Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.
Za to właśnie wielbię Google. Nawet jeśli są kiepscy w realizacji swoich pomysłów online, to w ciekawych rozwiązaniach technicznych i ogólnie rozwoju niecodziennych idei chyba nikt ich nie przebije.
Hamina, Finlandia. Korporacja kupuje wielki budynek, w którym mieścił się stary młyn wodny. Bardzo ładny budynek do tego. (Swoją drogą, upadł przez spadek sprzedaży tradycyjnych gazet i magazynów.) Adaptują go do potrzeb serwerowni, korzystając z systemu poboru wody, który został zbudowany jeszcze w latach pięćdziesiątych. Zimna woda, pobierana 7,5 metra pod powierzchnią morza i transportowana rurami o średnicy dwóch metrów przy użyciu dwudziestoletnich pomp, trafia granitowymi tunelami do systemu rozprowadzającego ją po pomieszczeniach. Odprowadza ciepło wydzielane przez serwery i później jest mieszana z innym strumieniem pobranym z morza, żeby obniżyć jej temperaturę. Chodzi o to, żeby przy wlewaniu jej z powrotem do zatoki nie naruszyć ekosystemu Bałtyku.
50 Watts to skarbnica klasycznego designu okładek do książek. Warto przejrzeć – można znaleźć prawdziwe perełki, w tym mnóstwo okładek polskich. Ba, znajdzie się też kilka polskich plakatów.
Home jest dostępny w całości do obejrzenia na YouTube. Najlepszy film dokumentalny jaki widziałem. Każde ujęcie jest bardzo przemyślanym kadrem, głos narratorki idealnie pasuje do przesłania, a muzyka to wielkie dzieło samo w sobie.
Home opowiada o Ziemi. Pierwsza połowa to lista pięknych miejsc, które trzeba zobaczyć. Prowadzi nas od początków życia na naszej planecie, aż do panowania człowieka. Trochę ogólnie, ale właśnie dzięki temu nie da się stracić zainteresowania ani na chwilę. W prosty sposób informuje jaką drogę pokonaliśmy by stać się tym, kim jesteśmy dzisiaj.
W drugiej połowie dowiadujemy się co straciliśmy, jak pyszni staliśmy się w naszych działaniach i co nam grozi jeśli nie zaczniemy myśleć. Nie odebrałem tego jednak jako próby nastraszenia, raczej jako zachętę do przyłączenia się do grupy ludzi starających się zmienić obecną sytuację. Być może dzięki samej końcówce filmu, która nastraja optymistycznie.
Ja sam widzę jedną receptę na wszystkie poruszane w Home problemy – ludzi na Ziemi jest za dużo, więc potrzebują za dużo surowców, żywności i energii. Nie mam zamiaru dołączać do tych najbardziej radykalnych naukowców, ale myślę, że ograniczenie jakiegoś typu jest nam szybko potrzebne. I to chyba wcale nie dotyczy najbiedniejszych krajów, jakby mogło się wydawać. 80% zasobów jest wykorzystywane przez 20% ludzi na Ziemi. Te 20% stanowią najbogatsi.
Problem z IE w wersji mniejszej niż 9 jest taki, że kiedy pobieramy kod HTML5 z zewnętrznego źródła przez AJAX, silnik nie rozpoznaje nowych elementów. Nawet jeśli użyjemy html5shiv, którego zadaniem jest „nauczenie” IE, że takowe istnieją. Na szczęście z pomocą przychodzi nam biblioteka innershiv, która przeparsowuje kod i zwraca go w postaci zrozumiałej dla IE. Jej użycie samo w sobie może być mało wygodne, ale łącząc ją z jQuery jest już dużo przyjemniej.
Przede wszystkim trzeba dołączyć plik z kodem JavaScript widoczny tylko dla starszych wersji IE i samo innershiv.js. Proponowałbym wszystko wrzucić do jednego pliku – mniej połączeń do serwera.
W nim samym korzystamy z fajnej funkcji w jQuery, czyli $.ajaxSetup w połączeniu z dataFilter, które jest wywoływane zanim zwrócone dane dostaną się do metody success, dzięki czemu możemy je odpowiednio przygotować przed wyświetleniem:
Od tej pory wszystkie zwrócone w AJAX wartości będą parsowane przez innershiv, a Internet Explorer poradzi sobie z nimi bez problemu. Ważne jest tylko, żeby pamiętać, że zwrócone dane muszą być typu html, więc do zapytań AJAX proponuję na wszelki wypadek dodawać dataType: 'html'.
Jestem chyba stworzony do tego, żeby oglądać filmy w samotności. Uwielbiam je. Dobry film płynie w mojej głowie jeszcze jakiś czas po napisach końcowych. Podsycany często muzyką.
Kiedy je oglądam, chcę móc wciągnąć się przedstawiony świat jak tylko mogę najbardziej. Nie lubię robić przerw, nie cierpię jak ktoś rozmawia. Denerwuje mnie nie tylko to, że ktoś przeszkadza mi, ale też to, że nie umie czerpać tak wiele z filmu jak ja. Jak ktoś może odwracać twarz od ekranu, kiedy najdrobniejsza mimika u aktora to kwintesencja filmu. Jak może wyjść po wodę, kiedy traci trzydzieści sekund genialnej sceny.
Po prostu ogląda. Siedzę i jestem w środku akcji. Nie chcę nic, co psuje mi tę możliwość. Nie dostanę tego w kinie ani na kanapie przy rodzinnym oglądaniu filmu. Dlatego na te ważne dla mnie filmy nigdy nie pójdę do kina. Za to, kiedy wieczorem usiądę sam przed ekranem, każdy film staje się dużo ciekawszy. A przez kolejne dwa dni cały czas czuje wszystkie emocje, które czułem podczas oglądania. To się pewnie jakoś leczy. ;) Tak, myślę, że byłbym dobrym przyjacielem reżyserów – przeżywam film do szpiku kości.
…jedną prostą modyfikacji nakrętki oczywiście. Byłoby zdecydowanie pomocne, bo – choć nakrętki robione są tak, żeby było je łatwo otworzyć – czasami przysparza to jednak problemów. I to niezależnie od tego ile się ma siły w rękach. A gdyby tak raz odkręconą butelkę można było otwierać później tylko kciukiem, jak na obrazkach wyżej, wydaje się, że wygoda użytkowania rośnie. Nie wiem tylko czy taka nakrętka nie odkręcałaby się sama przy butelce walającej się w plecaku.
Chociaż może łatwiej byłoby opisać gdzie tej całej muzyki znaleźć się nie da. ;) Prawda jest taka, że będąc użytkownikiem sieci natykamy się na rozmaite utwory bez przerwy. Nawet oglądając głupie filmiki na YouTube i filmy na Vimeo. Często utwór w tle będzie lepszy niż samo nagranie. Trzeba mieć uszy szeroko otwarte. I umyte. I w razie czego drążyć, pytać i szukać. Jeden wykonawca, który swoją muzyką do nas trafi, wart więcej niż trzystu przypadkowych, których usłyszymy w radiu.
Kiedyś jednym z pierwszych komentarzy pod popularnymi nagraniami było anyone knows what music plays in the background? Teraz twórcy pamiętają już o tym, żeby taką informację umieścić choćby w opisie, a YouTube dodało nawet specjalne pole odsyłające do sklepu w którym możemy dany utwór kupić.
Bardzo ważnym źródłem muzyki są dla mnie blogi. I to nie te traktujące o muzyce. Te najczęściej wypełnione są po brzegi treścią, której ja nie mam ochoty wcale przesłuchiwać. Oferują po prostu za dużo. Za to w tej roli idealnie sprawują się blogi o designie. Design i muzyka łączą się w jakiś magiczny sposób i właśnie tam znajduję bardzo dużo. Nie śledzę nawet wielu RSSów. Trzy, może cztery. Tyle, że stamtąd mogę w razie potrzeby przejść w kolejne miejsca. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli podoba mi się styl projektów, które znajdę na takim blogu, spodoba mi się muzyka, którą poleca autor.
Last.fm, który tworzy bazę utworów na podstawie tego, czego słucham i podpowiada mi podobne pozycje. Plus to, że mają fajne radio, które automatycznie będzie dobierało utwory (w tej chwili dostępne tylko w abonamencie).
Podobnie fajnym radiem dysponuje Grooveshark, który to sam w sobie wielbię. Co prawda w utworach mają okropny nieporządek (i nie dają mi pomóc!), ale dysponują ogromną ich bazą. Cały czas się dziwię, że serwis jeszcze działa i twórcom udaje się utrzymać pokój z wytwórniami muzycznymi. To po prostu ogromna baza muzyki dostępnej za darmo.
Stereomood twierdzi, że za każdym utworem siedzą emocje. I ma racje. To radio, które dopasowuje grane utwory do naszego nastroju. Możemy go opisać sami (np. falling asleep) albo wybrać z listy najpopularniejszych.
Bardzo fajnym narzędziem jest TuneGlue. W założeniu wyszukuje artystów podobnych stylem do innych artystów. ;) Czyli w fajny sposób pokazuje nam relacje między kolejnymi zespołami/wokalistami.
Amaxing.fm zbiera nagrania od swoich użytkowników. Co prawda większość to zupełnie nie mój styl, ale część z nich brzmi na prawdę fajnie.
The Perfect Five podrzuca raz na jakiś czas nowe utwory, które wpasowują się w kategorie z tytułowej piątki (Hyped, Covered, Classic, Remixed, Loved).
Sądzę też, że mnóstwo świetnej muzyki można znaleźć w serialach. W tym przoduje na przykład House. A, że istnieje serwis, który robi listę utworów z odcinka na odcinek… Nic tylko przyjrzeć się, czy coś nie wpadnie nam w ucho.