Tendencja do gadania i pustych spotkań


Jestem ostatnio dość aktywny na polu „zawodowym”, współtworzę od zera dwa startupy, szukam funduszy, staram się międzyczasie rozwijać sieć znajomości, które pomogłyby mi w rozwoju secondgate i prywatnych projektów. To wszystko wiąże się oczywiście z poznawaniem mnóstwa ludzi, z ustalaniem szczegółów, spotkaniami, wymianą danych, telefonami…

Nie będę ukrywał, że ze mnie raczej niezbyt uspołeczniona jednostka. Najczęściej nie lubię rozmawiać, nie mam ochoty poznawać losowych ludzi i spotykać się w gronie bliżej nieznanych mi osób, choć często nie mam ochoty na spotkania i z tymi, z którymi pracuję już jakiś czas. Słowem – mam dość. ;)

Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach wszyscy lubią dużo mówić. Średnio cztery razy w tygodniu mam jakieś spotkanie inicjowane przez tę drugą stronę, w żadnym razie nie przeze mnie. Najczęściej po takich spotkaniach nie wiem nic więcej ponad to, co już wiedziałem, nie dostaję żadnych wytycznych, których już nie dostałem, po prostu nie dają one kompletnie nic. Dwa przykłady.

Yulia Brodskaya i technika zwana quilling


Jestem wielkim fanem wszystkiego co powstaje ręcznie. Komputery są fajne, sam się nimi zajmuję, sam używam ich jako narzędzia do tworzenia, ale jednak na końcu i tak chciałbym, żeby efekty mojej pracy można było nie tylko zobaczyć na ekranie monitora, ale również dotknąć, poczuć.

Dlatego też idealnie trafia do mnie technika używana przez rosyjską artystkę. Yulia Brodskaya tworzy posługując się kolorowym papierem, którego cienkie paski przykleja pionowo do podłoża. Przy optymalnym oświetleniu jej pracochłonne prace wyglądają perfekcyjnie, niewiele trzeba, żeby pomylić je z grafiką komputerową. Zyskały duże uznanie wśród reklamodawców, którzy cały czas zlecają Yulii kolejne prace, a ona wywiązuje się z nich w swoim, wyjątkowym stylu. (Dla zainteresowanych - wywiad.)

Woda z kranu nie jest zła!


Nie da się ukryć, że ulegliśmy manii kupowania wody butelkowanej. Nie da się ukryć, że kiedyś po prostu piliśmy z kranu. I co się stało? Woda w kranach nagle przestała się do czegokolwiek nadawać? Nic z tych rzeczy, po prostu wmówiono nam, że jest niezdrowa. A tymczasem w porównaniu do tego, co serwowano nam kiedyś, jakoś kranówy wzrosła. Bardzo wzrosła.

Pozostaje jeszcze kwestia smaku. Dla mnie dużo lepsza wydaje się być butelkowana, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia. Myślę, że po roku picia kranówy kręciłbym nosem na tę z plastiku. A przecież proces przygotowania i zapakowania niekoniecznie lepszej wody do butelki jest drogi i brudny. I o tym wszystkim opowiada poniższa prezentacja. Do tego proponuję przesłuchać wywiad z Piotrem Koluchem na ten właśnie temat. Otwiera oczy, przypomina, że kiedyś tego nie potrzebowaliśmy, a do tego optymistycznie kończy się danymi o spadających zarobkach koncernów z butelkowanej wody właśnie. (via 2upblog)

Zapraszamy na Islandię, i na Podlasie też


Uwielbiam Islandię, chociaż nigdy tam nie byłem. Cenię krajobraz, spokojny, wulkanicznie wyniszczony, a jednocześnie bogaty i różnorodny, zaskakujący i hm... bezpieczny. Do tego ludzie wydają się być oderwani od rzeczywistości, mili, powolni i dokładni w tym co robią, nie przejmujący się za bardzo resztą świata, żyją sobie w swoim rytmie w swoim małym kraju. Dla tego pewnie klimat wyspy wydaje na świat twórców tak dobrej muzyki jak Sigur Rós czy Emilíana Torrini.

Całkiem fajnym podkreśleniem tego wszystkiego jest film promocyjny stworzony na potrzeby akcji Inspired by Iceland. Świetnie skondensowane podejście tamtejszej ludności do życia. Nakręcone z pomysłem, wesołe i oprawione świetną muzyką (Emilíana Torrini - Jungle Drum). Idealne połączenie charakteru ludzi na tle tego, co Islandia ma do zaoferowania.

Póki co mieszkam jednak na Podlasiu, gdzie ktoś również poszedł za panującą modą i stworzył film promocyjny. Umieszczam poniekąd dla kontrastu, choć nie jest zły. Jest dobry, tylko… przeciętny. Trochę śmieszy mnie te wyśpiewane moje Podlasie na początku, mimo, że muzyka jest skomponowana na prawdę dobrze. Wydaje mi się po prostu, że materiał jest na poziomie sprzed kilku lat, brakuje bezpośredniego udziału ludzi. No i raczej nie było dobrym pomysłem wymieszanie targetów. Kierowany jest jednocześnie do turystów i potencjalnych inwestorów.

Pod wodą jak na Pandorze


Takie było moje pierwsze skojarzenie, gdy obejrzałem kilka prostych i krótkich nagrań spod wody, udostępnionych przez Morphologic Studios. Nieziemskie kształty zwierząt, luminescencja wszystkiego co żyje, intensywne barwy, delikatna poświata. Wszystko okraszone spokojną muzyką elektroniczną.

Nie szukałem informacji o samym Avatarze, ale niech mnie licho jeśli Cameron nie inspirował swojego świata tym wszystkim co mamy na Ziemi, tyle, że pod wodą.

Resource Furniture


Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłowości którą trzeba było się wykazać, żeby stworzyć koncepcję mebli potrafiących zmieniać się jak Transformersy, chować, obracać przesuwać, rozkładać. A to wszystko jeszcze w bardzo fajnym stylu, perfekcyjnie wyważone i dopracowane technicznie. Z resztą - przekształcając biurko w łóżko nie trzeba nawet zdejmować z niego bałaganu. Beat this.

Planując swoje meble też myślę nad kilkoma elementami, które mogłyby się zmieniać, dostosowując do tego, co akurat mam w planie robić. Z naciskiem na biurko, które chcę móc przekształcać w zależności od potrzeb. Produkcje Resource Furniture to jeden wielki stos inspiracji i pomysłów. Obowiązkowo obejrzeć filmiki (jeden poniżej, drugi na zewnątrz), tam dopiero widać jak to działa.

Meble Pastoe


W bardzo bliskiej przyszłości zamierzam sprawdzić swoje zdolności ciesielskie i zrobić sobie komplet mebli do pokoju. Biurko, komoda, kilka wiszących półek, szafa i regał na książki. Ciężko mi wybrać konkretny styl, bo w tej chwili jestem podzielony między nowoczesny minimalizm i starszy poniekąd styl okolic lat 80. Szukałem więc inspiracji, która pomogłaby mi w jakiś sposób połączyć te dwie opcje i trafiłem na meble Pastoe.

Już sami o sobie piszą, że starają się tworzyć w duchu tradycji, choć jednocześnie możliwie nowocześnie i jak najprościej. Co prawda niektóre meble mają dla mnie zbyt abstrakcyjny charakter, ale ogólnie rzecz biorąc trzeba przyznać, że wychodzi to całkiem fajnie, a w przypadku niektórych elementów nawet bardzo.

skocz na górę strony