second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Interfejsy: Chrome OS, Stripes, 10/GUI

Google Chrome OS Stripes 10/GUI

System operacyjny od Google ma być w teorii czymś innym. Ja sam mam do niego bardzo sceptyczny stosunek, bo dla mnie w systemie operacyjnym liczy się przede wszystkim łatwość i przyjemność obsługi. Google nie jest dobre w tworzeniu interfejsów i moim zdaniem w Chrome OS nie pokazało nic fajnego, a nawet więcej - to, co pokazało zupełnie do mnie nie trafia.

To, co wygląda ciekawie (a na pewno ciekawiej niż w dotychczasowych systemach), to ekran logowania i overview mode. Ten drugi to w sumie znane z OSX Exposé. Nie do końca rozumiem natomiast po co w systemie zaimplementowano i karty i standardowe okienka jednocześnie. Poniżej bazuję na wczesnej prezentacji, ale oczywiście system jest dostępny do testów od jakiegoś czasu.

Gazeta 2.0

Mag + Sports Illustrated Reklama The Sun

Internet głosi wszem i wobec, że czas standardowych, fizycznie istniejących gazet z papieru powoli mija. Ja sam sądzę, że gazet owszem, będzie mniej, ale zostanie też nie mało. Wśród ocalałych znajdą się wszystkie te pisma, które zadbają nie tylko o treść, ale również sposób jej prezentacji. Przyszłość czasopism i magazynów widzę właśnie w barwach takiej elity wyrastających ponad wszystkie treści podawane w formie elektronicznej. Dopracowane artykuły, pisane łatwym, ale równocześnie eleganckim językiem. Duże zdjęcia dobrej jakości, które nie są tylko ozdobnikiem tekstu, ale wartością samą w sobie. Dbałość o typografię, rozkład treści, dużo wolnej przestrzeni na stronach. I w końcu bardzo dobrej jakości papier i tusz - zapachu kartek zaraz po otwarciu świeżo kupionego magazynu i refleksów światła na stronach nie zastąpi żaden elektroniczny gadżet.

To na pewno nie będzie dla wydawców łatwe. Magazyny i gazety, które w tej chwili postrzegane są jako te ze średniej półki (nie cenowej, a jakościowej) będą musiały bardzo się postarać, żeby przetrwać. Te najsłabsze nie mają raczej szans i jeśli będą chciały zachować markę, przejdą całkowicie na publikacje elektroniczną w najprostszej formie - strony WWW. Czasopisma, które dzisiaj uważa się za te lepsze nie wymrą tylko jeśli staną się jeszcze lepsze - najczęściej elementem, który najłatwiej poprawić jest właśnie sposób prezentacji treści.

Alex Roman: Realistyczne CGI

Kahn's Exeter Short Film Kahn's Exeter Short Film Kahn's Exeter Short Film Kahn's Exeter Short Film Alex Roman: The Third and the Seventh

Poniższe obrazki i filmy są w stu procentach wygenerowane komputerowo przez Alexa Romana. Jeśli założeniem grafiki komputerowej jest jak najbardziej realistyczne odzwierciedlenie rzeczywistości, to ta praca wymiata chyba wszystko co do tej pory widziałem. Nie dość, że samo CGI stoi na najwyższym poziomie, to jeszcze całość jest zmontowana z wyjątkowym wyczuciem. Zarówno jeśli chodzi o kadrowanie jak i podkład muzyczny. Różnica między rzeczywistością a obrazami wygenerowanymi sztucznie zaciera się coraz bardziej (widzieliście te drzewa?), choć oczywiście takie dzieło musiało wymagać talentu, ogromnej wiedzy i niesamowitych pokładów czasu. Autor udostępnił cztery filmy, które mają być zapowiedzią większego projektu zatytułowanego The Third & The Seventh.

Pierwszy obrazuje bibliotekę na Phillips Exeter Academy, jednej z amerykańskich szkół średnich. Zaprojektowana przez Louisa Kahna, powstała w 1971 roku i szybko zdobyła uznanie w świecie architektów za niesamowity styl wnętrza. W tej chwili to pierwsza pod względem wielkości biblioteka będąca własnością szkoły średniej na świecie - dostępnych jest tam ponad 162000 tomów!

Star Wars: The Clone Wars

Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars Star Wars: The Clone Wars

Zacznijmy od tego, że jestem wyznawcą starej trylogii. Jej mistycyzm, dopracowanie, a jednocześnie lekkość miały na mnie duży wpływ gdy jeszcze oglądało się filmy z kaset VHS. Myślę, że każdą z części Gwiezdnych Wojen obejrzałem przynajmniej sto razy. Zdarzały się dni, w których widziałem film dwa razy tylko po to, żeby potem dobyć drewnianego miecza zrobionego przez mojego dziadka (po delikatnej przeróbce przypominał miecz świetlny) i biegać próbując naśladować efektowny styl walki Jedi.

Lata leciały, całość oglądałem coraz rzadziej, a jednak do dzisiaj uważam się za wielkiego fana filmu. Filmu, bo w sumie z przedstawionym światem nie miałem więcej do czynienia, może poza grami. Nie będę nawet mówił jak bardzo czekałem na pojawienie się pierwszej części od momentu w którym usłyszałem, że w ogóle jest planowana. Siła mojego oczekiwania była chyba wprost proporcjonalna do poziomu partactwa z jakim Mroczne Widmo stworzono.

Nowa trylogia to dla mnie całkowita porażka. Plastikowy, sztuczny świat z efektami komputerowymi, które straszą na każdym kroku, nudnymi postaciami do których nie czuje się żadnego przywiązania, mierną fabułą i Anakinem, któremu do porzucenia wszystkiego wystarczy naiwna gadka. Gdyby chociaż wcześniej uderzył się w głowę...

Po trzech kolejnych premierach czegoś, co ze starą trylogią miało wspólne tylko nazwę i broń Jedi (przecież tam nawet pojedynki były beznadziejne) postanowiono jeszcze dobić nas filmem animowanym i jego rozwinięciem w postaci serialu.

Napisałem dobić, bo od początku byłem bardzo nieufny, przekonany, że świat Star Wars do kina w dobrym stylu już nie wróci. W sumie miałem rację, ale trochę się przeliczyłem zakładając kompletną porażkę. To wciąż nie mistycyzm starej trylogii, ale nowe filmy bije na głowę. Sama wersja kinowa może nie do końca, ale w połączeniu z serialem stanowi naprawdę warte obejrzenia widowisko, nawet biorąc pod uwagę naciągany główny wątek (Anakin szkoli padawana) i kilka ogólnych wpadek (jak gadki doidów).

Całość przedstawia w zasadzie życie codzienne Jedi podczas wojny. Bitwy, planowanie, dyplomacja, zagadki i oczywiście wszystko w imię Republiki. Podane w rozrywkowym sosie, bez jakiejś głębi, ale za to w stylu wyprzedzającym nową trylogię o lata świetlne. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie każdy Jedi ma do przebycia drogę Luke'a Skywalkera, ale jeśli nie ma czego filmować, to może lepiej po prostu nie filmować? Tak czy inaczej fajnie było dowiedzieć się czym były wojny klońskie, o których Obi-Wan wspomina na początku Nowej nadziei, a serial jest o tyle lepszy, że oglądając go przynajmniej czułem przywiązanie do bohaterów i dopiero teraz szkoda mi Anakina, bo fajny był.

Peter Callesen

Peter Callesen, Fall (2008) Peter Callesen: Fall (2008) Peter Callesen, Castle (2007) Peter Callesen: Castle (2007) Peter Callesen, White Hand (2007) Peter Callesen: White Hand (2007) Peter Callesen, On the Other Side (2006) Peter Callesen: On the Other Side (2006) Peter Callesen, The Short Distance Between Time and Shadow (2006) Peter Callesen: The Short Distance Between Time and Shadow (2006) Peter Callesen, Looking Back (2006) Peter Callesen: Looking Back (2006) Peter Callesen, Snowballs (2005) Peter Callesen: Peter Callesen, Snowballs (2005) Spot akcji zachęcającej do czytania

Peter Callesen to człowiek, który z papieru potrafi zrobić rzeczy wielkie. Tworzy piękne i dopracowane "rzeźby" z materiałów dostępnych dla wszystkich - kartek papieru. Nigdy nie uważałem się za artystę dlatego, że do tworzenia potrzebuję narzędzi i odpowiednich materiałów, a dla mnie artystą jest właśnie ktoś, komu nie potrzeba wiele do tworzenia. Callesen mówi właśnie o tym - kartka jest tak popularnym i tak oklepanym nośnikiem informacji, że nikt już nie zwraca na nią uwagi. Przekształcenie płaskiej powierzchni w szczegółowe obiekty przestrzenne tworzy fantastyczny kontrast.

A pozostając w klimacie papieru, na deser, reklama, która (choć wykonana całkiem inną techniką) stworzona została właśnie w duchu prac Petera Callesena. To ja takie reklamy poproszę u nas przy okazji tych wszystkich kampanii zachęcających do czytania.

O myszach dotykowych

O tym, że mysz się starzeje powtarza się już długo. Większa część zwykłych użytkowników pewnie ma to gdzieś, jednak zwykły użytkownik najczęściej nie wie, że potrzebuje czegoś więcej zanim mu się tego nie pokaże. Wady myszy zauważają natomiast wszyscy ci, którzy potrzebują wygodnego narzędzia do komunikowania się z komputerem przy codziennej pracy. Na ten przykład ja. Mysz jest okropnie nieprecyzyjna, a ja bardzo chciałbym móc przesuwać kursor o jeden piksel w dowolnym kierunku. Machanie nią na prawo i lewo po biurku przy każdej okazji też do przyjemnych nie należy. Zwłaszcza przy większych rozdzielczościach.

I wszystkie te wady próbuje się stopniowo eliminować. Nie przez rewolucję, ale stopniowo - wypróbowując różne rozwiązania. Jeden przycisk, potem dodanie kolejnego, jeszcze jednego, następnie rolki do przewijania... i może kilku kolejnych przycisków - w końcu mogą się przydać. Fajnie by było, gdyby rolka mogła przewijać we wszystkich kierunkach. To dodamy jeszcze dwa przyciski, które obsługiwać się będzie przechylając scrolla na prawo i lewo (co w sumie w mojej myszce nie działa prawie od początku). Apple próbowało wprowadzić możliwość łatwego przewijania strony w każdym kierunku w Mighty Mouse. Właściwie nie tyle próbowało, co wprowadziło. Tyle, że całość okropnie się psuła. Okazało się, że ludzie nie są sterylni i myszki się brudzą, w środku też. Trzeba było iść dalej.

Moda na dotykowe ekrany panuje w najlepsze, laptopy mają touchpady i okazuje się, że w niektórych przypadkach duża powierzchnia dotykowa ma swoje zalety. Apple wprowadza więc hucznie na rynek Magic Mouse, która wygląda ślicznie, założenia ma fajne, ale technicznie ma sporo wad. Część wad wyeliminowano alternatywnym sterownikiem (możliwość konfiguracji gestów), część niestety pozostanie. Sama mysz też do najwygodniejszych nie należy, bo jest zwyczajnie nieergonomicznego kształtu. No, ale samo to, że większość powierzchni urządzenia jest podatna na dotyk i gesty wykonywane palcami jest świetne i wymaga jedynie dopracowania. A gdyby tak jeszcze wyeliminować wady leżące w samych zasadniczych założeniach budowy myszy...

No dobra, ale nie mówmy, że tylko myszy sygnowane jabłuszkiem wprowadzają jakieś zmiany do świata gryzoni. Microsoft też ma swój udział w rozwoju urządzeń peryferyjnych - choćby wprowadzając technologię Blue Track. Oprócz tego firma również pracuje nad gryzoniami w z obsługą gestów. W rozmaitych kształtach, o różnym zastosowaniu i przeznaczeniu. Niektóre wyglądają co najmniej śmiesznie. ;)

No dobra, mamy cały czas rozwijaną i stopniowo wprowadzaną dotykowość w myszkach. Idziemy w dobrym kierunku - ułatwiamy operowanie softwarem dzięki rozmaitym dodatkom do myszy. Gdzie jest problem? Otóż przy maltretowaniu gryzoni tymi wszystkimi gestami często okazuje się, że urządzenie po prostu ucieka z ręki. To jak? Jedną ręką trzymać mysz, a drugą wykonywać gest? Trochę to się mija z celem. Jasne, można się przyzwyczaić i tę sztukę opanować, ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi raczej o to, że ułatwiając poruszanie kursorem w sferze wirtualnej nie robimy nic, żeby ułatwić operowania samym urządzeniem sterującym. To pewnie wyraz mojej frustracji obcowania z myszami, ale ja na prawdę nie chcę ciągle machać nią po całym biurku. ;)

I wpadłem na coś, co bardzo chciałbym zobaczyć. Rok temu pisałem o ciekawym wynalazku mogącym ułatwić nawigację we wszystkich urządzeniach w których potrzeba precyzji, Slidepadzie. Pisałem, że dla mnie to ideał. Teraz chciałbym do tego ideału dorzucić to, co proponuje się użytkownikom w kwestii urządzeń dotykowych. Gdyby całą powierzchnię Slidepada wykorzystać tak, jak zrobiło to Apple w Magic Mouse, opracować lepszy sterownik, dający większe możliwości konfiguracji miałbym w końcu coś, co pozwoli mi wygodnie pracować przy komputerze. Slidepad eliminuje jedną z większych wad Magic Mouse - nie trzeba go przesuwać, żeby poruszać kursorem, więc jak już tak sobie stoi na biurku, można by przecież bez większych problemów wykonywać na nim nawet skomplikowane gesty czterema palcami. ;) I to by było dopiero coś.

Filmy dokumentalne o Apple

Dzięki stronie SnagFilms, kolekcjonującą najlepsze filmy dokumentalne, zyskaliśmy darmowy dostęp do dwóch najbardziej znanych filmów dokumentalnych o Apple - MacHeads i Welcome to Macintosh. Dla osób nie związanych z firmą czy społecznością raczej nic specjalnego, a jednak warto przyjrzeć się jak dorastała i co osiągnęła jedna z najbardziej wpływowych firm na świecie.

Welcome to Macintosh

Całkiem fajnie przedstawiona historia Apple, od momentu powstania, przez kolejne upadki, projekty kolejnych produktów, aż do dzisiaj. Sporo o inspiracjach, ogólnie o marketingu, bardzo dużo o problemach i sporo o Steve Jobsie.

Welcome to Macintosh

MacHeads

Film poświęcony społeczności zgromadzonej wokół Apple i bezwarunkowemu oddaniu marce przez fanów. Często mówi się, że produkty Apple to nie hardware czy software, ale po prostu styl życia.

MacHeads