często mi się to nie zdarza, co chyba jest wystarczająco dobrą rekomendacją. Szkoda tylko, że MAG nie zadbał o trochę lepszy papier (bo okładki mamy dużo ładniejsze i dużo bardziej pasujące do treści niż wydania zagraniczne).

Na stronie autora można przeczytać epilog części pierwszej w oryginale. Do tego (podobno) studio Warner Bros. wykupiło prawa do ekranizacji pierwszej części. O, jak ja błagam, niech tego nie spieprzą!

Komentarze

Avilar 23:29:29 | 29 lipca 2009

Ja bym bardziej błagał żeby tego nie robili, bo jeśli zrobią to na pewno spieprzą. Jak większość adaptacji. Zresztą nie tylko oni, żeby nie było żem uprzedzony.

zx 10:41:22 | 01 sierpnia 2009

Ale trafiają się też dobre adaptacje. Trafiają się adaptacje genialne. Nie widzę powodu, żeby nie próbować- nie uda się, to trudno. My nic nie tracimy. My tylko dostajemy możliwość, że się jednak uda.