Jak obchodzić się z klientem
CreativeMornings: Mike Monteiro – F*ck You. Pay Me.Okazuje się, co przecież nie jest żadnym zaskoczeniem, że trzeba mieć papier. Umowa to podstawa. O ile ja sam umowę raz mam, raz nie mam, tak staram się mieć. Szczególnie jeśli zleceniodawcą jest jakaś firma, nie pojedyncza osoba. Te mają tendencję do olewania nas jako pracowników. Swego czasu okrutnie się nadziałem na jedną z brytyjskich agencji turystycznych. W połowie projektu okazało się, że skończyły się fundusze i projekt jest wycofany. Co prawda nie widzę, żeby cokolwiek z mojej pracy wykorzystali. Za część zapłacili, za drugą nie. Nie miałem umowy niestety a do tego kontaktowałem się tylko z pojedynczą osobą, która w praktyce mogła być mało znaczącym szeregowym pracownikiem, albo zwykłym oszustem. Mógłbym niby się domagać reszty, bo mam i maile i wszystkie nasze rozmowy na IMach, ale po prostu mi się nie chciało, bo wiem jak bardzo trudne by to było. Tym bardziej, że sprawa jest za granicą.
Na prawdę warto wydać te 120 złotych dla prawnika, który przejrzy naszą umowę. Jeśli tylko mogę, staram się taką sporządzać sam, bo klienci (szczególnie ci mniej doświadczeni w Polsce) nie bardzo mają pojęcie o podstawowych sprawach. Choć cały czas problemem wydają się być właśnie relacje z klientami, którzy należą do tej gorszej części. Z jednej strony trzeba ich obstawić i wziąć za zlecenie dwa razy więcej, a z drugiej nie chce się pozostawiać niemiłego wrażenia. W tej branży opinia jest bardzo ważna. Nad tym jeszcze pracuję.