Curious Displays


A gdyby tak standardowy ekran rozbić na mniejsze kawałki, które będą działały niezależnie od siebie, choć w każdej chwili będą w stanie ze sobą współpracować, będąc świadomymi pozycji pozostałych części. Każdy kawałek byłby małym robotem, który na plecach miałby półcalowy wyświetlacz i mógłby poruszać się po każdej powierzchni, w razie potrzeby tworząc większe powierzchnie na których wyświetlałyby wspólnie jeden obraz.

To właśnie propozycja Julii Tsao nazwana Curious Displays. Oczywistą zaletą jest to, że złożony z takich klocków ekran zawsze będzie wielkością dostosowywał się do tego, co akurat wyświetla (przydatna sprawa w przypadku filmów). Do tego ekran zawsze będzie podążał za nami i pokazywał obraz w miejscu, w które wygodnie nam będzie patrzeć, a gdy przestaniemy go używać, schowa się gdzieś pod kanapą, nie zajmując niepotrzebnie miejsca. Muszę przyznać, że perspektywa równie ciekawa co przerażająca. No dobra, przerażająca to może trochę za mocne słowo, ale poruszające się po domu malutkie robociki to dość specyficzny pomysł. W razie gdyby te małe kawałki elektroniki zaczęły rozrabiać przewidziano nawet przycisk dezaktywujący. Poza tym - widzieliście ten pilot? ;)

Hardware jako usługa


Wszyscy wymieniamy sprzęt. Wszyscy wymieniamy sprzęt, bo sprzęt się starzeje. Kupujemy telefon, telefon po dwóch latach staje się przestarzały, a my przecież chcemy nadążać za rozwojem technologii i korzystać ze wszystkich udogodnień, które oferują producenci. Stare urządzenie - jeśli jeszcze działa - sprzedajemy albo komuś przekazujemy. Jeśli nie działa, leci na śmietnik, choć oczywiście na koniec wszystkie urządzenia tam kończą.

A co gdyby nie sprzedawać produktu, ale usługę? W końcu rynek właśnie do tego dąży - to usługi zajmują najważniejszą pozycję, a sam produkt schodzi na margines. Pytanie w jaki sposób można przekształcić w tak sprzedawane dobra? W niewielkim stopniu robią już tak operatorzy sieci komórkowych. Sprzedają abonament dołączając do tego telefon, choć oczywiście klienci często postrzegają to całkiem odwrotnie. Ten model można zdecydowanie ulepszyć.

Wydrukuj sobie książkę


Espresso Book Machine

Espresso Book Machine to taka mała drukarnia, urządzenie potrafi wydrukować i złożyć książkę praktycznie bez ingerencji człowieka. Podajemy mu PDFa z treścią, plik z okładką i ustawiamy minimalną ilość parametrów, a rządzenie zajmie się resztą. Wydrukuje, obetnie i ułoży strony, a na koniec przyklei okładkę. Efekt końcowy wygląda co najmniej poprawnie. Biorąc pod uwagę, że stworzenie trzystustronnicowego tomu zajmuje niecałe cztery minuty…

O myszach dotykowych


O tym, że mysz się starzeje powtarza się już długo. Większa część zwykłych użytkowników pewnie ma to gdzieś, jednak zwykły użytkownik najczęściej nie wie, że potrzebuje czegoś więcej zanim mu się tego nie pokaże. Wady myszy zauważają natomiast wszyscy ci, którzy potrzebują wygodnego narzędzia do komunikowania się z komputerem przy codziennej pracy. Na ten przykład ja. Mysz jest okropnie nieprecyzyjna, a ja bardzo chciałbym móc przesuwać kursor o jeden piksel w dowolnym kierunku. Machanie nią na prawo i lewo po biurku przy każdej okazji też do przyjemnych nie należy. Zwłaszcza przy większych rozdzielczościach.

Filmy dokumentalne o Apple


Dzięki stronie SnagFilms, kolekcjonującą najlepsze filmy dokumentalne, zyskaliśmy darmowy dostęp do dwóch najbardziej znanych filmów dokumentalnych o Apple - MacHeads i Welcome to Macintosh. Dla osób nie związanych z firmą czy społecznością raczej nic specjalnego, a jednak warto przyjrzeć się jak dorastała i co osiągnęła jedna z najbardziej wpływowych firm na świecie.

iPhone i GPS


iPhone maps

Lubię mieć pod ręką dobrą mapę, bo miasta w którym mieszkam nie znam praktycznie w ogóle. Dobrej mapy jednak ciągle ze sobą nosić nie zamierzam, dlatego też rozwiązaniem wydawał się GPS wbudowany w telefon. iPhone 3G spadł mi z tym jak z nieba, jednak o wbudowanym GPSie ciągle krąży wiele mitów. To jak z tym w końcu jest? Da się używać, czy nie?

Na początku wydawało się, że wystarczy mi prosta mapa z oznaczeniem pozycji w której się znajduję. Po mieście poruszam się głównie pieszo (ew. autobusem lub rowerem), więc nie potrzebowałem nawigacji turn-by-turn. Chodziło tylko o to, żeby wiedzieć czy muszę już wysiąść z autobusu, w którą uliczkę mam wejść, żeby dostać się do WORDu, albo gdzie jest ta nowa galeria handlowa. ;) Wiadomo jednak – apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Dual Screen chyba nie dla mnie


Kilka tygodni temu miałem okazję wypróbować pracę na dwóch monitorach. Jeden to mój dwudziestocalowy, panoramiczny Dell, drugim był "kwadrat" Samsunga takiej samej wielkości. Może nie jest to specjalnie dobre połączenie wielkościowo, ale mogłem przekonać się chociaż jak pracuje się na zestawie wieloekranowym.

Przede wszystkim – jeśli ktoś ma w planach zaopatrzenie się w drugi monitor – postarajcie się dobrać wielkości. Opcje są dwie: albo dwa takie same monitory, albo też jeden mniejszy i postawiony w pionie (PIVOT). Czasem różnica wielkości bywa irytująca. Dodatkowo monitory powinny być parametrowo identyczne. Od jednego producenta, na jednej matrycy. Cokolwiek robiłem z ustawieniami, nie dało się uzyskać takiego samego nasycenia kolorów czy jasności. (Jednocześnie zauważyłem jak ułomne są matryce TN w porównaniu do tej siedzącej w Dellu.)

skocz na górę strony