second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Muzycznie sprzed bramy czyli nowe albumy

Dużo czasu upłynęło od kiedy mogłem ostatnio spokojnie zająć się swoją biblioteką muzyczną. Od lutego przesłuchiwałem kolejno całą swoją kolekcję, sprawdzając jednocześnie czy międzyczasie któryś z moich ulubionych wykonawców nie wydał nowego albumu. Trochę się tego jednak nazbierało. Z nowymi wydaniami jest tak, że bardzo często kręcimy nosem, że to już nie to samo. Siła przyzwyczajenia do tego, co już znamy jest tak wielka.

Alela Diane – Alela Diane & Wild Devine

Alela Diane – Alela Diane & Wild Devine

Jaki jest nowy album? Znów – nie tak dobry jak pierwszy. Ale i tak bardzo dobry, cały czas słyszymy tę manierę w głosie Aleli, a akompaniujący jej zespół dobrze wczuł się w jej styl. Jest trochę bardziej kolorowo, być może bardziej rozrywkowo, ale na szczęście ciągle nie popowo. Ciężko mi jednak znaleźć chociaż jeden charakterystyczny utwór z tej płyty, który zapadł by w pamięć. Chociaż może Heartless Highway

Amiina – Puzzle

Amiina – Puzzle

Gdybym miał wskazać najbardziej dopracowaną płytę z całego tego zestawienia, wskazałbym właśnie Puzzle. To nie do końca dobrze, bo jednak pewna doza błędu i dowolności jest w muzyce potrzebna. Tymczasem Amiina na najnowszej płycie prezentuje idealnie skrojoną muzykę, gdzie każdy dźwięk wtapia się w ten rygorystyczny plan, w którym nie miejsca na improwizację. Trochę mnie to zaskoczyło, bo to raczej nietypowe dla Islandzkiego stylu, ale mimo wszystko płyty słucha się bardzo przyjemnie.

Andy McKee – Joyland

Andy McKee – Joyland

Pierwsze zdziwienie – tam siedzi coś więcej niż tylko gitara. Chwilka… skrzypce? Dziwne. Dla mnie skrzypce i dźwięk gitary klasycznej nie idą raczej w parze, dlatego też średnio podobają mi się utwory, w których występują obok siebie. Cały album z resztą jest dość średni, brakuje charakterystycznych utworów, którymi poprzednie wypełnione były po brzegi. Trochę szkoda.

Declan de Barra – Fragments, Footprints & The Forgotten

Declan de Barra – Fragments, Footprints & The Forgotten

De Barra zdecydowanie trzyma poziom. To znów klimatyczne, przepełnione przesłaniem i osobiste utwory doprawione bardzo dobrym smakiem muzycznym i świetnym głosem. Być może trochę mniej smutne w przekazie.

Swoją drogą, autor jest dość aktywny na Facebooku jak i na swoim blogu.

Efterklang – Magic Chairs

Efterklang – Magic Chairs

Nowe dzieło Efterkland jest całkiem inne niż wcześniejsze wydania. Jednak całkiem pozytywnie inne. Prostsza forma, powiedziałbym nawet, że wcześniej widziałem tu inspirację Sigur Rós i może którymś z zespołów najnowszego nurtu post rocka, a teraz widzę mieszankę tego wszystkiego z Massive Attack albo Portishead. Może to porównanie trochę na wyrost, ale jeśli takie miałem pierwsze skojarzenie, to coś w nim musi być. ;)

Giant Sand – Blurry Blue Mountain

Giant Sand – Blurry Blue Mountain

W przypadku Giant Sand mam wrażenie, że kolejne albumy to po prostu ciąg kolejnych piosenek. Nie umiem dostrzec zmiany stylu, wzlotów ani upadków. Ich nagrania to jeden długi ciąg takich samych stylem utworów, których w większości nie jestem nawet w stanie przyporządkować do roku wydania. Nie żeby to było coś złego – zawsze wiesz co dostaniesz na płycie.

Joanna Newsom – Have One on Me

Joanna Newsom – Have One on Me

Jeśli chodzi o Have One on Me, jestem pod wielkim wrażeniem. Wcześniejsze albumy to raczej minimalizm i harfa, ale gdyby go kontynuować w tak bezpośredniej postaci, szybko wyeksploatowano by tę świeżość nagrań. Tymczasem Joanna Newsom zaprosiła kilku instrumentalistów i powstał na prawdę ciekawy album. Już nie tak surowy jak poprzednie, z nie aż tak wyraźnym głosem wokalistki, ale nad wyraz przyjemny.

Kate Nash – My Best Friend is You

Kate Nash – My Best Friend is You

Nie wiem co się stało z fryzurą Kate, ale pod względem tworzonej muzyki na szczęście niewiele się zmieniło. Jest wesoło, bogato i w starym dobrym stylu. Część nagrań mogliśmy usłyszeć już wcześniej na koncertach albo mniejszych wydaniach, natomiast nowa część znów jest różnorodna (łącznie z I Just Love You More, które brzmi jak utwór Yeah Yeah Yeahs). Dobry album, bardziej eksperymentalny, ale mniej wyrazisty niż poprzedni.

Massive Attack – Heligoland

Massive Attack – Heligoland

Powrót po siedmiu latach nieobecności na scenie i po marnym 100th Window. Moim zdaniem – świetny powrót. Całość jest posępna, odrobinę baśniowa i od samego początku powoli porywa swoim neurotycznym rytmem, by prowadzić przez kolejne utwory do samego końca. Do tego całość jest utrzymana w stylu pierwszych nagrań z lat 90, a zaproszeni goście idealnie wczuli się w klimat płyty. Jeden z lepszych powrotów na scenę o jakim słyszałem.

Mesita – Here's to Nowhere

Mesita – Here's to Nowhere

Po drodze do Here's to Nowhere dostaliśmy jeszcze w prezencie kilkanaście fajnych utworów, które autor nagrywał z zamierzeniem umieszczenia na drugim albumie, ale które uważał w ostateczności na za słabe.

Czy nowe utwory Mesity potwierdzają optymizm, który pojawił się po przesłuchaniu pierwszej płyty? Że można samemu, od początku do końca i to w bardzo dobrym stylu, własnym stylu. Potwierdzają, dla mnie to już jest w pełni dorosłe nagranie. Do pobrania na oficjalnej stronie.

múm – Sing Along to Songs You Don't Know

múm – Sing Along to Songs You Don't Know

Tytuł albumu to raczej kiepskie zalecenie, bo większość piosenek na płycie skonstruowana jest tak, że ciężko byłoby je śpiewać nawet po zaznajomieniu się z nagraniami. ;) Jest to też chyba najbardziej „muzyczny”, melodyjny album islandzkiej grupy, choć cały czas w duchu jaki już znamy, w duchu Islandii. Cały czas bawią mnie teksty w utworach. :D

Nouvelle Vague – 3

Nouvelle Vague – 3

Przy pierwszym przesłuchaniu byłem zdecydowanie na nie. Byłem zdezorientowany do tego stopnia, że nie byłem pewien czy to dalej covery. Tak, to są covery, ale już nie tak dobre jak wcześniej. Pierwsze dwie płyty zachęcały… jeśli nie do tańczenia (bo się nie umie), to przynajmniej do śpiewania. Te nowe są dość nijakie, uciekło trochę magii. Z wyjątkami oczywiście (Master & Servant, All My Colors). Jest tu też trochę country, czego wcześniej nie doświadczyliśmy, a do tego utwory są wykonywane w duecie z oryginalnymi wykonawcami.

Orba Squara – Come so Far

Orba Squara – Come so Far

To taka ulepszona wersja poprzedniego Sunshyness, bardziej do słuchania niż do umieszczenia jako tło w reklamach. ;) Przez co pewnie nie osiągnie tak dużo jak poprzednik, ale za to bardzo przyjemnie się słucha. I nawet ciężko byłoby mi wskazać słabsze utwory.

Seabear – We Built a Fire

Seabear – We Built a Fire

To jest cholernie smutne. Moja pierwsza myśl to przesłuchaniu. Jednocześnie, jeśli tylko pozwolimy, wciąga maksymalnie gdzieś w tej swojej melancholii. Całkowicie zasłużone brawa za ten album i kontynuację w postaci EPki While the Fire Dies. Przy słuchaniu cały czas mam wrażenie, że twórcy chcieli nam coś przekazać. Choć nie mam pojęcia co…

Muse – The Resistance

Muse – The Resistance

Gdzie jest ten cholernie charakterystyczny początek w każdym pierwszym kawałku na kolejnych płytach? Nie ma, ale poza tym Muse jest w świetnej formie. Od samego początku czujemy klimat połączenia lat 80 z nowoczesnością (taki był zawsze mój odbiór Muse) i tę podniosłość, patos. To jest muzyka, która mogłaby towarzyszyć mi gdybym miał rzucić się do walki jako jeden mały pionek w wielkiej armii. Zdecydowanie, kiedy ci panowie wykonują swoje utwory, to ja im wierzę całkowicie. Nawet ta, z pozoru, dziwna symfonia na końcu ma coś w sobie.

Ikona iCloud, czyli golden ratio w praktyce

Złote Ratio na ikonie iCloud Źródło: Takamasa!

W logu iCloud znajdziemy użyte w kilku miejscach golden ratio. Można się co prawda czepiać, że połączone elementy są dość przypadkowe, ale z drugiej strony złote ratio nie jest niezbędną regułą przy projektowaniu, to tylko małą wskazówką, z której można skorzystać. Mój ukłon dla designerów Apple, bo jednak gdzieś w naturze te numerki są zakorzenione.

Star Wars: The Old Republic

Wywalcie George’a Lucasa i nakręćcie jeszcze raz „nową trylogię” zatrudniając ludzi od powyższych trailerów. A najlepiej dajcie im wolną rękę i niech nakręcą co tylko chcą, bo całość emanuje klimatem. Tak powinno wyglądać dzisiejsze Star Wars. Zero plastiku, trochę brutalności, mnóstwo krótkich i intensywnych scen akcji i trochę głębsza fabuła. Pełen respekt przed twórcami The Old Republic. Gra pewnie będzie jak każda inna, ale przy reżyserii scenek pokazali najlepszą klasę.

Pixel Qi

W końcu! Ekran, który ciągnie tak mało prądu, że do zasilania jego jak i całego urządzenia wystarczy niedrogi (trzy dolary) panel słoneczny. Pixel Qi to ekrany, które zostały stworzone z myślą o dwóch rzeczach – widoczności w pełnym słońcu i zużyciu niewielkiej ilości energii. Dla mnie to przełom, tym bardziej, że to nie tylko jakieś prototypy, których pewnie nigdzie nie ujrzymy, ale firma, która wie co zrobić, żeby wykorzystać swoje pomysły.

Apple Special Event, Czerwiec 2011

Steve Jobs przed radą miejską Cupertino

Przede wszystkim – samo WWDC wydaje się być niezłym biznesem. Bilety zostały wykupione tak szybko, jak się pojawiły. Nie dziwne więc, że Apple chce wybudować nowy kampus na którym znajdzie się miejsce do organizowania wydarzeń tego typu. Podziwiam ich za to, że faktycznie znajdują na świecie najlepszych ludzi do danej roboty. Bardzo mi się podoba ten okrągły projekt budynku i zalesienie kampusu. Warto zaznaczyć, że będzie on miał własne źródło zasilania. Mówi się o bardziej ekologicznych rozwiązaniach, zobaczymy jak to będzie w praktyce. Myślę, że to może być przyszłość – pojedyncze firmy lepiej sobie poradzą z rozwojem energetyki, bo potrzebują pewnego i taniego źródła energii, a przy tym wyglądającego ekologicznie, czyli korzystnie w oczach świata. Prędzej czy później każda większa placówka będzie produkować własny prąd.

Co będzie zaprezentowane podczas samej konferencji było mniej-więcej wiadomo. Bałem się trochę o OS X, ale wygląda na to, że rozwija się w dobrym kierunku. Powiedziałbym, że to, co zobaczyliśmy jest jeszcze trochę niedopracowane, ale ogólnie rzecz biorąc jest dobrze. Przypomina mi to wszystko trochę podejście jakie opisywałem jakiś czas temu. Praca na fullscreenie sprawdza się, ale tylko w niektórych aplikacjach, dlatego trzeba być ostrożnym przy projektowaniu tego typu softu.

Gesty w systemie to mistrzostwo świata. Cały czas narzekam na to, że myszka jest okropnym narzędziem do sterowania systemem, ale Apple stara się całość zrobić trochę przyjaźniejsze. Powiedziałbym nawet, że gładzik zaczyna wyglądać w pracy lepiej niż myszka. Fajnie, że można go dokupić oddzielnie nawet do stacjonarnego komputera. Mission Controll to dla mnie porażka. Spaces i Exposé były idealnie proste, minimalistyczne i działały pięknie. MC jest chaotyczne i przeładowane. Zapisywanie stanu w programach po zamknięciu to świetna sprawa. Jedna rzecz, o której trzeba pamiętać, mniej. Automatyczne zapisywanie i wersjonowanie też jest fajnie, aczkolwiek dla mnie wykonane trochę zbyt topornie. Przesyłanie plików P2P jest świetne. Mam teraz w domu cztery komputery i przesyłanie między nimi plików to dalej koszmar. Najłatwiej po prostu zgrać na oddzielny nośnik. Fajnie, że Apple zrobiło coś prostego. Programy dołączane do systemu też rozwijają się w fajnym kierunku.

Chciałbym jeszcze zobaczyć moment, w którym będzie można zakupić goły system i dopiero później pobierać do niego oprogramowanie, te które dzisiaj jest dołączane z systemem. Przy Mac Store nie odstraszałoby to użytkowników, a dzięki czemu system byłby wolny od niepotrzebnych rzeczy i mniejszy w objętości.

To samo chciałbym zobaczyć na iOS. Z części domyślnych aplikacji nie korzystam, a tymczasem Apple dowala tam kolejne rzeczy. I to w dość paskudny sposób, bo powielając oprogramowanie dostępne w App Store. Drogie Apple, jeśli chcesz produkować kolejne programy, to wystartuj w App Store/Mac Store na równych prawach z konkurencją. Wybierzemy najlepsze. iOS staje się trochę przeładowany. Nie bez powodu siedzę dalej na wersji 3.1.3, która jest ostatnią z tych lekkich. Nie podoba mi się również nowy system powiadomień. Wygląda jak z Androida i kompletnie odstaje stylem od reszty systemu, stać ich na więcej. Integracja z Twitterem to dla mnie też kolejne obciążanie systemu. Raz, że nie każdy z niego korzysta, a dwa – dlaczego tylko Twitter? Rozumiem, że może to forma bojkotu konkurencji. Wolałbym zamiast tego zobaczyć raczej jakiś system pluginów, którymi można by rozszerzać funkcjonalność systemu. Odcięcie kabla, synchronizacja i backup przez WiFi to fajny bajer, ale dla mnie tylko bajer. Kto faktycznie często synchronizuje telefon? Ja ostatnio robiłem to jakieś pół roku temu. Za to iMessages (trochę marna nazwa) jest przefajne – darmowe SMSy.

iCloud jest… takie sobie. To znaczy… jest świetnym udogodnieniem, ale to wszystko już było. Dla mnie to, mimo wszystko, cały czas taki DropBox, chciałem coś więcej. Do tego synchronizacja kalendarza wygląda fajnie, ale co jeśli będziemy chcieli zajrzeć do niego z poziomu Linuxa? Synchronizacja z Google nam na to pozwoli, a z iCloud już nie? Czy tylko ja zrozumiałem, że nie będzie softu do obsługi kalendarza i maila online, a zamiast tego będzie się tylko synchronizować między klientami offline?

Patrzę na całość dość sceptycznie. OS X jest mocnym punktem, ale poza tym widzę dużą chaotyczność w działaniach Apple. Moim zdaniem to, co zaprezentowali jest trochę niedopracowane. Trochę za mało w ich stylu. Nie jest takie oczywiste i przyjemne, wymaga zastanowienia i zainteresowania. Ogólnie oczywiście nowe funkcje są potrzebne i bardzo wygodne, ale nie podoba mi się sposób ich implementacji. Zobaczymy jak będzie w praktyce.

Telewizyjni idole w sidłach show-biznesu

Potraktowano mnie przedmiotowo i szybko odwalono robotę, bo istotny był szybki zysk – wspomina w rozmowie z interia.pl Alicja Janosz, zwyciężczyni pierwszej edycji Idola z 2002 roku. Wokalistka po raz pierwszy tak szczerze opowiada o tym, co działo się krótko po jej triumfie w programie.

Zwyciężczyni pierwszej polskiej edycji Idola zwraca uwagę na przedmiotowe, a nie partnerskie, traktowanie laureatów. Wspomniane poganianie jej przez wytwórnię BMG nie jest jedynym przykładem.

Do mojego menedżera zadzwonił wynajęty przez wytwórnię obcy mi producent, który zadeklarował, że robi dla mnie płytę. Zadzwonił, żeby się dowiedzieć w jakiej tonacji śpiewam, bo przygotowywał do mnie singel. Dziś takie pytanie by mnie rozbawiło do łez, bo to kompletny absurd.

Polecam przeczytać. Dla mnie cała otoczka z wykorzystywaniem gwiazd telewizji nie ma większego znaczenia, nie moja sprawa. Ale pokazuje jedną ważną rzecz – nikomu nie potrzebne są wielkie wytwórnie muzyczne. Wszyscy wiemy, że nie lubią ich odbiorcy (głównie za ceny i niewielkie marże dla wykonawców), ale ktoś w końcu mówi wprost, że nie lubią ich artyści.

Większości pewnie brakuje odwagi, żeby spróbować samemu, ale mamy coraz więcej przykładów, że grupy, które same zajmują się swoją karierą osiągają większe korzyści niż te, które poddały się dyktaturze wytwórni. To co jeszcze pozostało na liście argumentów za istnieniem obecnego modelu sprzedaży?

Pierwsze spojrzenie na Windows 8

Moje pierwsze spostrzeżenie – największa firma technologiczna świata, a nie potrafią nagrać wideo z dobrym dźwiękiem. ;)

Metro UI w Windows 8 wygląda po prostu jak nakładka. Z jednej strony pozwala to na uruchamianie aplikacji z poprzednich wersji, ale z drugiej jest po prostu aplikacją wypełniającą ekran na zwykłym systemie. Chwalę to, że nakładką bazującą na HTML5 i JavaScript, ale jeśli się zastanowić – przecież takie coś może zrobić każdy i nie potrzebujemy do tego Microsoftu. Wystarczyłaby strona uruchomiona w przeglądarce na fullscreenie. Do tego MS próbował już swoich sił z takimi nakładkami przy Windows Media Center, które chyba przyjęło się dość słabo (mimo, że dodawane jest do kolejnych wersji systemu).

Dla mnie to trochę za proste rozwiązanie. Jasne, może się sprawdzić na tabletach, a dzięki temu, że jest oficjalne, może pojawi się więcej aplikacji, ale w gruncie rzeczy nie dostaniemy niczego specjalnego. Kafelki są okej, ale to tylko przykrywka pod standardowy system. Niby możemy zawsze odpalić sobie Excela na tablecie, ale to wciąż ten sam Excel, niedostosowany do urządzeń z interfejsem dotykowym.

Oczekuję raczej czegoś nowego. Tak, jak Windows Phone 7 wprowadził nas w trochę inny świat interfejsów, tak chciałbym, żeby na PCtach czy tabletach też coś się zmieniło. Od MS chcę dostać mikrojądro, nad którym pracowali i interfejs odbiegający od dzisiejszych standardów. Nie chcę kolejnego Windowsa z małymi zmianami. Wydaje mi się tylko, że jedno przeszkadza w rozwoju ciekawszych i wygodniejszych UI – myszka.