second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Wtyczka USB, którą można wkładać odwrotnie

Ma Yi Xuan: Double USB Ma Yi Xuan: Double USB

Jedna z najbardziej irytujących rzeczy przy codziennym użytkowaniu komputera – zastanawianie się, którą stroną wsadzić wtyczkę. Dlaczego przy tworzeniu standardu nikt nie wpadł na to, żeby pasowała jakkolwiek? Tym bardziej, że chyba nikt nie ustalił gdzie jest „oficjalny przód” i każdy producent buduje urządzenia po swojemu. I tak w moim monitorze wtykam odwrotnie niż w laptopie, w obudowie PCta nawet nie wiem jak, a w ładowarce do telefonu… W ładowarce jest akurat dość logicznie.

W każdym razie oto mamy rozwiązanie. Wtyczkę zaprojektowaną przez Ma Yi Xuan możemy wsadzać nie patrząc na oznaczenia – i tak będzie pasować. W środku ma po prostu dwie warstwy, z których jedna chowa się kiedy napotka opór z gniazda USB. Panowie producenci, teraz grzecznie wdrażamy to rozwiązanie w swoich produktach! Pewnie się nie doczekam, nie?

Flip

Kristian Ulrich Larsen: Flip (2010) Kristian Ulrich Larsen: Flip (2010) Kristian Ulrich Larsen: Flip (2010) Kristian Ulrich Larsen: Flip (2010) Kristian Ulrich Larsen: Flip (2010)

Gdy zobaczyłem nieruchome grafiki, pomyślałem, że kogoś poniosła fantazja i kształt tego smartphone to sztuka dla sztuki. Zaraz potem obejrzałem wideo i opadła mi szczęka. Oczywiście, po kolejnym przeanalizowaniu nagrania zauważam, że to jednak nie rewolucja, ale Flip to chyba pierwsze sensowne zastosowanie wielu ekranów jakie widziałem. Bez przesady – obracanie telefonem, żeby przewinąć listę kontaktów to głupi pomysł, ale cała reszta i lekkość z jaką zmienia się kształt telefonu, żeby dostosować go do aktualnej potrzeby, wydaje się bardzo trafiona.

Póki co, to oczywiście tylko koncepcja stworzona przez Kristiana Ulricha Larsena. Żeby w pełni zaakceptować pomysł, brakuje mi pokazania do czego jeszcze można wykorzystać trzy ekrany w takim urządzeniu przenośnym. Fajnie by było, żeby takie rozwiązanie znalazło zastosowanie w interfejsie i oprogramowanieu, a (niestety) autor proponuje Androida na system operacyjny. Wybacz Google, ale nic ciekawego by z tego nie wyszło.

Canon Pixma: Bringing Colour to Life

Dentsu London: reklama Canon Prixima

Reklama jest bardzo ładna, to fakt. Na mnie jednak wrażenie robi, że to nie animacja. Jeszcze większe wrażenie robi na mnie ustawienie kamery makro (5000 klatek na sekundę) na urządzeniu, które obraca się wokół fotografowanego obiektu z tak dużą prędkością. Przecież to tylko malusieńkie (jedna kropla!) chlapnięcie, które trwa ułamek sekundy.

BTW, jakie jest dobre tłumaczenie z angielskiego rig?

Logitech K750

Logitech K750 Logitech K750 Logitech K750

Logitech stworzył klawiaturę bezprzewodową zasilaną energią słoneczną. W końcu! Długo się naczekałem na coś takiego. Każde drobne urządzenie, które nie wymaga wiele energii powinno być zasilane kolektorami słonecznymi. Telefony, myszki, piloty. Raz uruchamiamy i zapominamy, że to trzeba czymś zasilać. Mam nadzieję, że to jest pierwszy poważny krok w tę stronę i szybko przybędzie naśladowców. Chcę żeby mój kolejny iPhone miał kolektory!

Nie muszę chyba mówić jak korzystne to jest z ergonomicznego punktu widzenia? Stawiamy na biurko i nic nas nie obchodzi, że wyczerpią się baterie. Nic nie musimy ładować, nie przestanie działać w środku pracy. Logitech twierdzi, że nawet jak zabraknie światła, to klawiatura będzie działać przez trzy miesiące. Jeśli faktycznie cała elektronika jest tak sprawna, to będzie moja kolejna klawiatura.

Tym bardziej, że wykonana jest również pięknie. Prosta, z laptopowym skokiem klawiszy i ładnym designem (choć panele troszkę ją szpecą). Przyzwyczaiłem się co prawda do Microsoftowego ergonomicznego ułożenia klawiszy na swojej obecnej, ale może nie będzie tak źle przy przesiadce. Całość kosztuje $80, czyli w Polsce będzie pewnie za drogo. Jestem też ciekawy jak z zasięgiem skoro ma używać tak mało prądu.

InfiniteUSB na małą ilość portów

Infinite USB Infinite USB

Przy premierze Macbook Air jednym z argumentów sceptyków była za mała ilość portów USB. Wiadomo - komputery stają się mniejsze, a to wiąże ze sobą niewielką ilość miejsca na potrzebne porty. Na rozwiązanie problemu wpadł Gonglue Jiang studiujący na Zhejiang University w Chinach.

Jego koncepcja to po prostu rozbudowanie wtyczek USB o dodatkowe wejście do którego podłączyć można kolejne urządzenia. Wiadomo, że nie sprawdzi się to zawsze (wszystko zależy od tego jak wiele prądu potrzeba) i nie można dokładać kolejnych urządzeń w nieskończoność, ale dla wielu mniej wymagających urządzeń byłoby to rozwiązanie idealne. W przypadku większej ilości podłączonych peryferiów autor proponuje zewnętrzny zasilacz, ale to już trochę psuje całą koncepcję, nieprawdaż? Dodatkowo kolory miałyby pomóc odróżnić wtyczki poszczególnych urządzeń. Żeby pomysł się sprawdził, musiałby dotrzeć bezpośrednio do producentów, ale jakoś tego nie widzę, i nawet nagroda iF concept award 2010 niewiele tu zmienia. A szkoda.

Curious Displays

Julia Tsao: Curious Displays – Pilot zdalnego sterowania Julia Tsao: Curious Displays – Pilot zdalnego sterowania Julia Tsao: Curious Displays – Pilot zdalnego sterowania Julia Tsao: Curious Displays – Pilot zdalnego sterowania Julia Tsao: Curious Displays – Pilot zdalnego sterowania Julia Tsao: Curious Displays – Awaryjny wyłącznik urządzeń Julia Tsao: Curious Displays – Awaryjny wyłącznik urządzeń

A gdyby tak standardowy ekran rozbić na mniejsze kawałki, które będą działały niezależnie od siebie, choć w każdej chwili będą w stanie ze sobą współpracować, będąc świadomymi pozycji pozostałych części. Każdy kawałek byłby małym robotem, który na plecach miałby półcalowy wyświetlacz i mógłby poruszać się po każdej powierzchni, w razie potrzeby tworząc większe powierzchnie na których wyświetlałyby wspólnie jeden obraz.

To właśnie propozycja Julii Tsao nazwana Curious Displays. Oczywistą zaletą jest to, że złożony z takich klocków ekran zawsze będzie wielkością dostosowywał się do tego, co akurat wyświetla (przydatna sprawa w przypadku filmów). Do tego ekran zawsze będzie podążał za nami i pokazywał obraz w miejscu, w które wygodnie nam będzie patrzeć, a gdy przestaniemy go używać, schowa się gdzieś pod kanapą, nie zajmując niepotrzebnie miejsca. Muszę przyznać, że perspektywa równie ciekawa co przerażająca. No dobra, przerażająca to może trochę za mocne słowo, ale poruszające się po domu malutkie robociki to dość specyficzny pomysł. W razie gdyby te małe kawałki elektroniki zaczęły rozrabiać przewidziano nawet przycisk dezaktywujący. Poza tym - widzieliście ten pilot? ;)

Hardware jako usługa

Linc Linc Linc thegreenergrass.org: Linc

Wszyscy wymieniamy sprzęt. Wszyscy wymieniamy sprzęt, bo sprzęt się starzeje. Kupujemy telefon, telefon po dwóch latach staje się przestarzały, a my przecież chcemy nadążać za rozwojem technologii i korzystać ze wszystkich udogodnień, które oferują producenci. Stare urządzenie - jeśli jeszcze działa - sprzedajemy albo komuś przekazujemy. Jeśli nie działa, leci na śmietnik, choć oczywiście na koniec wszystkie urządzenia tam kończą.

A co gdyby nie sprzedawać produktu, ale usługę? W końcu rynek właśnie do tego dąży - to usługi zajmują najważniejszą pozycję, a sam produkt schodzi na margines. Pytanie w jaki sposób można przekształcić w tak sprzedawane dobra? W niewielkim stopniu robią już tak operatorzy sieci komórkowych. Sprzedają abonament dołączając do tego telefon, choć oczywiście klienci często postrzegają to całkiem odwrotnie. Ten model można zdecydowanie ulepszyć.

Swego czasu thegreenergrass.org przedstawiło koncepcję zwaną Linc. W uproszczeniu jest to usługa w której płacimy np. miesięczny abonament, w zamian zaś dostajemy telefon (chodzi głównie o ideę, nie sam projekt telefonu). W ramach abonamentu producent co roku wymienia nam telefon. Przysyła nowy model, z wprowadzonymi wszystkimi ulepszeniami, piękną obudową, szybszymi komponentami i nowymi możliwościami jakie wprowadzono w przeciągu roku. Urządzenie synchronizuje się bezprzewodowo ze starym aparatem, dzięki czemu nie musimy martwić się w żaden sposób o swoje dane. W zamian za to, my odsyłamy telefon do producenta.

Po co? Żeby wykorzystać to, co z niego zostało. Urządzenie jest skonstruowane tak, że możliwy jest jego łatwy i automatyczny demontaż, a każda część może być powtórnie wykorzystana. Aluminium i szkło z obudowy do kolejnych modeli, procesor do innych urządzeń itd. Elementy, które nie mogą być wykorzystane ponownie są zabezpieczane i utylizowane przez producenta.

My nie musimy się o nic martwić - co roku dostajemy nowy telefon, odsyłamy stary, a ten jest poddawany recyclingowi. Brzmi świetnie - i dla użytkownika i dla środowiska. Oczywiście wiele zależy od tego jak kształtowały się ceny, ale można powiedzieć, że przez rok zbieramy na tańszy telefon płacąc abonament. Tańszy, bo złożony poniekąd z poprzednich modeli. W koncepcji thegreenergrass.org chodzi o aparat telefoniczny, a co gdyby rozszerzyć ten pomysł na więcej produktów. Czy gdyby np. oferować podobną usługę do komputerów PC, nie skorzystali by na tym wszyscy?

Nie wiem jak wiele elementów z blaszaka można wykorzystać, ale na pewno kilka się znajdzie. Co jakiś czas dostajemy nowy komputer, z hardwarem mogącym udźwignąć choćby nowe gry. Zbliża to PCta do konsoli, prawda? Nie musimy się martwić sprzętem. Dodatkowo można oferować jakieś usługi połączone np. zniżki na gry (bo przecież wydawcy też na tym korzystają). Można byłoby pokusić się o podobne rozwiązanie w przypadku samochodów (i powiązać taki abonament z np. ubezpieczeniem), choć to akurat wymagałoby głębszego zastanowienia. Zasada jest prosta - im więcej elementów w starym modelu można wykorzystać i poddać recyclingowi, tym tańszy kolejny model i większy zysk dla środowiska. Bylibyście gotowi płacić taki abonament choćby w przypadku telefonu?