second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wpis dodany roku w kategoriach Ogólne i otagowany słowami: autor, książka, prawo autoskie, Trackback.

Neil Gaiman o pirackich książkach w sieci

Głos rozsądku o umieszczaniu pirackich ebooków w sieci. I to od świetnego pisarza. Gaiman mówi, że umieszczenie czegoś w sieci nie pozbawia cię praw autorskich, a do tego wyraźnie daje do zrozumienia, że „piractwo” w sieci można wykorzystać jako reklamę.

Nikt, kto zamierzał kupić twoją książkę nie rozmyśli się tylko dlatego, że może znaleźć ją za darmo. W praktyce po prostu ją reklamujesz. Docierasz do większej ilości osób. Podnosisz ich świadomość.

Książki nie znikną. Jest na prawdę bardzo wiele osób, dla których zapach tuszu i kartek znaczy równie wiele jak ich treść. Z drugiej strony, jest pewien haczyk. Gdyby umieścić w sieci wszystkie książki za darmo, oznaczałoby to pewnego rodzaju przyzwolenie na ich pobieranie. Myślę, że wtedy zyski ze sprzedaży by spadły. Najlepszą obecnie sytuacją wydaje się być taka, w której nie ma przyzwolenia, ale jednocześnie nikt nikogo nie pozywa do sądu za zamieszczenie ebooka w sieci.

Tylko jak długo tak można? Potrzebujemy nowego modelu. Dla mnie to nie powinien być już model sprzedaży treści, ale jej wymiany. Twórcy muszą zarabiać, ale jednocześnie nie chcą ograniczać odbiorców swojego dzieła tylko do tych, których na to stać.

Komentarze

kate 10:04:47 | 14 lutego 2011

Zgadzam się z tym podejściem. Jestem gotowa kupić książkę, którą przeczytam w formie ebooka, a którą uznam za wartościową. Jeśli będę miała wątpliwości co do jej jakości merytorycznej lub artystycznej to nie przy ograniczonych zasobach finansowych mogę się nigdy nie zdecydować na jej zakup jeśli nie będę w stanie wcześniej zweryfikować jej wartości. Tylko jak rozwiązać problem tych czytelników, dla których czytanie książki w wersji elektronicznej jest wygodniejsze. Do wniesienia opłaty za wykorzystywane materiały może ich nakłonić chyba już tylko skrajna uczciwość.

flegmatyk 10:05:36 | 14 lutego 2011

Gdyby umieścić w sieci wszystkie książki za darmo, oznaczałoby to pewnego rodzaju przyzwolenie na ich pobieranie. Myślę, że wtedy zyski ze sprzedaży by spadły.

Przecież pobieranie książek z internetu jest w pełni legalne.

Poza tym pamiętajmy o istnieniu bibliotek. Ile pieniędzy autorzy zyskują z bibliotek publicznych, z usług których chociażby ja korzystam regularnie? Raczej niewiele. A jaka jest różnica pomiędzy pobraniem ebooka a wypożyczeniem książki dla autora?

Adam 'Dodek' Michalik 11:32:01 | 14 lutego 2011

Przecież pobieranie książek z internetu jest w pełni legalne.

No, to trochę zależy, czy ją wcześniej kupiłeś przez internet czy nie.

flegmatyk 13:44:09 | 14 lutego 2011

@Dodek: Przeczytaj sobie ustawę o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych. Masz prawo sciągnąć ebooka tak samo, jak masz prawo nagrywać programy telewizyjne na magnetowidzie, programy radiowe na kasetach czy skserować sobie pożyczoną książkę.

remiq 14:07:09 | 14 lutego 2011

Gdyby umieścić w sieci wszystkie książki za darmo, oznaczałoby to pewnego rodzaju przyzwolenie na ich pobieranie. Myślę, że wtedy zyski ze sprzedaży by spadły.

Gdyby istniało miejsce, w którym wszystkie książki są za darmo, oznaczałoby to pewnego rodzaju przyzwolenie na ich czytanie bez opłat. Myślę, że wtedy zyski ze sprzedaży by spadły, bo wszyscy korzystaliby z tak zwanych bibliotek.

Piotr 19:52:06 | 14 lutego 2011

Gdyby nie książki z internetu, to do dzisiaj bym je omijał szerokim łukiem. Zanim stwierdziłem, że czytanie jest fajne i w ogóle jest inwestycją w siebie, ściągnąłem kilka książek aby się do nich przekonać. I teraz co miesiąc dudki za nową knige idą do kieszeni wydawcy zamiast producenta gier komputerowych. Tak więc piractwo podniosło czyjeś zyski.

Kolejna sprawa- ściągnąłem jakieś 2 miesiące tamu książkę jednego autora- ktoś mi go polecił, ale nie byłem przekonany, więc skorzystałem z 'darmowej próbki'. Spodobała mi się i miesiąc temu kupiłem kolejną jego książkę, a pierwszą chce komuś w prezencie dać. Gdyby nie pirat, który mnie przekonał do autora, wydawca nie zarobiłby, a tak ma pieniądze z dwóch książek. Generalnie kto chce zapłacić, ten i tak zapłaci, a kto nie, ten se ściągnie, albo do biblioteki pójdzie.

jiobel 00:26:35 | 15 lutego 2011

Kontynuując wątek zaczęty przez Piotra – wielkim problemem, dla mnie osobiście, jest właśnie brak miejsca, czy też raczej sposobu na to, żeby pozyskać legalne, i co najważniejsze, miarodajne próbki książek, których kupnem niedawno się zainteresowałem. Owszem, istnieje coś takiego, jak podgląd rozdziału. Jest to jednak, zazwyczaj, rozdział pierwszy, czyli ten, po którym niewiele się dowiadujemy o merytorycznym poziomie danej pozycji.

Niby, z tego co nauczyłem się z dość krótkiego wykładu prawa na Uni., rzeczywiście pobrać (przy spełnieniu warunku nie udostępniania dalej) dzieło chronione prawem autorskim i nie łamać przy tym licencji. W danej chwili to chyba najlepsze rozwiązanie. I jedyne, chyba.

Brakuje mi sposobu podobnego do tego, który praktykuję w księgarniach – bierzesz książkę, siadasz na sofie (bądź sterczysz przy regale) i czytasz kawałek. Jeśli Ci się podoba, kupujesz.

Idealnym modelem w takim wypadku byłaby funkcja udostępniania interesującego nas kawałka książki, za darmo przy jakimś tam zabezpieczeniu treści na satysfakcjonującym poziomie podmiot posiadający prawa do tejże. Mogłoby to być obarczone, na przykład, warunkiem bycia zarejestrowanym użytkownikiem danej wirtualnej księgarni.

Ale co ja tam mówię – mam długaśną listę, sprawdzonych już, tytułów, których nie dostanę nigdy w Polsce.

zx 10:33:22 | 15 lutego 2011

Do wniesienia opłaty za wykorzystywane materiały może ich nakłonić chyba już tylko skrajna uczciwość.

kate: Nie taka znowu skrajna. Ebooki sprzedają się całkiem nieźle.

flegmatyk: Z całym szacunkiem do prawa - mam je gdzieś. Prawo nie stanowi o uczciwości.

remiq: Biblioteki różnią się tym, że mają ograniczoną ilość kopii, trzeba się ruszyć, założyć kartę i jeszcze pilnować terminu oddania. To zniechęca jakieś 95% społeczeństwa. ;) Dlatego wydawcy nawet nie biorą ich pod uwagę (sprawdzone u źródła).