Muzycznie zza Bramy #1
- 26 sierpnia 2009
- 16:24:22
Od zamknięcia alfabetycznego spisu mojej biblioteki muzycznej pojawiło się w niej kilka nowych pozycji o których warto wspomnieć. Powoli wracam do muzyki, której słuchałem kiedyś. Na razie będzie to The Offspring, potem zamierzam odświeżyć swoją znajomość z Metallica, soundtrackiem z Matrixa, Linkin Park, Limp Bizkit a może i Evanescence. Tak, tego kiedyś słuchałem.
Roznoszę też po świecie informację, że Declan de Barra udostępnił za darmo pierwszą ze swoich wydanych płyt. Warto zaznaczyć, że informację podał na Facebooku.
65daysofstatic
65daysofstatic to mocniejsza muzyka instrumentalna. Z rodzaju tych, które dodają energii (fajnie się sprawdza podczas joggingu i jazdy rowerem). Dopracowane utwory i zdecydowanie brak monotonii na płytach.
Gregor Samsa
Zespół podpada pod kategorię post-rock, jednak trochę się na tym polu wyróżnia, powiedziałbym, że w stronę instrumentalną. Ciekawe brzmienie, miejscami podobne do Sigur Rós (pewnie przez głos wokalisty) i kawał dobrego post-rock dla miłośników.
Ilan Eshkeri
Nie wiem dlaczego po obejrzeniu Stardust nie przyszło mi do głowy posłuchać co ma do zaoferowania sam soundtrack (film mnie tak wciągnął, że muzyce nie miałem jak się przysłuchać). Na szczęście swego czasu zostałem przywołany do porządku (choć nie było łatwo zgadnąć co gra w nie-moich słuchawkach) ;) i stwierdzam, że soundtrack działa równie dobrze jak film, szczególnie jak się ma w głowie konkretne sceny.
Iron & Wine
Dobra, jakim cudem wcześniej o Samuelu Beamie (który skrywa się pod pseudonimem Iron & Wine) nie słyszałem? Wszystkie jego kompozycje są pełne klimatu, sprawiają wrażenie bardzo osobistych, wprawiających w nastrój idealny do przemyśleń wszelkiego rodzaju. Na smutki też dobre. :) A już szczególnie mi przypadł do gustu album nagrany we współpracy z Calexico – mistrzostwo (He Lays in the Reins
bije wszystko na głowę).
Mesita
Mesita to pseudonim 21-letniego Amerykanina, który w pojedynkę nagrał pełny album i ostatnio EPkę. Co fajne, tworzy u siebie, bez kontraktów i zobowiązań wobec wydawnictw. Utwory są utrzymane w ciekawej, chaotycznej, konwencji.
Autor udostępnił pierwszy album do pobrania za darmo, więc proponuję samemu przekonać się jak dużo można, kiedy się chce. A za polecenie Mesita dzięki wielkie Mikelo.
Orba Squara
Orba Squara to pseudonim artystyczny Mitcha Davisa. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego utwory wpadły wam już w ucho, ponieważ nagrania z pierwszego (i jedynego do tej pory) albumu (poza jednym) były wykorzystywane w różnych projektach, filmach i reklamach (ot choćby pamiętne reklamy iPhone).
Puscifer
Maynard James Keenan, kojarzymy? Fani pewnie tak, reszta nie koniecznie. Za to projekty w których brał udział pewnie już tak. Tool czy A Perfect Circle. Puscifer to właśnie Keenan, który postanowił stworzyć coś samemu. I wyszło mu całkiem nieźle. To bardziej elektroniczne brzmienie, choć stylu nie zatracił i wyraźnie widać wpływ zespołów, których był/jest członkiem.
Seabear
Znów Islandia i znów post-rock, choć powiedziałbym, że melodycznie ma coś w sobie z Iron & Wine. Przede wszystkim całość jest utrzymana w wesołej tonacji, jest lekka i pozwala odpocząć, więc to zdecydowanie nie typowy przedstawiciel gatunku.
Stafrænn Hákon
Byłem w stanie złowić tylko jeden album, ale mam ochotę na więcej. Tym razem pełno twórców ukrywających się pod pseudonimami i w przypadku nie jest inaczej, ponieważ to pseudonim Ólafura Josephssona. Ten posiada swoje domowe studio w którym zdołał nagrać już pięć pełnych albumów i kilka EPek.
The Album Leaf
W mojej bibliotece muzycznej to zdecydowanie czas post-rock’a. Za The Album Leaf stoi Jimmy LaValle, który współpracował z kilkoma czołowymi przedstawicielami tego gatunku (Sigur Rós na przykład). Zespół oczywiście rozrósł się w miarę czasu i dziś nie jest już solowym projektem.
The Offspring
Tak, jak pisałem we wstępie, naszła mnie ochota na odświeżenie znajomości z zespołami, które kiedyś dominowały w moich słuchawkach. The Offspring to jeden z nich, chyba dość dobrze znany, w końcu to czołowi przedstawiciele punk rocka. Po tych kilku latach brzmią tak samo dobrze jak kiedyś, więc nie miałem serca po przesłuchaniu nie dodać ich do kolekcji. ;) A i tak wolę starsze albumy (do Americany).
This Will Destroy You
Ekhm… tak, znowu post-rock. :P Tym razem z Ameryki i znów bardzo dobry.
Tool
Zarażenie się Toolem dla fana A Perfect Circle to podobno tylko kwestia czasu. Nie wiem jak w przypadku reszty, ale w moim się sprawdza. Na początku (czyli etap pierwszej fascynacji APC) nie widziałem w tym nic specjalnego, dopiero dużo później zacząłem doceniać aranżacje.
Komentarze
kanał komentarzy do tego artykułuFajny kawałek muzyki, choć przyznam, że dawno nie robiłem nic w kierunku by rozwinąć swoją bibliotekę. :) Teraz przynajmniej wiem, jakie pozycje są warte zdobycia, thnx i pozdrawiam. :)
Mario Games
23:46:54 | 06 września 2009