Gazeta 2.0
Mag + Sports Illustrated Reklama The SunInternet głosi wszem i wobec, że czas standardowych, fizycznie istniejących gazet z papieru powoli mija. Ja sam sądzę, że gazet owszem, będzie mniej, ale zostanie też nie mało. Wśród ocalałych znajdą się wszystkie te pisma, które zadbają nie tylko o treść, ale również sposób jej prezentacji. Przyszłość czasopism i magazynów widzę właśnie w barwach takiej elity wyrastających ponad wszystkie treści podawane w formie elektronicznej. Dopracowane artykuły, pisane łatwym, ale równocześnie eleganckim językiem. Duże zdjęcia dobrej jakości, które nie są tylko ozdobnikiem tekstu, ale wartością samą w sobie. Dbałość o typografię, rozkład treści, dużo wolnej przestrzeni na stronach. I w końcu bardzo dobrej jakości papier i tusz - zapachu kartek zaraz po otwarciu świeżo kupionego magazynu i refleksów światła na stronach nie zastąpi żaden elektroniczny gadżet.
To na pewno nie będzie dla wydawców łatwe. Magazyny i gazety, które w tej chwili postrzegane są jako te ze średniej półki (nie cenowej, a jakościowej) będą musiały bardzo się postarać, żeby przetrwać. Te najsłabsze nie mają raczej szans i jeśli będą chciały zachować markę, przejdą całkowicie na publikacje elektroniczną w najprostszej formie - strony WWW. Czasopisma, które dzisiaj uważa się za te lepsze
nie wymrą tylko jeśli staną się jeszcze lepsze - najczęściej elementem, który najłatwiej poprawić jest właśnie sposób prezentacji treści.
Tak właśnie w mojej głowie rysuje się wizja przyszłości wszelkich wydań papierowych. Prawdopodobnie droższe, jednak dopracowane do granic możliwości egzemplarze - swego rodzaju dzieła sztuki, albo przynajmniej wzorowe przykłady dobrego designu, wykonania i treści. Jednocześnie ich elitarność będzie podkreślana przez niewielką ilość wydań. Biorąc na przykład rynek polski. Mamy kilkadziesiąt dużych, stabilnych marek i pewnie kilkanaście razy więcej mniejszych pisemek, często wydawanych tylko lokalnie. Wśród nich połowa zniknie, druga przeniesie się do sieci, a tylko kilka ma szansę dostać się do tego elitarnego grona "ocalałych", oczywiście jeśli w porę zauważą, że czas na zmiany. Czy może się okazać, że w jakimś kraju zabraknie tych specjalnych wydań? Sądzę, że to całkiem realne, szczególnie w krajach w których mentalność powstrzymuje przed jakimikolwiek zmianami.
No dobra. Powiedzmy, że mamy już grupkę kilkudziesięciu 'elitarnych' czasopism (czy gazet) na świecie. Każdy egzemplarz można by oprawić w ramki i powiesić na ścianie, a do tego uczyć przyszłe pokolenia grafików czym jest dobry design, dziennikarzy jak wygląda idealny artykuł a drukarnie kiedy o wydaniu można powiedzieć, że jest dobre. Czy jest w tym wszystkim miejsce dla czegoś jeszcze? Jakiś dodatkowy segment, który zatrze różnice między dwoma skrajnościami jakimi są fizyczna i elektroniczna postać gazety?
Być może. I tego właśnie próbują się dowiedzieć wydawnictwa i producenci sprzętu. Głównym założeniem przy projektowaniu rozmaitych gadżetów mających konkurować z tradycyjnymi gazetami jest właśnie przeniesienie tradycji w nowoczesny świat multimediów. Dlatego też większość wyposażona jest w ekrany dotykowe, dzięki którym elektroniczną lekturę możemy "obsługiwać" w taki sam sposób, jak postępowalibyśmy ze standardowym wydaniem. Wydaje się, że główną nowością jest po prostu możliwość serwowania dodatkowych treści. Bo w tej chwili nie widzę za bardzo czym wydania tradycyjne miałyby się różnić od nowoczesnych. Patrząc od strony końcowego użytkownika oczywiście. Bo przecież zagłębiając się w szczegóły wiemy, że to mniejsze zużycie papieru i pozostałych składników druku, łatwiejsza logistyka (rozesłanie nowego numeru do urządzeń przeciw rozwożeniu ich do sprzedawców detalicznych). Pewnie nawet poprawianie błędów, które przedostały się przez korektę. To wszystko są ułatwienia dla wydawców. Pomija się proces fizycznej produkcji i transportu. Jakie korzyści otrzymają czytelnicy?
Wydaje się, że wśród wszystkich dostępnych dzisiaj prezentacji właśnie o tym się zapomina. Wciąż muszą funkcjonować dwie opcje zakupu - prenumerata i sprzedaż pojedynczych "egzemplarzy". Ta pierwsza zyska na znaczeniu. Płacimy za rok z góry i codziennie rano dostajemy do poczytania gazetę, wystarczy tylko podnieść czytnik, który wcześniej sam pobrał nowy numer i informuje nas o tym migającą diodą. Fajnie, nie trzeba iść do skrzynki czy kiosku. To, co stanowi główną zaletę danych trzymanych w formie elektronicznej, to łatwa możliwość przeszukiwania. W dziennikach pewnie mniej przydatne, ale możliwość znalezienia artykułu z National Geographic
sprzed kilku lat za pomocą indeksu i kilku słów kluczowych wydaje się być rozwiązaniem idealnym, zwłaszcza jeśli od razu będziemy mogli ten numer kupić za pomocą dwóch kliknięć, jak teraz robi się to np. w iTunes Store. W szkicach koncepcyjnych znaleźć można również dodatkowe materiały multimedialne - więcej zdjęć czy krótki filmik z najładniejszej bramki w ostatnim meczu.
Projektanci skupiają się na interfejsie użytkownika i samym wyglądzie elektronicznych magazynów. Fakt, to jedna z tych ważnych rzeczy, która źle zrobiona, może powstrzymać czytelników przed migracją z formy papierowej. Tyle, że to nie jest wielkie wyzwanie. Wystarczy podążać za sprawdzonymi rozwiązaniami wprowadzonymi np. w iPhone. Prawdziwe wyzwanie to przekonanie nas, że chcemy wydań elektronicznych, zamiast papierowych czy po prostu przejrzenia wszystkich informacji na stronie internetowej. Nie da się nie zauważyć, że elektroniczne czytniki to próba stworzenia nowego segmentu na rynku, umożliwiającego pobieranie opłat za to, za co nikt nie chce płacić w dzisiejszym internecie. Bo nie chcemy płacić za informacje, zdjęcia z meczu, czy artykuły. Wszystko to mamy za darmo w sieci i pytanie, czy wydawcom uda się przekonać nas, że chcemy wydać na to pieniądze. Nawet jeśli zdjęcia i teksty będą lepsze, to przecież zwykły czytelnik najczęściej albo tego nie zauważy, albo przymknie oko, bo jeśli ma wydać więcej na odrobinę lepszą jakość, to jednak zostanie przy przejrzeniu wiadomości z WP czy zdjęć z meczu, które ktoś umieścił na Flickr.
Nie mniej jednak od strony designu i user-experience jest to fajne zagadnienie, chociaż - jak pisałem - niezbyt wymagające. Główny problem to zarządzanie tym wszystkim, czego nie ma w ogóle przy papierze - zakładki, wyszukiwanie, kopiowanie i rozsyłanie fragmentów wśród znajomych. Trzeba to zrobić tak, żeby było równie proste i intuicyjne jak obsługa samego magazynu. Koncepcja Mag+ wydaje się być najwygodniejsza do czytania (niewielkie rozmiary, wąska kolumna tekstu, prosta nawigacja), ale jednocześnie traci dużo przez mały ekran i pionowe położenie. Nie ma tam pola do popisu dla dobrego projektu strony - mieści się tyko jeden element na którym skupić ma się czytelnik. Zdecydowanie bardziej podoba mi się propozycja Time, Inc. Sports Illustrated śmiało można nazwać multimedialną platformą. Proste dźwięki w tle, uzupełniające statyczne obrazy, miejscami krótkie nagrania i dynamiczny interfejs, a magazyn nie musiał pozbywać się ciekawie zaprojektowanych stron. Tutaj obawiam się przesady tej dodatkowej zawartości, szczególnie po tym, co widać na prezentacji pod koniec.
Widać nie wszyscy obawiają się elektronicznej konkurencji. ;) Angielski The Sun stworzył swoją wizję "dotykowego" magazynu. Reklama co prawda prześmiewcza, ale jednocześnie sporo w niej prawdy. Bo widzisz, drogi wydawco, czym mnie przekonasz do swojej wizji przyszłości?
Komentarze
Nie doceniasz tabloidów. One nie umrą, a ich obecna forma jest właściwa dla docelowego odbiorcy ;]
Zal: Do jakichś dokładniejszych badań się nie dogrzebałem, ale znalazłem kilka mniejszych - tabloidy czytają głównie osoby starsze. Więc kolejne pokolenia musiałyby pójść tą samą drogą, żeby chcieć je czytać. Wydaje mi się jednak, że gdy obecne pokolenie czytelników tabloidów przejdzie, kolejne już prasy brukowej kupować nie będzie.
Wired w formie elektronicznej
Pisałem niedawno o pomysłach na wydawanie gazet i magazynów w formie elektronicznej. Przyglądałem się dwóm koncepcjom i dwóm dość odmiennym podejściom do interfejsów i tego jakie dodatkowe korzyści może przynieść przeniesienie wersji[...]