Jak usprawnić user-experience aparatów cyfrowych
Miha Feuš próbuje zrobić coś z niezbyt wygodną obsługą interfejsu w aparatach cyfrowych, ale tak na prawdę nie zmienia wiele. Właściwie to porządkuje tylko dotychczasowe przyzwyczajenia w odrobinę mniej chaotyczny panel nawigacyjny.
Problem z interfejsem aparatów cyfrowych leży gdzie indziej – są one nastawione na obsługę konkretnych funkcji, zamiast na uzyskanie pożądanego efektu. Mówię tu o tym, że musimy najpierw nauczyć się obsługiwać przesłonę, dobierać parametry takie jak ISO czy wiedzieć który obiektyw da nam płytką głębię ostrości.
Z punktu widzenia dobrego user-experience nie powinniśmy w ogóle zastanawiać się nad technicznymi szczegółami. Użytkownik, wiedząc, że np. chce uzyskać bokeh, albo maksymalnie rozmazane tło i wyraźną postać na pierwszym planie, powinien mieć prosty dostęp do funkcji, które same ustawią odpowiednie parametry. Sądzę, że podobnie powinny być oznaczane obiektywy. Prosty system piktogramów określających możliwości obiektywu (w słabym świetle
, w małych pomieszczeniach
czy maksymalne rozmazanie tła
) byłby dla użytkowników dużo wygodniejszy.
Oczywiście dałoby to możliwość fotografowania z ciekawymi efektami nie tylko tym, którzy posiedli tajemną wiedzę o możliwościach używanej optyki i sensora. Więc część profesjonalistów mogłaby się poczuć zagrożona, że każdy w łatwy sposób może operować aparatem bez dużego doświadczenia i wiedzy o technicznych aspektach. Prawda jest taka, że i tak coraz trudniej wyróżnić się na tle milionów podobnych zdjęć i ta tendencja postępuje.
Komentarze
W kompakcie masz menu (np. w lumiksach) i tam są różne ikony - główka z portretem, dla zdjęcia babci, obrączka ślubna, na weselu siostry, księżyc, kiedy jest noc, sztuczne ognie, podczas sylwestra. I sprawa prosta.
Ale nie ma się co oszukiwać, że oznaczenie wymiennych obiektywów coś pomoże. Jak ktoś nie rozumie kilku pojęć - przesłona, głębia ostrości i czas naświetlenia to taki aparat nie jest dla niego. I nic tego nie zmieni.
Kiedyś byłeś świadkiem scenki jak rodzina robiła zdjęcie w zimowe popołudnie, ciemno już było, ustawiają się do zdjęcia i nagle pytanie - ustawić tryb nocny? Przecież dopiero 16. Naradzili się i jednak zaryzykowali. ;)))
m.: Kiedyś mówili, że jak nie rozumiesz kilku komend wpisywanych do konsoli to komputery nie są dla ciebie.
Różne tryby w cyfrówkach rozumiem, ale to jeszcze nie to.
moim zdaniem głupotą byłoby takie oznaczanie obiektywów, czy funkcji w aparacie. po to jest tryb auto, czy programy tematyczne, żeby człowiek się nie zastanawiał czym są te wszystkie przesłony, czasy, czułości. nikon nawet odpalił w d3000/d3100 guide mode http://www.youtube.com/watch?v=lqSB_cYLOvg
No tak, od czasów pierwszych aparatów szary zjadacz chleba dostał maszynkę, samograj. To co kiedyś wydawało się wielkim usprawnieniem, dziś nazywane jest barierą nie do przejścia.
A prawda jest taka, że to czysty marketing. Handlowcy wmawiają, że musisz mieć lustrzankę z trzema obiektywami aby robić zdjęcie. I ludzie to kupują. A potem zmieniają na tryb HD, HD Ready, HD prawdziwe HD, HD/3D... ;) A to po prostu jest im nie potrzebne.
Maciek: Tryb auto jest bardzo biedny, prawda? Programy tematyczne nie wyczerpują tematu i są maksymalnie uproszczonymi trybami i w praktyce zmieniają niewielkie ustawienia. Po co komu tryb portret jeśli nie wiadomo kiedy z niego korzystać? Zdjęcie robi się żeby uzyskać dany efekt w określonych warunkach, a nie 'portret'. Portret w nocy to też portret czy już nie portret a zdjęcie nocne? Do tego piję.
m.: O to chyba chodzi, żeby cały czas usprawniać, co? Serio wszystko pasuje ci takim jakie jest i nie chcesz postępu?
Marketing marketingiem - aparat za kilka tysięcy wybiera się raczej świadomie i niewiele w tym marketingu. Nie znam ludzi, którzy kupują lustrzankę, nie będąc w pełni świadomi, że jej potrzebują. To raczej szczątkowa grupa klientów.
zx, ale musisz się zdecydować -- albo masz "biedny" tryb auto i parę programów tematycznych (które oczywiście nie wyczerpują tematu, ale IMO spokojnie wystarczają pstrykaczom), albo zaczynasz budować system "efektów", który w praktyce będzie równie skomplikowany, co tryb "M" (bo będzie oferował z grubsza tyle samo kombinacji).
"Marketing marketingiem - aparat za kilka tysięcy wybiera się raczej świadomie i niewiele w tym marketingu."
Trochę sam sobie przeczysz. Jeśli to "świadomy wybór", to skąd ta potrzeba piktogramów na obiektywach? Chyba właśnie stąd, że userom brakuje świadomości?
Hoppke: Gdyby całość była bardziej przystępna dla przeciętnego użytkownika, to może chętniej by korzystali? Moja mama w życiu nie chce lustrzanki, bo ją przeraża.
Wcale nie muszę, widzę trzecie wyjście. Aparat oznaczony konkretnymi, najpopularniejszymi funkcjami, ale dostosowanymi do warunków, nie do tematu. Tak na prawdę to wszystko można zliczyć na palcach, więc nie musi być dużo i skomplikowanie.
Zazdroszczę/współczuję Ci że nie masz kontaktu z nastoletnimi 'fotografkami' ;)
Moim zdaniem pomysł jest gdzieś na pograniczu wprowadzenia w CSS reguły "ładne kolory", czy "przejrzysty layout" w HTML.
"Aparat oznaczony konkretnymi, najpopularniejszymi funkcjami, ale dostosowanymi do warunków, nie do tematu."
Ale największa (decydująca) grupa userów wie "co" chce sfotografować, ale niekoniecznie wie już "jak".
Ty chcesz urządzenia bardziej artystycznego, chcesz używać aparatu jako narzędzia ekspresji. I jesteś w mniejszości. Większość chce jedynie coś utrwalić, ma być ostro i kolorowo. Duża część jakoś czuje, że portret z rozmytym tłem jest bardziej "pro", ale nie znają konceptu głębi ostrości.
BTW, czytałem kiedyś fajne opracowanie (chyba Fuji?) o koncepcji zastąpienia trybu "priorytetu przesłony" suwakiem "rozmycia tła" -- ale okazało się problematyczne, bo userzy zaczęli nadużywać ustawienia maksymalnej głębi. Wydawało im się, że duża głębia == ostrość, więc mniej zdjęć będzie im wychodziło poruszonych jeśli ustawią "wszystkie plany ostre" (ma to sens!). Oczywiście duża głębia == dłuższy czas naświetlania, więc efekt był generalnie odwrotny od zamierzonego.
I m.in. dlatego w aparatach widzimy piktogramy portretu czy pejzażu, a nie piktogramy "małej / dużej GO".
W ogóle funkcje zależne od warunków zwykle są słabo obsługiwane przez userów -- dla przykładu możemy wziąć np. balans bieli (większość jedzie na "auto", masa ma problem nawet z podjęciem decyzji "słoneczko czy chmurka?"), czy lampę błyskową (a dokładniej decyzję o jej zablokowaniu -- często widuję np. ludzi, którzy robią zdjęcia pejzaży z lampą, albo walą flashem w szklane gabloty w muzeach).
Myślę, że przyszłość może tkwić w ulepszaniu "auto" do poziomu, w którym nie tylko dobierze kontrast, jasność, ostrość i balans bieli, ale i sam rozpozna scenę / typ zdjęcia i dobierze standardowe (oczekiwane przez 90% userów) parametry. Nikon ma do tego np. SRS (a ich genialna elektronika kontrolująca flashe podobno była "tresowana" na dziesiątkach tysięcy sampli i świetnie radzi sobie z mapowaniem głębi sceny w 3D), większość nowych aparatów/komórek rozpoznaje już twarze, niektóre potrafią nawet "czekać" na uśmiech, otwarte oczy, itp.
Ten kierunek wydaje mi się sensowniejszy. Fotograficzną wiedzę i preferencje zwykłego użytkownika kompaktu powinno się dać nieźle zalgorytmizować :)
klausa: Muszą mieć bogatych rodziców, nie znam wielu bogatych osób. ;)
Airborn: Nie. Jeśli chcę mieć na stronie kolor, to w css ustawiam kolor. Jeśli chcę mieć na zdjęciu rozmycie, to ustawiam rozmycie. To mój pomysł.
Hoppke: Prawda. Ale takie coś narzucili producenci dając małpki do ręki każdemu kto tylko chce. A tymczasem ci sami userzy oglądając np. dopieszczone "zdjęcia rodzinne" na prezentacjach softu Apple pieją z zachwytu jakie to ludzie mają fajne zdjęcia a oni nie. A wystarczyłoby kilka funkcji, które odwaliłyby czarną robotę za przeciętnego użytkownika i rodzinne zdjęcia nabrałyby koloru. Ty myślisz jak jest teraz, ja jak stworzyć nowy segment, taki prawdziwie półprofesjonalny.
Jak wyżej - ta sama większość patrząc na inne zdjęcie widzi różnice. Nie bez powodu w rodzinie oddaje się aparat komuś 'bo ty zawsze robisz takie fajne zdjęcia'. Okej, dobrego kadru trzeba się nauczyć, ale resztę można ułatwić.
No to źle do tego podeszli, użyli złych nazw i pewnie złego interfejsu. Dla odmiany Nikon w jakimś modelu ładnie przedstawia na ekranie co da zmiana przesłony przy regulacji i podobno jest to cholernie ułatwiająca pracę rzecz.
Bo to nie powinny być piktogramy. Trzeba trochę odwrócić koncepcję interfejsu, żeby to miało sens. Zainteresowałem się tym na tyle, że może zrobię mały projekt, żeby pokazać co i jak. Ale nie wiem kiedy będę miał wolne, żeby się za to zabrać.
To świadczy tylko i wyłączenie o źle zaprojektowanym interfejsie, niedostosowanym do potrzeb użytkowników i jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym, co napisałem wyżej.
To dla całkowitych amatorów, którzy po prostu pstrykają. Dla odrobinę (ale serio - odrobinę) bardziej wymagających już nie.
Wydaje mi się, że wszystko rozbija się o definicję tej "odrobiny" w "odrobinę bardziej wymagających". I sposób realizacji. Jednemu wystarczy switch "rozmyj mi tło", ktoś inny będzie chciał od razu ręcznego wyboru punktu ostrości, a jeszcze inny uwierzy sprzedawcy który powie, że i tak liczy się tylko jak największa liczba megapikseli ;)
"Nikon w jakimś modelu ładnie przedstawia na ekranie co da zmiana przesłony przy regulacji i podobno jest to cholernie ułatwiająca pracę rzecz"
To, jak rozumiem, w kompaktach? Miło! :)
Autor zupełnie nie wie czego chce... Automatu, który da pełną kontrolę. Aby osoby, które bardzo konkretnie wiedzą jakiego efektu chcą, nie musiały wiedzieć jak go technicznie wywołać..
Czyli, mając opanowane to co trudne, żeby nie musiały rozumieć rzeczy prosciutkich?
Remigiusz 'lRem' Modrzejewski: Autor dobrze wie czego chce. Chce kontrolować to jak zdjęcie ma wyglądać, a nie to czego trzeba użyć, żeby tak wyglądało.
I autor zdaje sobie sprawę, że ktoś, kto nie potrafi odciąć się od tego, co obowiązuje teraz, nie jest w stanie zrozumieć.
Śmiem twierdzić, że problem jest jenak ponadczasowy. Nauczenie się kilku prostych zależności to dla człowieka z uczciwie zdobytym średnim wykształceniem jeden wieczór. Nauczenie się, jak zdjęcie ma wyglądać, aby było dobre to kwestia co najmniej trudna...
Remigiusz 'lRem' Modrzejewski: Nie musi być dobre. Chodzi mi tylko o coś tak prostego - użytkownik chce rozmazać tło za postacią na zdjęciu. Więc przesuwa suwak 'rozmazanie tła' jak najbardziej i tyle. Ewentualnie podłącza obiektyw oznaczony 'najlepszy do rozmazywania tła'.
Nauczenie się konsolowego xcopy też jest proste, ale wytłumacz zasadę działania komuś niekomputerowemu...
Ale przecież chyba w każdym aparacie dla idiotów jest tryb maksymalnego rozmazywania tła i nazywa się portret. Zaś o tym, który obiektyw najlepiej rozmazuje tło, wiedza jest wtłaczana już na poziomie marketingu.
Tak, jak pisałem wyżej - 'portret' nic nie mówi i nie ma się kontroli nad stopniem rozmazania. Poza tym to tylko przykład, takich funkcji jest trochę więcej przecież.
zx: A jak można mieć kontrolę nad stopniem rozmazywania? Przecież to wynika z praw fizyki, no chyba że jakiś efekt programowy (co już raczej fotografią nie jest).
Ja nie neguję twojego pomysłu, że zawsze można coś poprawiać. Ale nie można ułatwiać w nieskończoność. Obsługując odkurzacz możemy mieć problem czy wybrać szczotkę do dywanu, czy wąski zasysak - i rozwiązaniem nie będzie znakowanie wszystkich dywanów piktogramem "szczotka do dywanów" lub "zasysak". ;)
m.: Akurat szczotki się oznacza bardzo często. :D Choćby w instrukcji obsługi.
Chcę, żeby przesuwając ten suwak od rozmazywania, soft zadbał o najlepsze ustawienia przesłony czy czegokolwiek innego, żeby powstał efekt. Chodzi o to, żeby kontrolować właśnie efekt, a nie składowe.
Jak dopuszczasz instrukcje obsługi, to wszystko o co postulujesz już tam jest :P
zx: rozmycie tła to chyba bardzo zły przykład. Bo jest już coś co kontroluje rozmycie - punkt gdzie ostrzysz. Nie możesz ostrzyć gdziekolwiek i kontrolować rozmycia. Fizyka i tyle.
http://www.dofmaster.com/doftable.html
m.: Trochę prawda. Ale Apple rozwiązało to tak, że dotykasz punktu w który ma być ostry. Resztę można regulować suwakiem.