Przeglądaj Network na Delicious


'Network' na Delicious.com

Kojarzycie te wszystkie serwisy w których ludzie dzielą się linkami? A dzielą się na Twitterze (i jemu podobnych), Diggu, na swoich blogach, przez komunikatorach, przesyłają mailami, zostawiają w komentarzach, opisują na forach… Mówiąc szczerze, nie cierpię tego. Jasne, fajnie dostać linka do nowego serwisu, który będzie pisał o designie. Rozumiem nawet, że mogę taki link dostać dziesięć razy. I tu nie widzę problemu. Ale dlaczego, do cholery, potem muszę dziesięć razy dostać odnośnik do każdego artykułu, który pojawi się w tym serwisie?

A poinformuje mnie o tym kilka osób na Twitterze (eh te retweety), ze dwa razy dostanę informację mailem, znajdę na kilku blogach i pewnie w kwadrylionie innych miejsc. A prawda jest taka, że większość z tych informacji mnie nie obchodzi. Jeśli śledzę kogoś na Twitterze, to nie po to, żeby co chwila podrzucał linki do pojedynczych artykułów z "inspiracjami" czy innymi poradami.

To nie śledź, nie czytaj można powiedzieć. I tak robię. Jak widzę, że ktoś robi za taką centralę od łapania "fajnych" linków w sieci i przekazywania ich dalej, to sobie odpuszczam. To już prawie to samo co spam biurowy. Pewnie trochę mnie omija, ale przynajmniej nie mam zawalonych kilku stron rozmaitymi linkami, których mi się nie chce nawet kliknąć. Drogie maszynki do łapania "fajnych" linków – ja wiem co to jest RSS i jeśli będę chciał, to sobie dodam kanał do czytnika, nie musicie przekazywać wszędzie informacji o każdym nowym wpisie. Poinformujcie mnie, że jest fajna strona, która może mnie zainteresować, to sobie wejdę, przejrzę artykuły i – jeśli będę faktycznie zainteresowany – dodam do czytnika. Proste.

No dobra, ale – jak pisałem – w ten sposób mogę trochę przegapić. Gdzieś między tymi kwadrylionami nieprzydatnych linków znajdzie się jakaś perełka, jak ją wyłowić? Ano perełki mają to do siebie, że nie przekazujemy ich tylko dla ludzi, ale chcemy też zachować dla siebie. Bo najczęściej są po prostu przydatne. Przydatne rzeczy się trzyma.

I tu z pomocą przychodzą serwisy z zakładkami do stron WWW, w tym najpopularniejszy (i mój ulubiony) Delicious. Jak to z serwisami ery Web 2.0, na Delicious można dodawać znajomych. Serwis jest tak fajnie pomyślany, że tworzy stronę (i oczywiście feed) z linkami zapisanymi przez wszystkich dodanych znajomych. Chodzi mi oczywiście o funkcję nazwaną Network.

Tam właśnie lądują perełki. Te faktycznie przydatne linki zapisujemy dla siebie. Dziwi mnie tylko, że funkcjonalność ta jest tak niepopularna. I dlatego napisałem co napisałem – naprawdę warto dodać sobie tam kilka osób, zamiast śledzić śmieciowe linki na Twitterze czy innych mu podobnych. A zapisanie tam czegoś wymaga odrobiny wysiłku (wpisać tagi, poprawić tytuł), więc najczęściej nie dodaje się tam wszystkiego jak leci, co tylko zwiększa wartość znalezisk.


Komentarze

kanał komentarzy do tego artykułu

Przyznam szczerze, że z tych wszystkich popularnych obecnie serwisów w-łeb-2-zera, trwale korzystam tylko z Delicious. Skosztowałem Twittera, liznąłem Blipa. Digga czy Wykop odwiedzam tylko jeśli Google wrzuci je b. wysoko w wynikach szukanej przeze mnie rzeczy.

Delicje to fantastyczna sprawa, zbiór zakładek, do którego mogę sięgnąć z dowolnego miejsca i nie muszę ograniczać. Szkoda, że zamiast rozwijać serwis, dodają głupoty w stylu integracji z Twitterem.

Joshua Schachter, założyciel Delicious (pracujący teraz dla Google) żałuje sprzedaży serwisu Yahoo i słusznie, bo za jego czasów rozwijały się znacznie „lepiej”.

Delicious już dawno porzuciłem bo po cóż mi jak mam awesomebara i tagi w firefoksie, a layout nowy jest do dupy, gdy był stary to jeszcze się dało używać, teraz wygląda to po prostu oczojebnie.

pecet: Ja wolę w Firefoksie trzymać najpotrzebniejsze zakładki, resztę znalezisk lokuję w delicjach.

Grzegorz - no to ja wrzucam wszystko do zakładek, i się zastanawiam czy kiedyś tego syfu nie wyczyścić ;)

Ja wrzucam wszystko do delicji i używam Delicious Bookmarks w Firefoksie - dla mnie najważniejsza zaleta, że mam dostęp do moich zakładek z każdego miejsca na świecie - ale nie wszystkie zakładki nawet przejrzałem ;-)


Dodaj komentarz

Komentarze możesz formatować tylko za pomocą Markdown. Jeśli nie masz pojęcia z czym to się je, lepiej używaj zwykłgo tekstu.

Przed wysłaniem komentarza sprawdź go pod kątem błędów - zarówno technicznych (np. wynikłych z używania Markdown) jak i językowych. Zapoznaj się również z polityką komentowania na blogu.

skocz na górę strony