second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Kindle Touch przydałby się też fizyczny przycisk

Amazon Kindle Touch

Lukas Mathis pisząc o nowym Kindle zwraca uwagę na jedną rzecz – jeśli projektujemy urządzenie służące jednemu, konkretnemu celowi, możemy przecież ułatwić użytkownikom życie dodając fizyczne klawisze do najczęściej używanych funkcji.

Chodzi na przykład o fizyczny przycisk służący przechodzeniu do następnej strony, które w czytniku książek jest przecież podstawową funkcją. Ten brak można tłumaczyć oczywiście nieprzemyślaną inspiracją iPadem. O ile sprzęt Apple jest tylko ramką dla poszczególnych aplikacji, tak Kindle jest narzędziem ściśle przeznaczonym do czytania, więc powinien tę czynność ułatwiać. Przycisk gdzieś w okolicach miejsca, w którym najwygodniej układa się ręce znacznie ułatwiłby korzystanie z niego. Nie trzeba byłoby zasłaniać sobie strony, dotykać ekranu (na niepodświetlanym e-papierze odciski widać znacznie bardziej) ani zmieniać położenia dłoni przy czytaniu.

I’m not against having a touchscreen on an ebook reader. Tapping on a book to open it makes perfect sense, even if it does mean that the screen gets dirty. But having a touchscreen doesn’t preclude you from also adding a hardware button that makes the one single thing people do the most often with your device as easy and seamless as possible.

Linotype the Film

Chciałbym kiedyś popracować na Linotypie, nawet mimo trujących oparów ołowiu (choć wydaje mi się, że teraz ołów zastępuje się czymś innym). To naprawdę zadziwiająca maszyna z tymi wszystkimi ruchomymi elementami pracującymi jednocześnie z taką precyzją.

Film powstaje bez żadnego wsparcia finansowego, twórcy próbują swoich sił na Kickstarterze.

Jak usprawnić user-experience aparatów cyfrowych

Miha Feuš próbuje zrobić coś z niezbyt wygodną obsługą interfejsu w aparatach cyfrowych, ale tak na prawdę nie zmienia wiele. Właściwie to porządkuje tylko dotychczasowe przyzwyczajenia w odrobinę mniej chaotyczny panel nawigacyjny.

Problem z interfejsem aparatów cyfrowych leży gdzie indziej – są one nastawione na obsługę konkretnych funkcji, zamiast na uzyskanie pożądanego efektu. Mówię tu o tym, że musimy najpierw nauczyć się obsługiwać przesłonę, dobierać parametry takie jak ISO czy wiedzieć który obiektyw da nam płytką głębię ostrości.

Z punktu widzenia dobrego user-experience nie powinniśmy w ogóle zastanawiać się nad technicznymi szczegółami. Użytkownik, wiedząc, że np. chce uzyskać bokeh, albo maksymalnie rozmazane tło i wyraźną postać na pierwszym planie, powinien mieć prosty dostęp do funkcji, które same ustawią odpowiednie parametry. Sądzę, że podobnie powinny być oznaczane obiektywy. Prosty system piktogramów określających możliwości obiektywu (w słabym świetle, w małych pomieszczeniach czy maksymalne rozmazanie tła) byłby dla użytkowników dużo wygodniejszy.

Oczywiście dałoby to możliwość fotografowania z ciekawymi efektami nie tylko tym, którzy posiedli tajemną wiedzę o możliwościach używanej optyki i sensora. Więc część profesjonalistów mogłaby się poczuć zagrożona, że każdy w łatwy sposób może operować aparatem bez dużego doświadczenia i wiedzy o technicznych aspektach. Prawda jest taka, że i tak coraz trudniej wyróżnić się na tle milionów podobnych zdjęć i ta tendencja postępuje.

Lytro zmienia fotografię

Lytro

Lytro ma zamiar namieszać trochę na rynku fotografii. Przede wszystkim ich aparaty będą pozwalać na ustawienie ostrości po zrobieniu zdjęcia. Sensor ma wyłapywać i zapisywać w jaki sposób światło odbija się od przedmiotów, dzięki czemu możliwe staje się uchwycenie całej głębi ostrości. W tradycyjnych aparatach wszystkie te dane są „spłaszczane”.

Wystarczy poklikać po obrazkach umieszczonych wyżej. Twórcy zaznaczają, że nie są to właściwe zdjęcia ze wszystkimi danymi jakie zapisuje aparat. Zostały trochę okrojone na potrzeby sieci. Prawdziwe zdjęcie prosto z aparatu daje dużo więcej możliwości manipulacji.

Pixel Qi

W końcu! Ekran, który ciągnie tak mało prądu, że do zasilania jego jak i całego urządzenia wystarczy niedrogi (trzy dolary) panel słoneczny. Pixel Qi to ekrany, które zostały stworzone z myślą o dwóch rzeczach – widoczności w pełnym słońcu i zużyciu niewielkiej ilości energii. Dla mnie to przełom, tym bardziej, że to nie tylko jakieś prototypy, których pewnie nigdzie nie ujrzymy, ale firma, która wie co zrobić, żeby wykorzystać swoje pomysły.

My Passport Essential SE 1TB USB 3.0

WD My Passport Essential SE 1 TB USB 3.0

Z racji przenoszenia dużych plików między komputerami (a do tego między Mac a PC) musiałem znaleźć jakieś wygodne rozwiązanie. Coś, co pozwoli szybko podłączyć dysk, wrzucić pliki i zapomnieć.

Problemem większości dysków jest z mojej perspektywy ilość kabli jaką trzeba ze sobą nosić. Są dwie opcje – albo podłączymy dysk do prądu, albo dwoma kablami do USB. Dlatego wybrałem dysk WD, któremu wystarczy jeden kabel USB do działania. Kupiłem czarny model z USB 3. Wiem, że przyszłość USB jest dość niepewna, ale nie musiałem do tego dopłacać specjalnie dużo, a jakieś potencjalne możliwości to ze sobą niesie.

Dysk jest wystarczająco szybki pod USB 2. Nie miałem okazji przetestować na szybszym sprzęcie, ale strzelam, że rewelacji nie będzie. Przepustowość samego portu nie ma nic do rzeczy kiedy w środku siedzi talerz o ograniczonych możliwościach obrotowych, a do tego ważny jest jeszcze kontroler. Tak czy inaczej – na moje potrzeby wystarcza. Robi jednocześnie jako backup plików i przenośna pamięć kiedy trzeba zgrać nagrania dla tylko teatr. Jest cichy, drgania słychać tylko jak się go postawi na pustym podłożu.

Obudowa, na początku ładna, szybko się zniszczyła i wygląda teraz mało efektownie. Niestety - miękki plastik/lakier. Do tego kabel jest okrutnie sztywny. Nie da się nim za bardzo manipulować. Na szczęście jest krótki. No i same wtyczki też są jakieś luźne i słabo się trzymają w portach.

Czyli ogólnie – potrzebujesz dużego dysku przenośnego – weź WD, jest świetny. Ale dbać o obudowę nie mam możliwości. ;)

Flipper USB

Kiedy pisałem ostatnio o projekcie wtyczki USB, którą można wsadzać odwrotnie, nie miałem pojęcia, że takie coś już powstało i funkcjonuje od jakiegoś czasu.

Flipper USB to gotowy i działający system. Opiera się co prawda na trochę innych założeniach, bo zamiast plastikowej części, która się chowa, projektanci umieścili styki na środku i rozszczepili je tak, aby wystawały na obie strony. Dzięki temu niezależnie od tego, którą stroną wsadzimy wtyczkę, styki i tak znajdą połączenie. Do tego twórcy już pracują nad wersją pod USB 3.0 i chwalą się, że do produkcji muszą zużyć mniej materiałów niż przy normalnym USB.

Główny problem z takimi rozwiązaniami to brak wsparcia USB Implementers Forum, Inc., które pilnuje standardu USB. Nie trudno wydedukować, że chodzi o pieniądze, ale – z drugiej strony – może w końcu przestać interesować się tylko własnym tyłkiem? No i samo UltraTek raczej nie umie zadbać o promocję swojego rozwiązania. Ta strona internetowa jest koszmarna.