second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wpis dodany roku w kategoriach Ogólne i otagowany słowami: praca, spotkanie, Trackback.

Tendencja do gadania i pustych spotkań

Jestem ostatnio dość aktywny na polu „zawodowym”, współtworzę od zera dwa startupy, szukam funduszy, staram się międzyczasie rozwijać sieć znajomości, które pomogłyby mi w rozwoju secondgate i prywatnych projektów. To wszystko wiąże się oczywiście z poznawaniem mnóstwa ludzi, z ustalaniem szczegółów, spotkaniami, wymianą danych, telefonami…

Nie będę ukrywał, że ze mnie raczej niezbyt uspołeczniona jednostka. Najczęściej nie lubię rozmawiać, nie mam ochoty poznawać losowych ludzi i spotykać się w gronie bliżej nieznanych mi osób, choć często nie mam ochoty na spotkania i z tymi, z którymi pracuję już jakiś czas. Słowem – mam dość. ;)

Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach wszyscy lubią dużo mówić. Średnio cztery razy w tygodniu mam jakieś spotkanie inicjowane przez tę drugą stronę, w żadnym razie nie przeze mnie. Najczęściej po takich spotkaniach nie wiem nic więcej ponad to, co już wiedziałem, nie dostaję żadnych wytycznych, których już nie dostałem, po prostu nie dają one kompletnie nic. Dwa przykłady.

Oglądamy design, który stworzyłem dla jednej z całkiem dobrze znanych polskich marek. Wszystko się podoba, wszystko okej, tylko woleliby użyć innego koloru w jednym miejscu. Okej, mi pasuje, ale dlaczego musiałem przejechać te ileś tam kilometrów, żeby to usłyszeć? Tak, tylko i wyłącznie to, nic więcej poza krótką grzecznościową rozmową. To wygląda bardziej profesjonalnie, prawda? ;) Dla mnie ani trochę. To wygląda jak marnowanie zasobów. Czasu – bo go ewidentnie tracę, a mógłbym popracować. I pieniędzy – bo dojazd kosztuje, a ja sobie za stracony czas doliczę do wypłaty.

Przykład drugi. Spotkanie, żeby ustalić plan na następne dwa tygodnie. Ja dobrze wiem, co muszę jeszcze zrobić i żadnego planu do tego nie potrzebuję, ale niech będzie. Po wszystkim oczywiście wiem tyle, ile wiedziałem wcześniej i dalej robię swoje, ale musiałem wstać o nieprzyzwoicie rannej porze, znów dojechać i znów stracić mnóstwo czasu na bezowocną gadkę.

To czego używać zamiast idiotycznych spotkań? Telefonu? Nie, maila! Obserwuję, że teraz usilnie próbuje się tę formę komunikacji zdegradować i na siłę wyrzucić z teraźniejszego świata, ale dla mnie nie ma nic lepszego. W drugim z powyższych przykładów wystarczyłaby wiadomość z dwoma krótkimi punktami, w pierwszym równie dobre byłoby jedno zdanie. Wszyscy na tym oszczędzamy, więc zastanówcie się na przyszłość czy jest jakikolwiek prawdziwy sens dzwonić, organizować spotkania zamiast wysłać zwykłego, darmowego i najczęściej krótkiego maila. Wszyscy na tym zyskamy. A do tego ja będę miał wszystko od razu zapisane i w każdej chwili będę mógł wyszukać informacje, które są mi potrzebne. Tak, to też oszczędność.

Komentarze

bnc1 13:19:59 | 26 lipca 2010

Heh, mam nadzieję że Twoi partnerzy tego nie czytają ;)

Tzn. dobrze by było gdyby przeczytali, ale nie wiedzieli o kogo konkretnie chodzi...

pecet 14:08:28 | 26 lipca 2010

Komunikacja głosowa ssie, ot co. Kiedyś może była na topie, ale od lat są już lepsze rozwiązania.

Marcin Kosedowski 14:22:16 | 26 lipca 2010

Oj, to to chyba nie jest zbyt znana marka, skoro nie używają e-maila;)
Każda korporozmowa kończy się przesłaniem tego samego co było powiedziane e-mailem, oczywiście z kopią do pięćdziesięciu tysięcy innych osób.

Ja na szczęście zdecydowaną większość spraw załatwiam e-mailem albo przez telefon, chociaż czasem brakuje mi spotkań ze współpracownikami. Nawet jeśli miałyby być bezowocne.

zx 14:43:45 | 26 lipca 2010

bnc1: Jeśli chodzi o ludzką głupotę, to jestem wredny i mówię takie rzeczy wprost. Mam nadzieję, że co poniektórzy przeczytają i przemyślą, nawet ekonomicznie.

pecet: Są sprawy i sprawy. Niektóre lepiej (dla klienta) załatwiać na żywo, ale myślę, że przynajmniej połowa z tego wszystkiego to kilka zdań mailem. Prostych zdań, a jak ktoś pisać nie umie to przecież od myślników można. ;)

Marcin Kosedowski: To nie korporacja, znana organizacja raczej, nie ma nawet -nastu pracowników chyba. Wszystko zależy od charakteru, ale ja wolę się spotkać ze znajomymi, albo nawet nieznajomymi, ale towarzysko zamiast tracić ten czas na korporozmowy.

sztosz 09:23:25 | 01 sierpnia 2010

Nie wiem kto Cię zapraszał na te rozmowy. W rozumienie osoba na jakim szczeblu. Większość menadżerów tworzy tylko niepotrzebną stertę analiz i "spotyka się", bo inaczej okazało by się, że to co mają do zrobienia mogą zrobić w połowę czasu, a przecież nikt nie chce się czuć nie potrzebny ;)