second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Holenderska zima

Zastanawiałem się czy powyższe nagranie powinno trafić na bloga i dalej nie jestem pewien, ale… Kurcze, jest w tym coś magicznego. Pamiętacie jak, jako dzieci, wiecznie żałowaliście, że takie wielkie otwarte lodowiska to widać tylko na filmach? Że u nas jeziora nie zamarzają na tyle, żeby po nich jeździć? Holenderskie rzeki zamarzają. I wszyscy z tego korzystają. Bardzo lubię łyżwy, ale średnio lubię to, że na lodowisku muszę jeździć w kółko w tę i z powrotem.

Gdybyście wybierali się do Holandii, zarezerwujcie dwa dodatkowe miejsca. ;) Nagranie pochodzi z Lemmer na północy kraju. Autor twierdzi, że taka okazja nie zdarza się często, ale z drugiej strony, patrzcie jak wiele osób ma własne łyżwy… ;) Muzyka to Ice Dance autorstwa Paula Reevesa.

Kompletna instrukcja używania @font-face

Designerzy stron internetowych dostali do ręki potężne narzędzie. Mogą teraz niemal dowolnie przebierać w potężnej bazie rozmaitych fontów i używać ich na stronach internetowych. Do tej pory byliśmy ograniczeni do tego, co na swoim komputerze zainstalowane miał użytkownik, więc – w praktyce – do fontów, które dostępne były standardowo z systemem operacyjnym. Trochę ograniczało to pole do popisu, zwłaszcza kiedy chcieliśmy wyróżnić stronę. Było co prawda kilka technik, które pozwalały używać w jakimś stopniu własnych fontów – umieszczanie ich w obrazkach, albo wyświetlanie przy połączeniu JavaScript i Flasha. Tyle, że nie było to wygodne rozwiązanie. Nawet nie tyle dla twórców, co dla użytkowników.

Całe szczęście, ktoś to zauważył i w CSS3 (właściwie wcześniej, jednak przeglądarki nie wspierały ówczesnych rozwiązań) mamy możliwość osadzania na stronach dowolnego fontu.

Ciekawe zdjęcia zza sceny Star Wars

Des Webb w kostiumie. Miał na sobie buty na wielkiej podeszwie na której nie dało się iść zbyt daleko. Des Webb w kostiumie. Miał na sobie buty na wielkiej podeszwie na której nie dało się iść zbyt daleko. Phil Tippett i Jon Berg przygotowują animację poklatkową walkerów Phil Tippett i Jon Berg przygotowują animację poklatkową walkerów Harrison Ford siedzi na tyłach X-Winga Harrison Ford siedzi na tyłach X-Winga Alan Arnold, Irvin Kershner, Harrison Ford, Carrie Fisher i Billy Dee Williams Alan Arnold, Irvin Kershner, Harrison Ford, Carrie Fisher i Billy Dee Williams Scena, w której Luke dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu Scena, w której Luke dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu

Vanity Fair opublikowało kilka zdjęć z wydanej w 2010 roku książki The Making of Star Wars: The Empire Strikes Back. To jedne z tych zdjęć, których nie widuje się często – zza sceny, pokazujących rozwiązania techniczne jakie zastosowano przy tworzeniu efektów specjalnych. Nie chcę kraść całej galerii, dlatego odsyłam do źródła.

Dlatego między innymi cenię stare filmy – wszystkie lokacje, urządzenia i gadżety trzeba było stworzyć. Do stworzenia efektów specjalnych potrzebne były bardzo kreatywne osoby, a po zakończonym dniu na planie zostawały prawdziwe miotacze laserowe i włochate kostiumy, których do dziś można dotknąć i obejrzeć. Co zostaje po dzisiejszych filmach poza tonami plastikowych figurek bez historii?

Canon Pixma: Bringing Colour to Life

Dentsu London: reklama Canon Prixima

Reklama jest bardzo ładna, to fakt. Na mnie jednak wrażenie robi, że to nie animacja. Jeszcze większe wrażenie robi na mnie ustawienie kamery makro (5000 klatek na sekundę) na urządzeniu, które obraca się wokół fotografowanego obiektu z tak dużą prędkością. Przecież to tylko malusieńkie (jedna kropla!) chlapnięcie, które trwa ułamek sekundy.

BTW, jakie jest dobre tłumaczenie z angielskiego rig?

Warszawa będzie miała nowe metro

BMW Group Designworks USA: Inspiro BMW Group Designworks USA: Inspiro BMW Group Designworks USA: Inspiro BMW Group Designworks USA: Inspiro wewnątrz Wnętrze Inspiro

Nie wiem jak zmieniły się plany po ostatnich dużych cięciach budżetowych, ale idea sama w sobie jest imponująca. Warszawa zleciła Siemensowi, który połączył siły z BMW Group Designworks USA, zaprojektowanie nowych wagonów metra, które miały być oddane do użytku w 2012 roku. Nowe pojazdy ochrzczono mianem Inspiro.

Nigdy nie jeździłem metrem, ale wystarczy posłuchać Warszawiaków, żeby wiedzieć jak jest niewygodne. ;) W nowym projekcie w ścianach bocznych nie chowano żadnej elektroniki, co przełożyło się na zwiększenie powierzchni wewnętrznej. Znalazło się tam jednak miejsce dla paneli wyświetlających informacje o trasie z mapą. Mam nadzieję, że wprowadzenie informacji o przesiadkach stanie się standardem. Informacji z dokładnymi godzinami, albo lepiej – czasem pozostałym do przyjazdu kolejnego środka lokomocji. No i… ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i w prosty sposób rozwiązał problem przepływu pasażerów na przystankach. Powiększono drzwi. Po prostu.

A żeby iść z duchem ekologii (ewentualnie ekonomii) ;) całość będzie zbudowana z lekkiego aluminium, co zmniejszy potrzebną do rozpędzenia moc i umożliwi recycling zużytego wagonu w 97,5%. Tak, to wszystko u nas, a ja patrzę trochę z niedowierzaniem i czekam aż to cudo faktycznie zacznie jeździć. W końcu jakieś fachowe podejście.

Paths of Hate

Platige Image: Paths of Hate (2010) Platige Image: Paths of Hate (2010) Platige Image: Paths of Hate (2010) Platige Image: Paths of Hate (2010) Platige Image: Paths of Hate

Całość skonstruowana jest na zasadzie klamry. Film otwiera i zamyka prosta anegdota graficzna – tytułowe ścieżki nienawiści to w rzeczywistości smugi na niebie pozostawione przez samoloty. „Paths of Hate” kończy się tym samym ujęciem, którym się zaczyna – setkami smug kondensacyjnych na niebie. Tego rodzaju kompozycja miała za zadanie wprowadzić wrażenie zawieszenia w pustce, błądzenia po zamkniętym kole, niedopowiedzenia i pewnej beznadziejności sytuacji.

Ostateczny czas pracy nad projektem wyniósł przeszło dwa lata a jego finalny kształt ewoluował względem pierwotnych prostych założeń. Na potrzeby filmu powstały dwa modele myśliwców oraz postacie pilotów. Poza tym skonstruowano otoczenia pełne gigantycznych cumulusów oraz ponad 10 kilometry kwadratowe trójwymiarowych Alp. Ogromna ilość ujęć z wnętrz kokpitów wymusiła opracowanie detali, choćby takich jak gwinty przy śrubkach czy też sprężynki w mechanicznych spustach. W każdym z samolotów tkwi kilkanaście tysięcy nitów i śrub ręcznie rozmieszczonych.

Platige Image znów daje o sobie znać. Tym razem w postaci Damiana Nenowa, który wyreżyserował krótkometrażowy (10 min) film pod tytułem Paths of Fate. Autor ma na swoim koncie kilka festiwali, maczał palce w będącej niedawno na fali Animowanej Historii Polski, a także współtworzył intro i outro do polskiej gry Wiedźmin.

Całość ma być surrealistycznym, ale poważnym filmem traktującym o pojedynku dwóch myśliwców, a przy tym o jednym z fundamentalnych problemów ludzkości, jakim jest skłonność do nienawiści. Dynamizm, przyjemna wizualnie stylistyka i chęć wciągnięcia widza w sam środek akcji to podstawy na których powstawał projekt. Nenow pisał scenariusz w trakcie zajęć w szkole filmowej. Nie wiem jak jest w filmówkach, ale u siebie na zajęciach też znalazłbym mnóstwo czasu na pisanie scenariuszy. ;)

Bardzo podoba mi się komiksowy styl. Niby to 3D, a jednak przy tych kolorach i prostej animacji wygląda bardzo efektownie i wpasowuje się w wojenny klimat. Nie mam pojęcia jak reżyser chce w obraz akcji wpleść przesłanie (bo przecież może się okazać, że to tylko takie marketingowe gadanie), ale trailer mi się podoba. Chętnie zobaczę co dalej.

Redesign Second Gate Studio Blog

Pierwszy design Second Gate Studio Blog Pierwszy design Second Gate Studio Blog

Pierwszego stycznia blog skończył trzy lata, a trzy lata to najwyższy czas, żeby zmienić trochę wystrój, tym bardziej, że poprzedni – mimo tego, że wydaje mi się nadal bardzo dobry – zdecydowanie się zestarzał. Motywacją były dwa czynniki. Po wejściu na stronę dało się zauważyć, że brakuje jej świeżości, że odstaje od dzisiejszych standardów i tego, co popularne w designie. Drugi to zmiana stylu pisania. Tak, jak kiedyś preferowałem dłuższe i wyczerpujące teksty na różne, najczęściej techniczne tematy, tak teraz skupiam się raczej na komentowaniu ciekawych rzeczy. Ciekawych głównie ze względu na użyteczność i nowatorskie rozwiązania, jak również ciekawych ze względu na ich „zdolności” do pobudzenia kreatywności i chęci do tworzenia. Myślę, że całkiem nieźle odzwierciedliłem to w tych kilku słowach.

Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie.

Potrzebowałem miejsca, w którym to obraz będzie stanowił główną treść. Bo w końcu tym się zajmuję – projektuję grafikę użytkową, interfejsy. I właśnie w tym kierunku ewoluował blog. Gdy przeglądałem notki od początku istnienia widziałem rosnącą tendencję do skracania własnej wypowiedzi, a oddania głosu temu, co chcę zaprezentować. Kiedyś doceniałem umiejętność pisania długich artykułów, z czasem doszedłem do wniosku, że raczej umiejętność przekazania informacji w jak najkrótszej formie jest sztuką.

Poprzedni design w żaden sposób nie wspierał nowych pomysłów, więc ponad pół roku temu zacząłem rozważać różne opcje redesignu. Nie ograniczam bloga sztywno do jednego tematu, dlatego potrzebuję layoutu na kilka okazji. Nie chcę jednak, żeby edycja każdego artykuły wymagała ode mnie zbyt wiele, tym bardziej, że Jogger (na którym mimo wszystko zostaję) siłą rzeczy nie wspiera kilku przydatnych rozwiązań. Postawiłem więc na trzy proste schematy.

Pojedyncza kolumna przy krótkich wpisach w których najważniejszy jest obraz Pojedyncza kolumna przy krótkich wpisach w których najważniejszy jest obraz Dwie kolumny kiedy piszę dłuższy tekst Dwie kolumny kiedy piszę dłuższy tekst Długa kolumna dla specjalistycznych artykułów Długa kolumna dla specjalistycznych artykułów

Kiedy to grafiki lub nagrania tworzą główną treść, skracam odrobinę długość linii tekstu dla jak największej wygody czytania, pozostawiają główny element duży (jak we wpisie Synthesizer 76). Bałem się, czy mój komentarz nie zginie gdzieś w natłoku obrazków, jednak wydaje mi się, że resztą designu udało mi się zachować odpowiedni balans. W poprzednim designie brakowało mi często możliwości umieszczenia podpisów pod elementami, tutaj są one obecne prawie pod każdą grafiką. Stanowią podpis i często jednocześnie odnośnik do źródła. Myślałem o tym, żeby tworzyć podpisy automatycznie, z wykorzystaniem JavaScript (bo ich treść to prawie to samo co umieszcza w atrybucie alt=""), jednak brakowałoby im waśnie wstawiania odnośników, zostałem więc przy – trochę bardziej pracochłonnym – umieszczaniu ich ręcznie.

Czasami zdarza mi się pisać dłuższe teksty, które w pojedynczej wąskiej kolumnie stają się bardzo długie. W takich wypadkach stosuje dwukolumnowy układ tekstu (Parz mamo! Jestem w telewizji…), z wykorzystaniem CSS3 (więc nie na każdej przeglądarce będzie je widać jeszcze przez jakiś czas). Na szczęście fallback jest automatyczny i kiedy software czytelnika nie obsługuje nowości, wyświetla się pojedyncza, długa kolumna. Taka sama jak przy trzeciej możliwej wersji layoutu, którą stosuję głównie do wpisów technicznych, gdzie na przykład operuję kodem. Tak zrobiłem w najpopularniejszym na blogu artykule o konfiguracji Mirandy.

Kolorystyka miała nawiązywać do poprzedniej wersji strony. Stąd delikatny beż i odrobina grafitowego niebieskiego w kilku miejscach. Do tego ostatnio czerpię inspirację głównie z profesjonalnego designu z lat 70, 80 i 90. Dostrzegam tam dużo większe przywiązanie do szczegółów niż obecnie, a minimalistyczne podejście było odzwierciedlone idealnie. Takie barwy kojarzą mi się właśnie z tym okresem. Tutaj muszę zaznaczyć, że trochę eksperymentuję. Kontrast samego tekstu jest odpowiednio duży, jednak postanowiłem elementy dodatkowe jak najbardziej ukryć zmniejszając go na przykład w sidebarze. Prawie do minimum, co może się okazać przegięciem – zobaczymy. Oprócz tego niezbyt wyraźnie wyróżniłem linki. Specjalnie, bo wydaje mi się, że dużo linkuję a ich odmienność od tekstu przeszkadza przy czytaniu. To również teoretycznie niezbyt dobre rozwiązanie.

Paratype PT Sans Narrow PT Sans Narrow PF Din Compressed Pro PF Din Compressed Pro Arial Narrow Arial Narrow

Tak samo eksperymentalnie traktuję typografię na blogu. Zrobiłem coś, czego nie powinno się robić – użyłem trzech podobnych do siebie fontów. Do tego użyłem wariantu skondensowanego (litery są węższe). Wydaje mi się, że znacznie bardziej pasuje to do stylu Second Gate, jednak może się okazać, że na dłuższą metę za bardzo utrudni czytanie, wtedy będę musiał zastanowić się nad innym rozwiązaniem. Mi czyta się wygodnie, ale muszę zebrać więcej opinii.

Czcionka treści to zaprojektowana w 2009 roku przez ParaType PT Sans. W zamierzeniu skierowana na rynek rosyjski – wspiera wszystkie wariacje cyrylicy używanej przez mniejszości w Rosji. Jej powstanie sponsorowane było przez rosyjską Agencję Prasy i Komunikacji Masowej. W tej chwili czcionka jest na darmowej licencji, choć jest miejscami uboga. Na przykład używana przeze mnie wariacja Narrow nie posiada pochyłych znaków. Stanąłem przed problemem, który raczej ciężko obejść nie zmieniając fontu. W rezultacie do pochyłego tekstu stosuję Arial Narrow. Uczeni w typografii od razu zauważą różnicę i jeszcze będą mnie wyzywać od nieuków czy innych baranów, ale sądzę, że zwykły czytelnik nie będzie miał z tym problemów. ;) Przyciski to również PT Sans w wariacji Caption.

Do tytułów używam jednej z wariacji czcionek DIN, która jest klasyką samą w sobie. Stosuję wersję z domu Parachute, ponieważ miała w miarę przystępną cenę, w przeciwieństwie do tej, której użyłem w nowym logu Second Gate Studio. To również DIN jednak z domu FontFont. Ta druga znacznie bardziej mi się podoba, ale jej cena jest iście kosmiczna. Musiałbym zapłacić prawie 200 euro za dwa pliki! O samej czcionce i logu napiszę w przyszłości, tutaj dodam tylko, że wygląda naprawdę elegancko w tytułach.

Poza takimi ogólnikami jest też mnóstwo szczegółów, jak użyte CSS transitions, zmiany playerów wideo na HTML5 (za jakiś czas przerobię również playery audio), zoom obrazków, odrobinę integracji z Facebookiem, zwróciłem większą uwagę na poprawną typografię we wpisach, użyłem Base64 do zapisania plików graficznych w CSS (mniej zapytań do serwera) i od tej pory nie będę skracał wpisów na stronie głównej, a w kanale RSS w końcu pojawią się obrazki. Zachęcam więc do subskrypcji pełnych wpisów, a dla was zostawiam komentarze gdzie chętnie poczytam opinie, nawet te najbardziej krytyczne. Bo ten design to jeden wielki eksperyment.