second gate studio blog

Autorem tego bloga jest zx. Na stronie zajmuję się szeroko pojętym user-experience i takoż pojętym designem. Piszę o technologii, pokazuję rzeczy zaprojektowane z wyczuciem, dbałością o szczegóły i szukam inspiracji w każdej możliwej dziedzinie. Kontakt.

Neil Gaiman o pirackich książkach w sieci

Głos rozsądku o umieszczaniu pirackich ebooków w sieci. I to od świetnego pisarza. Gaiman mówi, że umieszczenie czegoś w sieci nie pozbawia cię praw autorskich, a do tego wyraźnie daje do zrozumienia, że „piractwo” w sieci można wykorzystać jako reklamę.

Nikt, kto zamierzał kupić twoją książkę nie rozmyśli się tylko dlatego, że może znaleźć ją za darmo. W praktyce po prostu ją reklamujesz. Docierasz do większej ilości osób. Podnosisz ich świadomość.

Książki nie znikną. Jest na prawdę bardzo wiele osób, dla których zapach tuszu i kartek znaczy równie wiele jak ich treść. Z drugiej strony, jest pewien haczyk. Gdyby umieścić w sieci wszystkie książki za darmo, oznaczałoby to pewnego rodzaju przyzwolenie na ich pobieranie. Myślę, że wtedy zyski ze sprzedaży by spadły. Najlepszą obecnie sytuacją wydaje się być taka, w której nie ma przyzwolenia, ale jednocześnie nikt nikogo nie pozywa do sądu za zamieszczenie ebooka w sieci.

Tylko jak długo tak można? Potrzebujemy nowego modelu. Dla mnie to nie powinien być już model sprzedaży treści, ale jej wymiany. Twórcy muszą zarabiać, ale jednocześnie nie chcą ograniczać odbiorców swojego dzieła tylko do tych, których na to stać.

Hedonist

Art of Kinetik: Hedonist Art of Kinetik: Hedonist Art of Kinetik: Hedonist Art of Kinetik: Hedonist Art of Kinetik: Hedonist Art of Kinetik: Hedonist Art of Kinetik: Hedonist

Najładniejszy jacht jaki widziałem. Art of Kinetik pokazują jak połączyć klasyczną elegancję, styl retro, z dynamicznym wyglądem godnym najszybszych pływających łodzi, a to wszystko polane jeszcze litrami luksusu. Do tego pochowano wszystkie śrubki, łączenia i elementy plastikowe. Jacht ma prawie 20 metrów i potrafi rozwinąć prędkość 30 węzłów (55 km/h). I tak właśnie jachty przestają mi się kojarzyć z tandetnymi białymi mydelniczkami. Pasowałby do K-001 Kayak.

Krótki dokument z Massimo Vignelli

Massimo Vignelli to jeden z włoskich projektantów starej daty, których prace mnie ostatnio inspirują. W dziedzinie projektowania to chyba właśnie doświadczenie stanowi klucz do całkowicie świadomego tworzenia (chcę, żeby to wyglądało tak, więc zrobię to tak), a do tego zapewnia dużą niezależność od wymagań zleceniodawców, a to podstawa do dobrego designu. Właśnie od takich ludzi można się najwięcej nauczyć.

Nie mam telefonu służbowego

Nawiązując do mojego wcześniejszego marudzenia o bezcelowych spotkaniach. Jaki jest dobry filtr na wartościowych klientów? Brak telefonu. Wszystkim nowym klientom, kiedy się do mnie zgłaszają i proszą o telefon, odpowiadam, że nie mam służbowego numeru i proszę o kontakt mailowy. Na początku wydawało mi się, że to dość ostre zagranie z mojej strony i mogę przez to trafić dużo przydatnych kontaktów, ale w praktyce okazuje się, że większość nie okazuje nawet zdziwienia i akceptuje każdą alternatywną formę kontrataku.

Czy w dzisiejszych czasach w ogóle można nie mieć telefonu? Dla kogoś takiego jak ja, czyli osoby, która wybitnie nie lubi rozmów telefonicznych (a do tego średnio je znosi fizycznie) oczywistym jest, żeby tę formę kontaktu, jako mało praktyczną, zminimalizować. Nie mam numeru na wizytówce, nie podaję pracodawcom. Telefon jest dla mnie formą kontaktu ze znajomymi i rodziną. Nie z pracą. Gdybym używał telefonu służbowo, przez połowę dnia pracy nie robiłbym nic poza odbieraniem go i porządkowaniem żółtych karteczek na których zapisywałbym kto czego chciał.

Prawda jest jednak taka, że czasami mój numer przedostaje się do sfery pracy. Kiedy któryś znajomy mnie poleca na przykład. I mogę powiedzieć, że tyle wystarczy żeby odbierać telefon zbyt często. Dlatego, drogi pracodawco, nie dziw się, że nie odbieram telefonu. W tym czasie pracuję nad twoim zleceniem.

Apple powinno wprowadzić wsparcie dla ICE

Tak mi wpadło do głowy. Apple bardzo szybko stało się jednym z czołowych graczy na rynku smartphone'ów na świecie. Chwali się, że jest firmą najprzyjaźniejszą użytkownikom. Może w takim razie to jest dobry moment na wsparcie całkiem słusznej idei jaką jest numer ICE?

ICE to angielski skrót oznaczający w nagłym wypadku. Jest to numer telefonu pod który dzwonią ratownicy, gdy coś nam się stanie, a sami nie jesteśmy w stanie poinformować ich kogo powiadomić. Czasami stosuje się kilka takich numerów i oznacza jako ICE1, ICE2 itd.

Polski Czerwony Krzyż prowadzi akcję Karta ICE - w nagłym wypadku, która polega na dostarczaniu (koszt 3,50 PLN) plastikowej karty z wypisanymi trzema numerami awaryjnymi, którą powinno nosić się zawsze przy sobie. Trochę to uciążliwe jednak, tym bardziej, że portfela ze sobą nie nosi się zawsze.

Za to dużo częściej ma się przy sobie telefon. I wydaje mi się, że właśnie od telefonów zaczęła się cała akcja z ICE, więc tego schematu bym się trzymał. W prostych telefonach wszystko było oczywiste. Dodawało się odpowiednio zatytułowany wpis do książki adresowej, a ratownicy później mogli bez problemu go odnaleźć. W nowych smartphone'ach jest to już trochę bardziej skomplikowane. Myślę, że użytkownicy nietechniczni mogliby mieć problem z odnalezieniem ICE na liście, choć może odrobinę przesadzam. W każdym razie wydaje mi się, że oficjalne wsparcie któregoś z czołowych producentów uświadomiłoby mnóstwo osób o potrzebie posiadania czegoś takiego. Takie dodatkowe, specjalne pole w kontaktach, oddzielone od reszty i może nawet dostępne na samej górze.

W tej chwili wydaje mi się, że są dwie firmy, które starają się być przyjaznymi dla wszystkich (środowiska, rządów, użytkowników) i mogłyby coś takiego wprowadzić - Apple i Google. Kontakt z tym drugim graniczy z cudem (nie raz próbowałem), dlatego skupiłem się na wysłaniu krótkiego maila do Steve Jobsa.

Tab Candy

Tab Candy

Wszystkie kolejne programy idą w kierunku zarządzania otwartymi oknami na kartach. Robią tak przeglądarki, edytory, komunikatory, a ostatnio nawet klienty poczty. Moja prywatna opinia - nie lubię tego rozwiązania. To podwójny podział – raz na otwarte programy i dopiero w nich na otwarte dokumenty. Dla mnie treść powinna być dostępna niezależnie od softu którego używam do jej wyświetlania czy edycji. Strony otwarte w Operze i Safari są dzielone na dwa programy, a przecież to wszystko jeden typ treści.

Dlatego dla mnie zarządzaniem otwartymi dokumentami powinien zająć się system operacyjny, a nie poszczególne aplikacje. Tyle, że to na razie bajka, a opracowanie optymalnego dla użytkownika zarządzania dokumentami niezależnie od oprogramowania potrzebnego do ich otwarcia wymaga albo kogoś z dobrym pomysłem, albo mnóstwa nakładów. A całość i tak przecież może się zwyczajnie nie przyjąć. Na razie więc jest jak jest i trzeba sobie radzić.

Twórcy Firefoxa szukają nowych rozwiązań, które pomogłyby nie tylko efektywniej grupować zadania, ale też łatwiej współpracować zdalnie z innymi komputerami. Na razie całość jest dość uboga, do mnie nie trafia, ale jeśli algorytm grupujący podobne karty będzie faktycznie dobry, mooooże coś z tego będzie. Poniższa prezentacja wyjaśnia plany Mozilli na kilku prostych przykładach.

Tendencja do gadania i pustych spotkań

Jestem ostatnio dość aktywny na polu „zawodowym”, współtworzę od zera dwa startupy, szukam funduszy, staram się międzyczasie rozwijać sieć znajomości, które pomogłyby mi w rozwoju secondgate i prywatnych projektów. To wszystko wiąże się oczywiście z poznawaniem mnóstwa ludzi, z ustalaniem szczegółów, spotkaniami, wymianą danych, telefonami…

Nie będę ukrywał, że ze mnie raczej niezbyt uspołeczniona jednostka. Najczęściej nie lubię rozmawiać, nie mam ochoty poznawać losowych ludzi i spotykać się w gronie bliżej nieznanych mi osób, choć często nie mam ochoty na spotkania i z tymi, z którymi pracuję już jakiś czas. Słowem – mam dość. ;)

Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach wszyscy lubią dużo mówić. Średnio cztery razy w tygodniu mam jakieś spotkanie inicjowane przez tę drugą stronę, w żadnym razie nie przeze mnie. Najczęściej po takich spotkaniach nie wiem nic więcej ponad to, co już wiedziałem, nie dostaję żadnych wytycznych, których już nie dostałem, po prostu nie dają one kompletnie nic. Dwa przykłady.

Oglądamy design, który stworzyłem dla jednej z całkiem dobrze znanych polskich marek. Wszystko się podoba, wszystko okej, tylko woleliby użyć innego koloru w jednym miejscu. Okej, mi pasuje, ale dlaczego musiałem przejechać te ileś tam kilometrów, żeby to usłyszeć? Tak, tylko i wyłącznie to, nic więcej poza krótką grzecznościową rozmową. To wygląda bardziej profesjonalnie, prawda? ;) Dla mnie ani trochę. To wygląda jak marnowanie zasobów. Czasu – bo go ewidentnie tracę, a mógłbym popracować. I pieniędzy – bo dojazd kosztuje, a ja sobie za stracony czas doliczę do wypłaty.

Przykład drugi. Spotkanie, żeby ustalić plan na następne dwa tygodnie. Ja dobrze wiem, co muszę jeszcze zrobić i żadnego planu do tego nie potrzebuję, ale niech będzie. Po wszystkim oczywiście wiem tyle, ile wiedziałem wcześniej i dalej robię swoje, ale musiałem wstać o nieprzyzwoicie rannej porze, znów dojechać i znów stracić mnóstwo czasu na bezowocną gadkę.

To czego używać zamiast idiotycznych spotkań? Telefonu? Nie, maila! Obserwuję, że teraz usilnie próbuje się tę formę komunikacji zdegradować i na siłę wyrzucić z teraźniejszego świata, ale dla mnie nie ma nic lepszego. W drugim z powyższych przykładów wystarczyłaby wiadomość z dwoma krótkimi punktami, w pierwszym równie dobre byłoby jedno zdanie. Wszyscy na tym oszczędzamy, więc zastanówcie się na przyszłość czy jest jakikolwiek prawdziwy sens dzwonić, organizować spotkania zamiast wysłać zwykłego, darmowego i najczęściej krótkiego maila. Wszyscy na tym zyskamy. A do tego ja będę miał wszystko od razu zapisane i w każdej chwili będę mógł wyszukać informacje, które są mi potrzebne. Tak, to też oszczędność.