second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wpis dodany roku w kategoriach Software i otagowany słowami: akutalizacja, update, wersja, Trackback.

Chwalenie się wersją traci sens

Przynajmniej tam, gdzie środowisko działania zmienia się bardzo szybko. Twórcy oprogramowania faktycznie lubią porównywać numerki, ale dla użytkownika to raczej nic nie znaczy. Weźmy takiego Chrome – żeby dowiedzieć się którą wersję posiadamy, trzeba chcieć taką informację znaleźć. Z Safari jest podobnie, natomiast reszta jeszcze lubi pokazywać swoją 11 albo 4.

Od pojawienia HTML5 przestajemy się przejmować numerkami, bo wraz z postępem czasu, specyfikacja będzie się po prostu poszerzać o kolejne funkcje. I to jest, moim daniem, bardzo fajna decyzja. Nie będzie tak, że gdy nagle zaczniemy potrzebować supportu dla napisów w <video>, W3C wyda „kolejną wersję” HTMLa. Nie, uzupełnią specyfikację o kolejne elementy.

Chciałbym, żeby tak samo działo się w przypadku software. A przynajmniej tego częściej aktualizowanego. Najwyższy czas skupić się na treści, a nie opakowaniu. Użytkownika nie obchodzi (choć marketingowcom wydaje się inaczej), że Opera jest już w 11 wersji. Łał, to musi być już dużo lepsza, bo Firefox ma tylko 4. Nikt się przecież na to nie nabiera, bo Opera i tak średnio sobie radzi ze zdobywaniem kolejnych użytkowników.

Proces aktualizacji software powinien wyglądać inaczej. Użytkownik instaluje sobie aktualną wersję. I od tej pory ma gdzieś której wersji używa. Nie interesuje go również aktualizacja. Soft powinien robić to sam w tle. Do tego stopnia, że nie powinny pojawiać się nawet żadne wiadomości. Użytkownik nie musi wiedzieć, że ma już nową wersję. Nie musi być pytany o to, czy ją pobrać, ani o to czy w ogóle chce się tym zainteresować. Użytkownik ma mieć nową wersję, bo nowa wersja ma być lepsza. Ma tworzyć lepsze środowisko do działania dla deweloperów, albo poprawiać wykryte błędy. Powinniśmy się w końcu przestać zastanawiać się nad software, a zacząć go używać.

Na pewno zostanę zjedzony przez power-userów. Ktoś mi jeszcze wytknie, że przecież W3C i tak chwali się swoim numerkiem. Ba, stworzyli sobie logo. Ci pierwsi powinni wiedzieć, że są odsetkiem, ci drudzy muszą sobie uświadomić, że W3C reklamuje w ten sposób nowe podejście.

To wszystko nie dotyczy tylko przeglądarek. Powinno, i na pewno będzie, obejmować coraz więcej programów. Przeglądarki są najlepszym przykładem, bo muszą gonić za rozwojem sieci. Nie ma co czekać na kolejne wersje, wszystko trzeba wprowadzać jak najszybciej, a nie zbiorczo raz na rok. Cieszę się, że Mozilla się zorientowała.

Moja ciotka nie zaktualizuje sobie VLC. Nawet jeśli wyskoczy jej okienko. Może się bać, albo może mieć to zwyczajnie gdzieś. Bo działa. Jak działa, nie dotykaj. A tymczasem gdyby program uaktualnił się sam, oszczędziłby jej stresu wynikającego z pojawienia się jakiegoś okienka i jeszcze stałby się np. szybszy po wprowadzeniu akceleracji w którejś kolejnej wersji.

Można się jeszcze zastanowić jak to się ma do zmian w interfejsie. Tu faktycznie może być trochę trudniej. Z jednej strony można by wprowadzać je małymi kroczkami. Ale wszystkich, którzy przyzwyczajają się do rozmieszczenia elementów będzie to strasznie irytować. Co dwa miesiące przycisk w innym miejscu. Więc chyba tutaj lepiej wprowadzać takie zmiany hurtowo w dłuższych odstępach czasu. Czyli – zostawmy interfejs i aktualizujmy to, co pod spodem. Ale znowu – nie pytajmy użytkownika, czy chce po dwóch latach uaktualnić program do nowej wersji, bo interfejs wygląda zupełnie inaczej. On nie jest do końca pewien co to interfejs. A my przecież nie będziemy bez końca wspierać archaicznych już rozwiązań z poprzedniej wersji. Tym bardziej nie chcą wspierać ich deweloperzy usług towarzyszących i tworzyć rozwiązań dla kilku wersji.

To zaczyna też działać w segmencie systemów operacyjnych. Różne dystrybucje Linuxa są bardzo bliskie takiej zasadzie działania. Bardzo blisko jest już też w aplikacjach na iOS – twórcy chwalą się nowościami, nie chwalą się wersją. To wszystko stwarza wrażenie lekkości software’u. Dużo przyjemniejsze dla użytkownika, bardziej naturalne.

Komentarze

riddle 09:15:20 | 21 marca 2011

Podpisuję się pod tym. Okna dialogowe proszące mnie o update strasznie mnie męczą – może dla użytkowników posiadających 1-2 programy 3rd party nie jest to żaden problem, ale jak się ich ma 20-30, to nie minie pół dnia, a jakaś appka chce abym ją uaktualnił.

Dlatego jeśli tylko mogę, zaznaczam „Ściągaj uaktualnienia automatycznie” Po restarcie appki jest nowa wersja i wszystko gra. Firefox zraził mnie między innymi inwazyjnymi powiadomieniami o update’ach.

Ktos 09:31:30 | 21 marca 2011

Chrome i jego rosnące ekspresowo numery wersji to pewnie też element braku sensu tegoż ;-)

Mogę podpisać się tylko częściowo - widzę sens całkowicie ukrytego i automatycznego aktualizowania tylko w przypadku drobnych aktualizacji. Ot, poprawki błędów na przykład. Nie podoba mi się to w przypadku generalnego update, tutaj chcę mieć możliwość pozostania przy starym, sprawdzonym programie, interfejsie, funkcjach.

Są powody dla których mój VLC jest stary i domaga się aktualizacji przy każdym (dość rzadkim) uruchomieniu. Notepad++ leży w prehistorycznej wersji od dawien dawna. Niepotrzebnie zaktualizowałem TortoiseHg i myślę o powrocie. We wszystkich przypadkach to samo - aktualizacja coś usunęła, co było potrzebne. Albo zmieniła na niekorzyść.

@riddle: Brakuje centralnego repozytorium oprogramowania, dbającego m.in. o update. Każdy jeden program ma swój mechanizm, każdy domaga się tego w innym momencie, nie każdy pozwala na automatyczne update. Powiedziałbym - brakuje czegoś, jak w większości dystrybucji Linuksa.

Ale i tak: mam pewien program, w którym funkcja automatycznego update jest tylko w wersji płatnej, a darmowa pokazuje komunikat i sam ręcznie muszę pobrać nowy instalator. To dopiero fajne :-)

matekm 10:53:25 | 21 marca 2011

Podejście aktualizacji w tle jest dobre do momentu, aż coś się nie zepsuje. Kilka tygodni Chrome mi się tak zaktualizował - po restarcie już nie wstał krzycząć, że system jest 32-bitowy a on 64-bitowy. A zakładki poleciały. Jak mnie FF ostrzega to przynajmniej kopie sobie robie;)

Riddle 10:54:00 | 21 marca 2011

Ktoś – Mac App Store działa. Pozostaje tylko Windows.

Grzegorz 16:08:42 | 21 marca 2011

Moja ciotka nie zaktualizuje sobie VLC. Nawet jeśli wyskoczy jej okienko. Może się bać, albo może mieć to zwyczajnie gdzieś. "Bo działa." Jak działa, nie dotykaj.

Moja też nie aktualizuje, a na poważnie. VLC i wiele innych programów ma fatalny system aktualizacji, zamiast odpytywać serwer aktualizacji i w razie potrzeby pobierać pliki, które rzeczywiście się zaktualizowały, odsyła do strony projektu i każe pobrać najnowszą wersję instalatora. To jest średniowieczne podejście.

Chwalenie się ma sens, pod warunkiem, że jest się czym pochwalić. Zamiast nowym numerkiem, chwalmy się konkretnymi zmianami na lepsze ;)

zx 19:22:22 | 21 marca 2011

Ktos: Zapomniałem wspomnieć we wpisie o jednej ważnej rzeczy - jeśli ktoś chce stosować taki system, aktualizacja musi być maksymalnie dopieszczona. Poza tym, ty jesteś power-userem, świadomie dokonujesz aktualizacji, świadomie wybierasz soft. Większość nie przegląda changelogów. ;)

Chrome i jego rosnące ekspresowo numery wersji to pewnie też element braku sensu tegoż

Numerowanie wersji jest potrzebne, tego chyba nikt nie będzie próbował wykurzyć. ;) Ale dla deweloperów, nie dla użytkowników.

Grzegorz: Otóż to. Chwalmy się przydatnymi nowościami. Ale nie z dużej wersji na dużą wersję, a ciągle, raz po razie.

anonymous 15:23:27 | 22 marca 2011

Jakby się nie chwalono wersją, to by nikt nie kupował nowszej, a tak to posiadacz CS4 może kupi CS5?

Dominik Porada 16:07:52 | 22 marca 2011

Tu raczej chodzi o minor updates. Major update — w tym przypadku — Adobe traktuje jako osobny produkt.