second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wired w formie elektronicznej

Pisałem niedawno o pomysłach na wydawanie gazet i magazynów w formie elektronicznej. Przyglądałem się dwóm koncepcjom i dwóm dość odmiennym podejściom do interfejsów i tego jakie dodatkowe korzyści może przynieść przeniesienie wersji papierowej w nowoczesny, multimedialny świat. Do grona wydawców, którzy chcą oferować swoje publikacje w takiej formie dołącza technologiczny Wired.

Nie znamy urządzeń na których uruchomić można będzie aplikacje przygotowaną przy współpracy wydawnictwa, jednak znamy partnera ją przygotowującego - Adobe. Decyzja co najmniej dziwna. Powszechnie uważa się, że magazyn będzie sprzedawany przez iPada, a jak wiadomo Apple nie bardzo lubi się z Adobe i technologiami stworzonymi przez amerykańskie przedsiębiorstwo. Całość ma opierać się na AIR, a na produkt sygnowany jabłuszkiem przeniesione zostanie przez (będący jeszcze w fazie testów) Packager. Ten w teorii ma umożliwiać bezproblemowe kompilowanie aplikacji stworzonych we Flasu i AIR na platformę zamkniętych produktów Apple.

A jak prezentuje się samo GUI? Założenia wydają się bardzo podobne do Sports Illustrated omawianego w poprzednim artykule. Tutaj też mamy dodatkowe zdjęcia, wideo, czy nawet modele 3D pozwalające obejrzeć dany produkt z każdej strony. Mamy też kilka opcji ułatwiających przeglądanie materiałów oraz obowiązkowo funkcje umożliwiające dzielenie się treściami. Wydaje mi się jednak, że całość nie wygląda tak dynamicznie jak powinno. Na szczęście nie ujednolicono sposobu publikowania artykułów i każdy wygląda inaczej, jednak prezentacja Sports Illustrated dalej pozostaje niedościgniona. Widzieliśmy tam dużo większą dynamikę połączoną z prostszym interfejsem. Nie mniej jednak i tak jest bardzo dobrze. Tym bardziej, że Condé Nast Publications - wydawca magazynu - chce aby udostępniane treści dostępne były na wielu platformach.

Samomieszająca się szklanka

Anna Gram': Ceramic for Mix, 2007 Anna Gram': Ceramic for Mix, 2007 Anna Gram': Ceramic for Mix (2007)

Znacie to uczucie kiedy robicie sobie herbatę, posłodzicie ją, ale zapomnicie pomieszać? Wychodzicie z kuchni z kubkiem w ręku, siadacie wygodnie przed telewizorem albo komputerem, łyk napoju i już wiadomo co jest nie tak (nie słodzący niech zamilkną). ;) Komu się chce wtedy wstawać po łyżeczkę? Grupa Anna Gram' stworzyła samomieszającą szklankę. Idea jest prosta - na poszerzonym (zabezpiecza przed wypadnięciem) dnie umieszczono ceramiczną kulkę, która miesza napój kiedy kręcimy szklanką.

Szkoda, że całość nie ma uszka - w końcu gorące napoje ciężko trzymać dotykając bezpośrednio szklanki. Do tego jestem przekonany, że kulka ciągle by się gdzieś gubiła… Nie mniej pomysł ciekawy.

Identyfikacja wizualna Euro 2012

Wejście do Pałacu Kultury i Nauki Wejście do Pałacu Kultury i Nauki Zbigniew Boniek i Андрій Шевченко Zbigniew Boniek i Андрій Шевченко Puchar Henri'ego Delaunay Puchar Henri'ego Delaunay Pojemniki z nazwami krajów biorących udział w Euro 2012 Pojemniki z nazwami krajów biorących udział w Euro 2012 Logo Euro 2012 podczas odsłonięcia w Kijowie Logo Euro 2012 podczas odsłonięcia w Kijowie

Sportem w sensie oglądania, kibicowania itp. raczej się nie interesuję, chociaż pograć bardzo lubię. Tak czy inaczej trafiłem na transmisję z losowania drużyn na Euro 2012 i zamiast się skupić na tym, co teoretycznie najważniejsze - składach grup - zacząłem przyglądać się identyfikacji wizualnej. O tym, że jestem fanem zaprojektowanego przez portugalskie Brandia Central logo pisałem już wcześniej, ale obca była mi cała reszta koncepcji związanej z imprezą. Tymczasem okazuje się, że to chyba pierwsza polska (przynajmniej częściowo) gala, która została przygotowana perfekcyjnie. Pewnie dlatego, że na zlecenie UEFA, nie mniej jednak…

Po czym widać profesjonalizm i co wyróżnia te przedsięwzięcie na tle wszystkich poprzednich? Po spójności. Cała identyfikacja fantastycznie ze sobą współgra. Kolory, grafiki, wystrój sali, ładnie zaprojektowane OSD. Wszędzie motyw wycinanek - od loga, przez elementy OSD, wielkie grafiki na sali kongresowej, a nawet na pojemnikach z nazwami krajów przy losowaniu. Sala również wyglądała świetnie. Bardzo mi się podoba wykorzystanie wszędzie fioletów. Ostatnio zdecydowanie modny w designie, a odpowiednio użyty wygląda poważnie, ale nie sztywno (w przeciwieństwie na przykład do granatowego). Sala oświetlona w tym odcieniu prezentowała się świetnie. Ba! Zadbano nawet o krawaty ambasadorów losujących pojemniki z nazwami drużyn. Bardzo podobały mi się również animacje wieńczące prezentacje poszczególnych miast biorących udział w turnieju.

O ile warstwa wizualna zaprojektowana i wykonana została z dbałością o szczegóły i spójność, tak muzyka prezentuje już niższy poziom. Nie jest specjalnie zła, tylko dość nijaka, a fajnie byłoby gdyby łączyła się w jakiś sposób z całą resztą.

Losowa okładka albumu

Uceroz: Pappeltalks, 2009 Uceroz: Pappeltalks, 2009 Uceroz: Pappeltalks (2009)

Żeby stworzyć dobrą okładkę do albumu na pewno trzeba się postarać. Musi być przecież nie tylko ładną grafiką, ale też pasować do stylu wykonawców i najlepiej do poprzednio wydanych albumów. Hubero Kororo wpadł na całkiem odmienny pomysł i zdał się na całkowitą losowość przy tworzeniu okładki na potrzeby albumu Pappeltalks.

Gdy całość jest zamknięta wygląda jak proste pudełko w minimalistycznym stylu. Biały papier z prostą czcionką. Cała magia zaczyna się gdy chcemy dostać się do środka. Rozrywa się wtedy pojemnik z fioletowym tuszem, który wycieka i wysycha na froncie robiąc po prostu kleksa. Pomysł całkowicie oryginalny, a każda z 60 limitowanych sztuk będzie się od siebie odróżniać. Jak całość działa w praktyce widać na nagraniu poniżej.

Bardzo podoba mi się też zaprojektowana przez tego samego autora szachownica. Świetne kształty!

Hardware jako usługa

Linc Linc Linc thegreenergrass.org: Linc

Wszyscy wymieniamy sprzęt. Wszyscy wymieniamy sprzęt, bo sprzęt się starzeje. Kupujemy telefon, telefon po dwóch latach staje się przestarzały, a my przecież chcemy nadążać za rozwojem technologii i korzystać ze wszystkich udogodnień, które oferują producenci. Stare urządzenie - jeśli jeszcze działa - sprzedajemy albo komuś przekazujemy. Jeśli nie działa, leci na śmietnik, choć oczywiście na koniec wszystkie urządzenia tam kończą.

A co gdyby nie sprzedawać produktu, ale usługę? W końcu rynek właśnie do tego dąży - to usługi zajmują najważniejszą pozycję, a sam produkt schodzi na margines. Pytanie w jaki sposób można przekształcić w tak sprzedawane dobra? W niewielkim stopniu robią już tak operatorzy sieci komórkowych. Sprzedają abonament dołączając do tego telefon, choć oczywiście klienci często postrzegają to całkiem odwrotnie. Ten model można zdecydowanie ulepszyć.

Swego czasu thegreenergrass.org przedstawiło koncepcję zwaną Linc. W uproszczeniu jest to usługa w której płacimy np. miesięczny abonament, w zamian zaś dostajemy telefon (chodzi głównie o ideę, nie sam projekt telefonu). W ramach abonamentu producent co roku wymienia nam telefon. Przysyła nowy model, z wprowadzonymi wszystkimi ulepszeniami, piękną obudową, szybszymi komponentami i nowymi możliwościami jakie wprowadzono w przeciągu roku. Urządzenie synchronizuje się bezprzewodowo ze starym aparatem, dzięki czemu nie musimy martwić się w żaden sposób o swoje dane. W zamian za to, my odsyłamy telefon do producenta.

Po co? Żeby wykorzystać to, co z niego zostało. Urządzenie jest skonstruowane tak, że możliwy jest jego łatwy i automatyczny demontaż, a każda część może być powtórnie wykorzystana. Aluminium i szkło z obudowy do kolejnych modeli, procesor do innych urządzeń itd. Elementy, które nie mogą być wykorzystane ponownie są zabezpieczane i utylizowane przez producenta.

My nie musimy się o nic martwić - co roku dostajemy nowy telefon, odsyłamy stary, a ten jest poddawany recyclingowi. Brzmi świetnie - i dla użytkownika i dla środowiska. Oczywiście wiele zależy od tego jak kształtowały się ceny, ale można powiedzieć, że przez rok zbieramy na tańszy telefon płacąc abonament. Tańszy, bo złożony poniekąd z poprzednich modeli. W koncepcji thegreenergrass.org chodzi o aparat telefoniczny, a co gdyby rozszerzyć ten pomysł na więcej produktów. Czy gdyby np. oferować podobną usługę do komputerów PC, nie skorzystali by na tym wszyscy?

Nie wiem jak wiele elementów z blaszaka można wykorzystać, ale na pewno kilka się znajdzie. Co jakiś czas dostajemy nowy komputer, z hardwarem mogącym udźwignąć choćby nowe gry. Zbliża to PCta do konsoli, prawda? Nie musimy się martwić sprzętem. Dodatkowo można oferować jakieś usługi połączone np. zniżki na gry (bo przecież wydawcy też na tym korzystają). Można byłoby pokusić się o podobne rozwiązanie w przypadku samochodów (i powiązać taki abonament z np. ubezpieczeniem), choć to akurat wymagałoby głębszego zastanowienia. Zasada jest prosta - im więcej elementów w starym modelu można wykorzystać i poddać recyclingowi, tym tańszy kolejny model i większy zysk dla środowiska. Bylibyście gotowi płacić taki abonament choćby w przypadku telefonu?