second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

typify.pl

typify.pl typify.pl

Nie powiem ile pracowaliśmy z Kamilem nad typify bo jak ostatnio wspomniałem ile mi zajęło przygotowanie strony to musiałem się tłumaczyć. ;) W każdym razie w końcu zrobiliśmy i działa.

typify to na razie taki prosty serwis, w którym można wytypować wyniki zawodów sportowych. Tak po prostu dla zabawy. Bo często się zakładamy, albo choćby ot tak mówimy między znajomymi, że w najbliższym meczu będzie 2:1, więc w sumie możemy to robić w serwisie. Później wyślemy przypomnienie czy się miało rację i damy możliwość wyśmiania znajomych, że nie mają pojęcia o piłce nożnej. ;)

Na razie jest bardzo prosto, ale mamy zamiar regularnie dodawać nowe funkcje, bo na te pomysłów trochę udało nam się zebrać. Ot choćby przypominanie, że dziś o 19 gra nasza ulubiona drużyna.

Moja działka to design i kod. Kamil zajął się back-endem. I – z mojej strony – to jest świetna współpraca. Ja potrafię przesiedzieć cały dzień, żeby jak najwydajniej uzyskać dany efekt w CSS, a thion potrafi kilka razy poprawić tę samą funkcję, żeby wszystko działało coraz lepiej. I co z tego, że nikt tego nie zauważy. My wiemy, że pod maską jest wygładzone i dopieszczone. A że Kamil ze mną wytrzymał przez tyle czasu to też dobrze, bo miałem w pewnym momencie straszny przestój. ;)

Przy typify nauczyłem się mnóstwo rzeczy. Zamiast obrazków używałem rozmaitych efektów w CSS i to mi sprawia mnóstwo frajdy. Szczerze doradzam – nie warto się pierdzielić ze starszymi przeglądarkami. Weźcie CSS3 na widelec i szalejcie do woli.

Póki co działamy w zamkniętej becie. Mam tu do rozdania kilka zaproszeń. Wystarczy zarejestrować się z tego linka. Feedback każdego rodzaju mile widziany. Od razu ostrzegam, że przyda się zaprosić też kilku znajomych, żeby nie było smutno samemu. ;)

Okładki na pamiątkowe DVD

Okładki na pamiątkowe DVD Nadruki na płyty Książki wydawnictwa Pelikan Książki wydawnictwa Pelikan

Jeśli masz się uczyć – ucz się na własnych projektach. Miałem stworzyć wzór wkładek do pudełka DVD na pamiątkowe nagrania rodzinne. Takie starocie zgrywane z kaset VHS, które odkłada się na półkę i zapomina. Trafiło akurat na moment w którym byłem zawalony innymi projektami. Niewiele czasu wolnego, więc na pierwszy ogień poszło zrobienie byle czego. Czyli jeden kolor plus prosty kształt, wydrukować, zapomnieć.

Długo nie wytrzymałem. Dręczyło mnie jaką to chałturę odwaliłem. Nie zostało nic innego, jak przysiąść i zrobić to porządnie. Inspiracją były książki wydawane kiedyś przez wydawnictwo Pelikan. Miały świetny i bardzo spójny (a mimo tego różnorodny) design okładek. Co prawda nie sądzę, że ktoś z mojej rodziny miał którąś w rękach, ale to chyba w niczym nie przeszkadza. ;-)

Zaprojektowałem (na razie) trzy okładki, bazujące na tym samym schemacie. Do każdej jeszcze projekt nadruku na płytę. I jestem do tej pory bardzo zadowolony z efektu. Wrzuciłem też kilka zdjęć (słabej jakości).

Redesign Second Gate Studio Blog

Pierwszy design Second Gate Studio Blog Pierwszy design Second Gate Studio Blog

Pierwszego stycznia blog skończył trzy lata, a trzy lata to najwyższy czas, żeby zmienić trochę wystrój, tym bardziej, że poprzedni – mimo tego, że wydaje mi się nadal bardzo dobry – zdecydowanie się zestarzał. Motywacją były dwa czynniki. Po wejściu na stronę dało się zauważyć, że brakuje jej świeżości, że odstaje od dzisiejszych standardów i tego, co popularne w designie. Drugi to zmiana stylu pisania. Tak, jak kiedyś preferowałem dłuższe i wyczerpujące teksty na różne, najczęściej techniczne tematy, tak teraz skupiam się raczej na komentowaniu ciekawych rzeczy. Ciekawych głównie ze względu na użyteczność i nowatorskie rozwiązania, jak również ciekawych ze względu na ich „zdolności” do pobudzenia kreatywności i chęci do tworzenia. Myślę, że całkiem nieźle odzwierciedliłem to w tych kilku słowach.

Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie.

Potrzebowałem miejsca, w którym to obraz będzie stanowił główną treść. Bo w końcu tym się zajmuję – projektuję grafikę użytkową, interfejsy. I właśnie w tym kierunku ewoluował blog. Gdy przeglądałem notki od początku istnienia widziałem rosnącą tendencję do skracania własnej wypowiedzi, a oddania głosu temu, co chcę zaprezentować. Kiedyś doceniałem umiejętność pisania długich artykułów, z czasem doszedłem do wniosku, że raczej umiejętność przekazania informacji w jak najkrótszej formie jest sztuką.

Poprzedni design w żaden sposób nie wspierał nowych pomysłów, więc ponad pół roku temu zacząłem rozważać różne opcje redesignu. Nie ograniczam bloga sztywno do jednego tematu, dlatego potrzebuję layoutu na kilka okazji. Nie chcę jednak, żeby edycja każdego artykuły wymagała ode mnie zbyt wiele, tym bardziej, że Jogger (na którym mimo wszystko zostaję) siłą rzeczy nie wspiera kilku przydatnych rozwiązań. Postawiłem więc na trzy proste schematy.

Pojedyncza kolumna przy krótkich wpisach w których najważniejszy jest obraz Pojedyncza kolumna przy krótkich wpisach w których najważniejszy jest obraz Dwie kolumny kiedy piszę dłuższy tekst Dwie kolumny kiedy piszę dłuższy tekst Długa kolumna dla specjalistycznych artykułów Długa kolumna dla specjalistycznych artykułów

Kiedy to grafiki lub nagrania tworzą główną treść, skracam odrobinę długość linii tekstu dla jak największej wygody czytania, pozostawiają główny element duży (jak we wpisie Synthesizer 76). Bałem się, czy mój komentarz nie zginie gdzieś w natłoku obrazków, jednak wydaje mi się, że resztą designu udało mi się zachować odpowiedni balans. W poprzednim designie brakowało mi często możliwości umieszczenia podpisów pod elementami, tutaj są one obecne prawie pod każdą grafiką. Stanowią podpis i często jednocześnie odnośnik do źródła. Myślałem o tym, żeby tworzyć podpisy automatycznie, z wykorzystaniem JavaScript (bo ich treść to prawie to samo co umieszcza w atrybucie alt=""), jednak brakowałoby im waśnie wstawiania odnośników, zostałem więc przy – trochę bardziej pracochłonnym – umieszczaniu ich ręcznie.

Czasami zdarza mi się pisać dłuższe teksty, które w pojedynczej wąskiej kolumnie stają się bardzo długie. W takich wypadkach stosuje dwukolumnowy układ tekstu (Parz mamo! Jestem w telewizji…), z wykorzystaniem CSS3 (więc nie na każdej przeglądarce będzie je widać jeszcze przez jakiś czas). Na szczęście fallback jest automatyczny i kiedy software czytelnika nie obsługuje nowości, wyświetla się pojedyncza, długa kolumna. Taka sama jak przy trzeciej możliwej wersji layoutu, którą stosuję głównie do wpisów technicznych, gdzie na przykład operuję kodem. Tak zrobiłem w najpopularniejszym na blogu artykule o konfiguracji Mirandy.

Kolorystyka miała nawiązywać do poprzedniej wersji strony. Stąd delikatny beż i odrobina grafitowego niebieskiego w kilku miejscach. Do tego ostatnio czerpię inspirację głównie z profesjonalnego designu z lat 70, 80 i 90. Dostrzegam tam dużo większe przywiązanie do szczegółów niż obecnie, a minimalistyczne podejście było odzwierciedlone idealnie. Takie barwy kojarzą mi się właśnie z tym okresem. Tutaj muszę zaznaczyć, że trochę eksperymentuję. Kontrast samego tekstu jest odpowiednio duży, jednak postanowiłem elementy dodatkowe jak najbardziej ukryć zmniejszając go na przykład w sidebarze. Prawie do minimum, co może się okazać przegięciem – zobaczymy. Oprócz tego niezbyt wyraźnie wyróżniłem linki. Specjalnie, bo wydaje mi się, że dużo linkuję a ich odmienność od tekstu przeszkadza przy czytaniu. To również teoretycznie niezbyt dobre rozwiązanie.

Paratype PT Sans Narrow PT Sans Narrow PF Din Compressed Pro PF Din Compressed Pro Arial Narrow Arial Narrow

Tak samo eksperymentalnie traktuję typografię na blogu. Zrobiłem coś, czego nie powinno się robić – użyłem trzech podobnych do siebie fontów. Do tego użyłem wariantu skondensowanego (litery są węższe). Wydaje mi się, że znacznie bardziej pasuje to do stylu Second Gate, jednak może się okazać, że na dłuższą metę za bardzo utrudni czytanie, wtedy będę musiał zastanowić się nad innym rozwiązaniem. Mi czyta się wygodnie, ale muszę zebrać więcej opinii.

Czcionka treści to zaprojektowana w 2009 roku przez ParaType PT Sans. W zamierzeniu skierowana na rynek rosyjski – wspiera wszystkie wariacje cyrylicy używanej przez mniejszości w Rosji. Jej powstanie sponsorowane było przez rosyjską Agencję Prasy i Komunikacji Masowej. W tej chwili czcionka jest na darmowej licencji, choć jest miejscami uboga. Na przykład używana przeze mnie wariacja Narrow nie posiada pochyłych znaków. Stanąłem przed problemem, który raczej ciężko obejść nie zmieniając fontu. W rezultacie do pochyłego tekstu stosuję Arial Narrow. Uczeni w typografii od razu zauważą różnicę i jeszcze będą mnie wyzywać od nieuków czy innych baranów, ale sądzę, że zwykły czytelnik nie będzie miał z tym problemów. ;) Przyciski to również PT Sans w wariacji Caption.

Do tytułów używam jednej z wariacji czcionek DIN, która jest klasyką samą w sobie. Stosuję wersję z domu Parachute, ponieważ miała w miarę przystępną cenę, w przeciwieństwie do tej, której użyłem w nowym logu Second Gate Studio. To również DIN jednak z domu FontFont. Ta druga znacznie bardziej mi się podoba, ale jej cena jest iście kosmiczna. Musiałbym zapłacić prawie 200 euro za dwa pliki! O samej czcionce i logu napiszę w przyszłości, tutaj dodam tylko, że wygląda naprawdę elegancko w tytułach.

Poza takimi ogólnikami jest też mnóstwo szczegółów, jak użyte CSS transitions, zmiany playerów wideo na HTML5 (za jakiś czas przerobię również playery audio), zoom obrazków, odrobinę integracji z Facebookiem, zwróciłem większą uwagę na poprawną typografię we wpisach, użyłem Base64 do zapisania plików graficznych w CSS (mniej zapytań do serwera) i od tej pory nie będę skracał wpisów na stronie głównej, a w kanale RSS w końcu pojawią się obrazki. Zachęcam więc do subskrypcji pełnych wpisów, a dla was zostawiam komentarze gdzie chętnie poczytam opinie, nawet te najbardziej krytyczne. Bo ten design to jeden wielki eksperyment.

Patrz mamo, jestem w telewizji! Czyli o starcie tylkoteatr.com

Konrefencja prasowa zapowiadająca start tylkoteatr.com

Zawsze wolałem działać gdzieś z tyłu. Tak, żeby to co robię było na pierwszym planie, a autora najlepiej w ogóle nie kojarzyć. Wyszło jednak, że się nie do końca da, bo przyszedł moment w którym trzeba było wyjść do ludzi i opowiedzieć o swoim pomyśle. Dzięki zaangażowaniu Andrzeja Brańskiego, z którym tworzę tylkoteatr.com, gościnności Białostockiego Teatru Lalek i wstawiennictwa jego dyrektora – Marka Waszkiela w piątek 30. października zorganizowaliśmy konferencję prasową otwierającą nasz startup.

Jeszcze miesiąc temu nie pomyślałbym nawet, że będę prowadził jakąś konferencję. Jeszcze dwa lata temu wzbraniałbym się przed tym rękoma i nogami. Jak to wygląda od zaplecza dla kogoś, kto pierwszy raz staje przed kamerami? Ciekawie, coś całkowicie nowego. Nie dość, że trzeba opowiedzieć o swoim pomyśle, to trzeba mieć na uwadze to, że w każdej chwili może paść jakieś pytanie, że wszyscy notują i fajnie byłoby nie zanudzać. Myślę, że taka umiejętność mówienia wymaga dużego doświadczenia, czego jeszcze mi brakuje i to widać. Ale jestem maksymalnie zadowolony z tego jak wyszło. Ja starałem się koncentrować na suchych faktach, Andrzej wplatał w to pasję do teatru, a pan Marek Waszkiel opowiedział jak wygląda to z punktu widzenia teatru.

Całkowicie rozumiem pewnego rodzaju strach teatrów przed uczestniczeniem w takiej inicjatywie. Postaram się mieć rękę na pulsie i sprawdzać jakie przełożenie ma umieszczenie spektaklu na sprzedaż biletów, choć jestem przekonany, że teatry na tym nie stracą. Teatr wciąż pozostanie teatrem, miejscem tradycyjnym, reprezentującym jedną z klasycznych dziedzin kultury. Strona jest dla tych, którzy nie trafią lokalnie do teatru. Dla pana Sławka z Wrocławia, który podziwia kunszt lalkarski w Białostockim Teatrze Lalek, a który dzięki naszym drogom i połączeniom kolejowym nie może sobie pozwolić na dziesięciogodzinną jazdę na spektakl (i tak nie wiadomo czy zdąży). ;) I dla Magnusa z Islandii, który siłą rzeczy ma za daleko, a dzięki tłumaczeniu może obejrzeć Polską sztukę.

Mam nadzieję, że dzięki obecności lokalnych mediów uda nam się trafić nie tylko do fanów teatru, ale do ludzi, którzy zwykle do teatru nie chodzą. Na prawdę mogą zacząć. Widziałem niedawno kawałek nieobrobionego nagrania spektaklu Nagi król w reżyserii Wojciecha Kobrzyńskiego. W dzieciństwie miałem tę bajkę w postaci nagrania na kasecie magnetofonowej i uwielbiałem. A sam spektakl wyglądał świetnie. Ma genialne kolory. Widząc to, coraz bardziej przekonuję się do samego teatru. Myślę, że możliwe jest, że w podobny sposób zareaguje mnóstwo innych osób.

Tak czy inaczej – podoba mi się takie nowe wyzwanie. Co prawda nie nadaję się do robienia tego na co dzień, ale przygotować konferencję było na prawdę ciekawie i chociaż do umiejętności mówcy w stylu Steve Jobsa mi daleko, tak cieszę się, że w telewizji, prasie i Internecie przyjęto nas ciepło. Podobają mi się zarówno opinie chwalące ideę, jak i te nieco ostrożniejsze, przemyślane. Jeśli mogę się trochę pochwalić, byliśmy przez chwilę w wiadomościach lokalnego oddziału TVP (do obejrzenia wymaga Silverlighta niestety), pod sam koniec, byliśmy w lokalnym dodatku do Gazety Wyborczej, w Polskim Radiu Białystok i Radiu Akadera, a także w lokalnym serwisie informacyjnym. Tak, jestem maksymalnie zadowolony. Teraz trzeba dotrzymać wszystkich obietnic, więc jeśli ktoś zna osobę zajmującą się Flashem, która chciałaby porozmawiać o zrobieniu dla nas playera na stronę za cenę przy której nie zbankrutuję, proszę o kontakt. Będę wdzięczny. A na razie staram się stworzyć player w HTML5, jednak mówicie co chcecie – Flash wygrywa. Niestety.

tylkoteatr.com

tylkoteatr.com

Pracowaliśmy nad tym kilka ładnych miesięcy. Udało się wystartować prawie terminowo, bo czwartego października. Będziemy szerzyć ideę teatru. W internecie. Pierwsi na pewno nie jesteśmy, bo próby już były. Chyba jakiegoś szerszego rozgłosu nie zyskały, a sądzę, że to przez ograniczanie się do repertuaru jednego teatru, albo przez to, że zabierali się za to ludzie nie bardzo orientujący się w mechanizmach sieci.

Co właściwie robimy? Nagrywamy spektakle teatralne, przy czym staramy się, żeby były to dobre spektakle. Nie pogardzimy oczywiście gotowymi nagraniami jeśli jakiś teatr byłby chętny go udostępnić. Do tego staramy się nagrywać w jak najlepszej jakości, w końcu mamy erę HD. I tutaj nie obyło się bez problemów. Dwa pierwsze nagrania (trailer i jeden pełny spektakl), które w pierwszej kolejności miały pojawić się na stronie, były na dysku, który odmawia wszelkiej współpracy (partycji nie ma, nie umiem przywrócić, ale soft do odzyskiwania danych pliki widzi). Przez to nie mamy dostępu do materiałów źródłowych i nie możemy zamieścić wersji w wysokiej rozdzielczości. A szkoda, bo wyglądała świetnie. 14 października na stronie pojawi się pierwszy pełny spektakl, a wszystkie kolejne nagrania będą już w HD, tym razem bardziej zadbamy o backupy. ;)

Nagrania będziemy kolekcjonować i archiwizować na stronie. Oprócz pełnych wersji każdy spektakl będzie zapowiedziany trailerem. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda nam się trafić również do tych bardziej niszowych teatrów, gdzie przez niszowych rozumiem takie, o których na co dzień nie słychać, lokalne, amatorskie. Czy się uda? Zobaczymy.

Tutaj powinienem standardowo pomarudzić na polskie przepisy o prawie autorskim, ale szkoda klawiatury. To wszystko nie jest łatwe i żeby wszystko było legalne wymaga mnóstwa zachodu, ale myślę, że jak już poznamy podstawowe mechanizmy, będzie z górki. Po drodze pomagało nam mnóstwo ludzi z naprawdę wielu dziedzin. Nie obyłoby się również bez wielkiej pomocy dyrektora Białostockiego Teatru Lalek, który udziela nam mnóstwa trafnych porad i udziela wsparcia na każdym kroku. Bez jego doświadczenia i patronatu nad projektem byłoby ciężko.

Bardzo podoba mi się, że teatry są otwarte na współpracę i żywo zainteresowane ideą. I to tak na prawdę, nie tylko patrząc na to jako maszynkę do zarabiania, ale jako próbę rozpowszechnienia samych spektakli. Bo tak – zamierzamy kiedyś na tym zarabiać.

Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to nie mam pojęcia czy mój serwer wytrzyma. Rozważałem wiele rozwiązań, ale mimo wszystko najbardziej optymalne wydaje mi się podjęcie współpracy z Vimeo. Na razie wymieniamy maile. Brakuje mi u nich tylko obsługi napisów, bo spektakle tłumaczymy na rosyjski, angielski i esperanto. Do tego polskie napisy dla niesłyszących. Jeszcze nie wiem jak to rozwiążę, ale mam nadzieję, że ekipa Vimeo mi pomoże. W ostateczności oprę napisy o JavaScript, powinno się sprawdzić. Do tego mam jakieś okropne problemy z Operą. Na wszystkich przeglądarkach player działa bez zarzutu, podczas gdy Opera odstawia cyrk i wyświetla film losowo. Raz działa, raz nie działa. Przy czym wersja 10.10 nie ma takich problemów, nowsze już tak. Do deweloperów już pisałem.

Sama strona oczywiście będzie się rozwijać z każdym dodanym spektaklem. W tej chwili jest to poniekąd zapowiedź, żeby po jakimś czasie stać się pełnoprawnym archiwum teatralnym. Mamy już konto na Facebooku i Twitterze. Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie. Kontakt znajdziecie na tylkoteatr.com, w komentarzach albo gdziekolwiek mnie dorwiecie. ;) Za wszystkie opinie i sugestie jestem bardzo wdzięczny.

Zrobiłem sesję z różowym królikiem

Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010) Łukasz (zx) Krysiewicz: Pink Bunny (2010)

Nie mam aparatu. Lubię fotografię. Chcę robić zdjęcia. Robię zdjęcia telefonem. Ty też rób jeśli masz ochotę, czymkolwiek. Nie słuchaj wszystkich maruderów, którzy będą ci wytykać, że jakość słaba, że takie zdjęcie to może zrobić każdy, że temat nieciekawy, że telefonem to sobie można robić zdjęcia na naszą-klasę, a nie pokazywać jako formę artystyczną. Bo będą tak mówić, bez przerwy. Pamiętaj, że najpierw trzeba ćwiczyć, ćwicz czymkolwiek. I pamiętaj, że nie zwalnia cię to z szukania fajnego tematu, dbania o kadr i oświetlenie. Pstrykać bez pomysłu faktycznie może każdy. Jeśli się uczysz, ucz się - idź w jakimś kierunku, próbuj nowych rzeczy i jeśli efekt własnej pracy ci się podoba, pokaż wszystkim.

Masz słaby aparat? Użyj Photoshopa żeby pobawić się zdjęciem. Podoba ci się jakiś efekt? Użyj go. Efekt jest oklepany i teraz każdy go używa? Co z tego - podoba ci się, więc jest szansa, że spodoba się jeszcze komuś. Przyjmuj krytykę, nie słuchaj maruderów. Znaj swoje miejsce - musisz wiedzieć, że dopiero zaczynasz, że się uczysz.

Z takiego założenia wychodzę od kiedy pamiętam. Wiem, młody jestem, ale robiłem już różne rzeczy. I właśnie w taki sposób najfajniej mi się uczyć. Mogę zrobić sesję zdjęciową różowemu królikowi (który oprócz tego, że jest różowym królikiem dużo dla mnie znaczy) i zadbać o światło blendą (tzn. lustrem)? ;) Mogę, choć wiem, że średnio mi to doświetlanie wyszło, bo nie miał kto go trzymać pod odpowiednim kątem. Mogę do tego użyć jedynego aparatu jakim dysponuję, czyli stareńkim iPhone 3G? Mogę. Potem poprawię to w Photoshopie tak, jak mi się podoba. Albo użyję "emulatora" w formie świetnego programu Hipstamatic i też zrobię kilka zdjęć, które cieszą moje oko. Że nie włożyłem w to wysiłku? Mylisz się, włożyłem. I sporo się nauczyłem. A teraz to pokażę, bo mogę.

BTW. Zauważyliście, że na każdym zdjęciu ma taką samą minę? Nie łatwo w dzisiejszych czasach znaleźć tak cierpliwego modela.

Kalendarz (PSD)

Calendar A 2010: Luty Calendar A 2010: Marzec Calendar A 2010: Listopad Calendar A

To już chyba trzeci rok na który przygotowuję domowy kalendarz. Taki, w którym zamiast niepotrzebnych nikomu informacji umieszczam te ważne dla domowników. Obchodzone święta, wolne dni, rozmaite rodzinne rocznice, urodziny, imieniny. Przydatna sprawa gdy się nigdy nie pamięta co kiedy i jak, a już na pewno kiedy ma się problemy z kojarzeniem jaki dzisiaj dzień. ;)

Do tego całość jak najprostrza z jak największą ilością miejsca na dodatkowe zapiski, w formie, która pozwalałaby to ładnie wydrukować i złożyć domowymi metodami. To nic specjalnego, ale postanowiłem się podzielić, tym bardziej, że za rok planuję coś z prawdziwego zdarzenia. W paczce umieściłem dwa pliki kalendarza. Pierwszy to gotowy do wydruku PDF - praktycznie sam kalendarz bez żadnych adnotacji. Cała zabawa zaczyna się jednak przy edycji pliku źródłowego PSD. Wszystkie miesiące są pogrupowane, a w każdej grupie umieściłem podgrupę events, którą można edytować wstawiając tam wybrane przez siebie wydarzenia. Imieniny cioci, urodziny wójka, rocznica ślubu znajomych. Pełna kontrola. Do tego w grupie helpers umieściłem kolory których sam używałem do zaznaczania dni. U mnie zielony to urodziny, niebieski imieniny, czerwony i różowy święta, złoty rocznice.