second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Everynone: Symmetry

Po prostu ładne nagranie. Dwie strony, które łączą w „symetryczne” pary różne rzeczy lub zachowania. Czasami oczywiste, czasami nieco mniej. Symmetry zostało stworzone dla podcastu Radiolab przez grupę Everyone.

Wideo tego typu zawsze wyglądają na bardzo proste, lekkie i wydaje się, że stworzenie czegoś takiego nie zabiera dużo czasu i nie kosztuje wiele pracy. Spróbujcie jednak coś takiego stworzyć samemu i okazuje się, że odtworzenie tej prostoty staje się nie lada wyzwaniem.

Game of Thrones

Game of Thrones Game of Thrones Game of Thrones Game of Thrones Game of Thrones

Sagi Martina Pieśń Lodu i Ognia nie znam. Słyszałem co nie co i słyszałem, że jest bardzo dobra, ale jeszcze nie przyszło mi przeczytać. Za to czekałem trochę na serial na podstawie powieści. Raz, że dawno… naprawdę dawno nie było żadnego serialu fantasy. W sumie to pamiętam tylko Herkulesa i Xenę. Dwa, że gra w nim jeden z moich ulubionych aktorów – Sean Bean.

Pierwszy odcinek mamy za sobą. Fani powieści przyznają, że jest bardzo zgodny z treścią książki. Z mojego punktu widzenia był dobry, ale za słaby jak na pilot. Powinien porwać i zachęcić do dalszego oglądania, a tymczasem tylko wprowadza w przedstawiony świat. I to dość marnie wprowadza, bo tak na prawdę kto jest kim i o co chodzi zorientować się przyjdzie pewnie dopiero po kilku odcinkach.

Nie mniej jednak do mnie trafił. Aktorzy grają świetnie, a niektóre kadry są przepiękne. W sumie nawet można nie zauważyć, że to fantasy jeśli ktoś nie zwróci uwagi na szczegóły. To już nie te czasy, gdzie wrzucało się kilka ciekawych potworków, herosa i tak w kółko przez dwieście odcinków. HBO wyprodukowało naprawdę dorosłą pozycję. Jeśli można tak stwierdzić po jednym odcinku oczywiście. Czekam na więcej.

My Passport Essential SE 1TB USB 3.0

WD My Passport Essential SE 1 TB USB 3.0

Z racji przenoszenia dużych plików między komputerami (a do tego między Mac a PC) musiałem znaleźć jakieś wygodne rozwiązanie. Coś, co pozwoli szybko podłączyć dysk, wrzucić pliki i zapomnieć.

Problemem większości dysków jest z mojej perspektywy ilość kabli jaką trzeba ze sobą nosić. Są dwie opcje – albo podłączymy dysk do prądu, albo dwoma kablami do USB. Dlatego wybrałem dysk WD, któremu wystarczy jeden kabel USB do działania. Kupiłem czarny model z USB 3. Wiem, że przyszłość USB jest dość niepewna, ale nie musiałem do tego dopłacać specjalnie dużo, a jakieś potencjalne możliwości to ze sobą niesie.

Dysk jest wystarczająco szybki pod USB 2. Nie miałem okazji przetestować na szybszym sprzęcie, ale strzelam, że rewelacji nie będzie. Przepustowość samego portu nie ma nic do rzeczy kiedy w środku siedzi talerz o ograniczonych możliwościach obrotowych, a do tego ważny jest jeszcze kontroler. Tak czy inaczej – na moje potrzeby wystarcza. Robi jednocześnie jako backup plików i przenośna pamięć kiedy trzeba zgrać nagrania dla tylko teatr. Jest cichy, drgania słychać tylko jak się go postawi na pustym podłożu.

Obudowa, na początku ładna, szybko się zniszczyła i wygląda teraz mało efektownie. Niestety - miękki plastik/lakier. Do tego kabel jest okrutnie sztywny. Nie da się nim za bardzo manipulować. Na szczęście jest krótki. No i same wtyczki też są jakieś luźne i słabo się trzymają w portach.

Czyli ogólnie – potrzebujesz dużego dysku przenośnego – weź WD, jest świetny. Ale dbać o obudowę nie mam możliwości. ;)

Nowe Final Cut Pro X

Wygląda na to, że Apple odwaliło kawał dobrej roboty przy Final Cut Pro X. Nie jestem power userem, ale praca z Final Cut Pro w tej chwili do przyjemnych nie należy. UI jest przestarzałe, a zarządzanie tymi wszystkimi rozwalającymi się po pulpicie okienkami było okrutnie niewygodne. Do tego brakowało rozwiązań, które przyspieszą pracę z rzeczami, które robi się mechanicznie, a które program mógł zrobić za nas. I takich operacji jest bardzo dużo.

W nowej wersji w końcu wszystko będzie jak trzeba. Z resztą – wystarczy posłuchać z jaką ulgą publiczność przyjmuje informację o wersji 64 bitowej, nowym interfejsie czy choćby (w końcu!) magnetic timeline. No i precision editor. Jest tego wszystkiego na pewno więcej, ale dla mnie wystarczy tyle. Na prawdę niecierpliwie czekam aż będę mógł wywalić starego Final Cut i zacząć w końcu wygodnie montować.

Jak obchodzić się z klientem

CreativeMornings: Mike Monteiro – F*ck You. Pay Me.

Okazuje się, co przecież nie jest żadnym zaskoczeniem, że trzeba mieć papier. Umowa to podstawa. O ile ja sam umowę raz mam, raz nie mam, tak staram się mieć. Szczególnie jeśli zleceniodawcą jest jakaś firma, nie pojedyncza osoba. Te mają tendencję do olewania nas jako pracowników. Swego czasu okrutnie się nadziałem na jedną z brytyjskich agencji turystycznych. W połowie projektu okazało się, że skończyły się fundusze i projekt jest wycofany. Co prawda nie widzę, żeby cokolwiek z mojej pracy wykorzystali. Za część zapłacili, za drugą nie. Nie miałem umowy niestety a do tego kontaktowałem się tylko z pojedynczą osobą, która w praktyce mogła być mało znaczącym szeregowym pracownikiem, albo zwykłym oszustem. Mógłbym niby się domagać reszty, bo mam i maile i wszystkie nasze rozmowy na IMach, ale po prostu mi się nie chciało, bo wiem jak bardzo trudne by to było. Tym bardziej, że sprawa jest za granicą.

Na prawdę warto wydać te 120 złotych dla prawnika, który przejrzy naszą umowę. Jeśli tylko mogę, staram się taką sporządzać sam, bo klienci (szczególnie ci mniej doświadczeni w Polsce) nie bardzo mają pojęcie o podstawowych sprawach. Choć cały czas problemem wydają się być właśnie relacje z klientami, którzy należą do tej gorszej części. Z jednej strony trzeba ich obstawić i wziąć za zlecenie dwa razy więcej, a z drugiej nie chce się pozostawiać niemiłego wrażenia. W tej branży opinia jest bardzo ważna. Nad tym jeszcze pracuję.

The Secret of Kells

The Secret of Kells The Secret of Kells The Secret of Kells The Secret of Kells The Secret of Kells

Przyjemna, delikatna opowieść w pięknej oprawie. Wizualne arcydzieło, muzyczna i dźwiękowa uczta. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że jeszcze robi się tak fajne rzeczy. Shrek nie jest dla mnie. Powiem więcej – nie lubię go. Tymczasem to cudo postawiłbym zaraz za Królem Lwem. Jednego mi szkoda – że ja oglądam takie rzeczy z zapartym tchem do samego końca, a młodsze pokolenia pewnie nawet nie usłyszą o The Secret of Kells.

Całość postała pod wpływem The Book of Kells. Jest to manuskrypt z 800 roku stworzony przez celtyckich mnichów. Tak na prawdę są to cztery Ewangelie, z tym, że przepięknie zdobione. Takiego stylu ze świecą szukać gdziekolwiek indziej. Co ciekawe – księga jest wystawiona w bibliotece Trinity College w Dublinie i można ją obejrzeć. Tak na prawdę nikt nie wie gdzie powstawały zdobienia ani kto je tworzył, bo teorii jest mnóstwo. Polecam przejrzeć wpis na Wikipedii, ze szczególnym uwzględnieniem mojej ulubionej strony z wizerunkiem Chrystusa Króla.

Ja chcę tylko skonwertować kilka plików…

Na tylkoteatr muszę od czasu do czasu skonwertować kilka plików. Póki co, jedno nagranie dzielę na cztery. Po dwa dla H.264 i Theory (dla HD i SD). Do tej pory robiłem to ręcznie przy użyciu HandBrake i Firefogg. Wiadomo, że takie rozwiązanie kosztuje dużo czasu i przy większych partiach danych trzeba się sporo naklikać i pilnować kiedy skończy się jedna operacja, żeby móc zacząć kolejną.

Dzisiaj postanowiłem poszukać normalniejszego rozwiązania. Jednym kliknięciem chciałem mieć cztery pliki wynikowe nad którymi nie trzeba byłoby myśleć. Trochę szukania. Oczywiście nie ma prostego sposobu, ale okazuje się, że jest fajne narzędzie, które teoretycznie konwertuje ze wszystkiego na wszystko. Konsolowy ffmpeg ma być lekiem na całe zło konwersji na rozmaite formaty. Theorę faktycznie konwertuje bez problemu. Chyba nawet szybciej niż Firefogg. H.264 też sobie radzi, ale jest jeden problem – nie potrafi obsłużyć dźwięku w AAC. Bez tego całość jest nic nie warta. Okazuje się, że można dodać taką możliwość. Jest jakiś mały spór o licencje, ale nieoficjalnie można sobie skompilować działającą wersję. Tyle, że ja nie mam o tym pojęcia i średnio mi się chce uczyć.

Szukam alternatywy. Znalazło się libav, które jest kontynuacją ffmpeg, bo znowu ktoś się z kimś pokłócił i część twórców wykruszyła się z głównego projektu. Po drobnych modyfikacjach na plikach udało mi się zmusić bibliotekę do działania i potrafi teraz kodować H.264 z AAC. Za to nie potrafi Theory. Nie ma problemu, wsadzę starszą wersję i będę używał obu. O, starsza wersja zakodowała plik 720p, który wywala mi VLC. Tymczasem 480p działa bez problemów. Do tego w przeglądarkach wszystko odtwarza się jak należy. Dziwne.

No nic. Spinam wszystko w jednym pliku .bat, który za parametr przyjmuje źródłowe nagranie i wypluwa mi cztery zoptymalizowane i gotowe do wrzucenia na FTP nagrania. O, H.264 przestał działać. Mam dość. Zostanę przy tych bardziej czasochłonnych metodach.

Co mam na myśli? We Flashu to wszystko jest tak cholernie proste…