Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.
Jak na kogoś, kto średnio lubi science fiction muszę przyznać, że Mass Effect jest świetne. Głównie za sprawą fabuły pewnie, bo ta wciąga w wykreowany świat do tego stopnia, że czytałem nawet opisy wszystkich planet czy podręczną encyklopedię świata. Serio, jak dobra literatura. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że sama gra mogłaby być tylko dodatkiem. Co prawda główny wątek jest dość krótki i to raczej kilka złożonych misji, ale na samym początku dużo frajdy dostarcza latanie po tych wszystkich bardziej oddalonych planetach i oglądanie otoczenia. Szkoda tylko, że ten element trochę zmarnowano, bo nie znajdziemy na żadnej nic ciekawego.
Do tego rozmowy. Rzadko się zdarza, żebym czytał dialogi od początku do końca, a tutaj są one na tyle ciekawie prowadzone, że chce się w nich uczestniczyć. Muzyka trochę denerwuje, bo jest jej okrutnie mało. System walki nie powala, ale nie nudzi. Na początku nawet potyczki wydawały mi się bardzo trudne, ale to tylko złudzenie przy pierwszym podejściu. Myślałem nawet, że zostanę zmuszony do jakiegoś taktycznego myślenia i zarządzania moją drużyną, ale wystarczy po prostu poczekać aż przeciwnik się wychyli i strzelać. Trochę szkoda.
Jedna z tych gier, które wciągają i to nie z powodu samego gameplaya, ale fabuły. Nie często się zdarza, dlatego wszystkim, którzy wymagają od grania czegoś więcej niż tylko czystej rozrywki mogę polecić. Jak ktoś chce postrzelać, to są lepsze tytuły. Czekam z niecierpliwością aż będę mógł przetestować drugą część, też miodna podobno. Galeria.
Nowy Lotus Elite po prostu wymiata. I mógłbym tak skończyć, ale chętnie porozpływam się jeszcze chwilę nad designem. To najpiękniejsza linia nadwozia jaką widziałem. Tak właśnie łączy się klasyczną elegancję z nowoczesną, sportową sylwetką. A do tego nie wygląda jak transformers, tylko potężna i stabilna maszyna. Z tego co zdążyłem wyczytać auto wyposażono w składany dach, ale nie ma na razie zdjęć ze środka. Szkoda, bo tutaj jestem najbardziej wybredny.
Dajcie mi tylko to w innym kolorze (chyba, bo ten srebrny w połączeniu z przyciemnianymi szybami rozkłada mnie na łopatki) i z silnikiem elektrycznym, bo nawet jakbym pozaciągał mnóstwo kredytów, to nie będzie mnie stać, żeby się przejechać do sklepu po pieczywo. ;)
Nie wiem skąd u mnie ostatnio pociąg do retro designu, ale zdecydowanie podoba mi się nowy aparat od Fuji – FinePix x100. Podoba mi się nie tylko dlatego, że nie idzie za modą i ma jeden (podobno bardzo dobry) obiektyw umiejscowiony na stałe, nie dlatego, że potrafi zapisywać RAW i w ogóle jest świetny technicznie, ale przede wszystkim podoba mi się, bo ma świetny design. Może nie jestem orłem w wiedzy o fotografii, ale tak kiedyś wyglądały aparaty, a ten bierze wszystko co najlepsze z tych starszych i łączy z nowoczesnością.
Nawiązując do mojego wcześniejszego marudzenia o bezcelowych spotkaniach. Jaki jest dobry filtr na wartościowych klientów? Brak telefonu. Wszystkim nowym klientom, kiedy się do mnie zgłaszają i proszą o telefon, odpowiadam, że nie mam służbowego numeru i proszę o kontakt mailowy. Na początku wydawało mi się, że to dość ostre zagranie z mojej strony i mogę przez to trafić dużo przydatnych kontaktów, ale w praktyce okazuje się, że większość nie okazuje nawet zdziwienia i akceptuje każdą alternatywną formę kontrataku.
Czy w dzisiejszych czasach w ogóle można nie mieć telefonu? Dla kogoś takiego jak ja, czyli osoby, która wybitnie nie lubi rozmów telefonicznych (a do tego średnio je znosi fizycznie) oczywistym jest, żeby tę formę kontaktu, jako mało praktyczną, zminimalizować. Nie mam numeru na wizytówce, nie podaję pracodawcom. Telefon jest dla mnie formą kontaktu ze znajomymi i rodziną. Nie z pracą. Gdybym używał telefonu służbowo, przez połowę dnia pracy nie robiłbym nic poza odbieraniem go i porządkowaniem żółtych karteczek na których zapisywałbym kto czego chciał.
Prawda jest jednak taka, że czasami mój numer przedostaje się do sfery pracy. Kiedy któryś znajomy mnie poleca na przykład. I mogę powiedzieć, że tyle wystarczy żeby odbierać telefon zbyt często. Dlatego, drogi pracodawco, nie dziw się, że nie odbieram telefonu. W tym czasie pracuję nad twoim zleceniem.
Free Spirit Spheres to niewielkie domki na drzewach wynajmowane na jedną noc (Vancouver Island w Kanadzie). Wyglądają baśniowo, wisząc sobie na drzewach z drewnianymi schodami wijącymi się wokół pni. Co fajne, można sobie kupić gotowe części i zmontować coś takiego samemu (dokładne ceny nie są podane, ale spodziewałem się jednak wyższych). Gdybym wszedł do lasu gdzie wisiałoby kilka takich kul, zaraz obok spodziewałbym się małych skrzydlatych wróżek obsypujących mnie magicznym pyłkiem.
Tonkin Liu: Singing Ringing Tree, Lancashire, Wielka Brytania (2006)
Kolejne z dzisiejszych monumentów to Singing Ringing Tree wykonane przez Tonkin Liu. Całość to spora konstrukcja ze stalowych rur ułożonych w konkretny sposób na kształt drzewa. Zobaczyć ją można w hrabstwie Lancashire (Wielka Brytania). Pełni nie tylko rolę wizualną, bo przy wietrze z rur wydobywają się dźwięki niskiej częstotliwości.
Muzyką bym tego nie nazwał, fajnym tłem do otaczającego krajobrazu też nie. Takie odgłosy widziałbym bardziej gdzieś na Marsie. ;) Nie mniej jednak to kolejny z projektów, który, gdyby przetrwały jakąś globalną wojnę wyniszczającą ludzkość, stanowiłby nie lada zagwostkę dla przetrwałych. Nie idź tam! Wielkie drzewo na wzniesieniu to dom mówiących dusz!
Wiecie czego mi brakuje w teraźniejszości? Monumentów. Takich wielkich i tych małych. Są budowle, które jeździ oglądać cały świat. Piramidy, stare miasta, pomniki i ogrody. Tylko, że prawie wszystkie zostały stworzone kiedyś. Ciężko teraz o takie naprawdę efektowne miejsca. Dlatego bardzo doceniam jak ktoś próbuje to zmienić.
Zdobywca nagrody 2010 Boston Society of Architects Unbuilt Architecture, czyli projekt The Land of Giants to dla mnie coś pięknego. Przerobienie standardowych słupów podtrzymujących linie wysokiego napięcia w wielkie statuy, to pomysł przed którym chylę głowę. Ja wiem, że one nie są specjalnie odporne, ale kto wie – może to właśnie takie coś zostanie po nas za kilkaset lat, a po jakiejś katastrofie przyszłe pokolenia będą się zastanawiały jakie bóstwa czciliśmy? ;) Aha, całość na mojej ulubionej Islandii.