Koralina od kuchni


Coraline

Prozę Neila Gaimana poznałem dopiero po obejrzeniu genialnego Stardust. I poznałem w dość niewielkiej ilości, bo na razie na mojej półce z książkami pojawiła się tylko ta jedna pozycja. To za mało, żeby oceniać styl czy warsztat (bo Stardust mimo wszystko jest krótki), ale wystarczająco, żeby zainteresować się innymi dziełami. Tym bardziej, że znam jedną wyznawczynię i przynajmniej jednego oddanego fana twórczości Gaimana.

Wygląda na to, że autor przyciąga do siebie raczej ludzi znających się na rzeczy. Jak pisałem, wersja filmowa Stardust pochłonęła mnie bez reszty. W fazie produkcji jest kolejna adaptacja – tym razem Coraline. I – co najciekawsze – nie będzie to zwykły film, a animacja poklatkowa z wykorzystaniem jakiegoś śmiesznego gumowo-plastelinowego materiału. ;)

Tomb Raider: Underworld


Tomb Raider: Underworld

Pamiętam, że pierwszym Tomb Raiderem, który widziałem był ten z numerem trzy. Pamiętam również, że wtedy zniechęciłem się do serii całkowicie, bo od samego początku nie wiedziałem w którą stronę iść i co robić. Dlatego też kolejne przygody Lary Croft niewiele mnie obchodziły, aż – całkiem niedawno – postanowiono odświeżyć serię wydając rocznicowe Anniversary.

To była pierwsza część, która faktycznie przypadła mi do gustu. Była niesamowicie klimatyczna, miała fajną – podkreślającą klimat – muzykę i… to był Tomb Raider pełną gębą. Bieganie, skakanie, skradanie się i – w końcu – wielki finał z odrobiną fantastyki. Tak widziałem tę serię i taka dla mnie powinna zostać.

Muzyka z gier: Gothic, Prince of Persia


Do niedawna muzyka w grach robiła za typowe tło, którego jakość często była słaba. Ot, typowy zapychacz. Całe szczęście, że ostatnio ten nie fajny trend zmienia się na lepsze. Przodują tutaj oczywiście gry w których za tło muzyczne robi ścieżka dźwiękowa z filmów, jak na przykład Battle for Middle-Earth czy The Godfather. W przypadku tych produkcji mamy do czynienia z najwyższą klasą ścieżki dźwiękowej, która równie dobrze uzupełnia akcję z dużego ekranu jak i z monitorów.

Taki zabieg możliwy jest tylko w przypadku, w którym pierwowzorem gry był film. I do tego film z dobrą muzyką. Od czasu do czasu jednak, zdarzają się wśród soundtracków perełki napisane specjalnie na potrzeby gry. I o takich dwóch perełkach chciałbym pokrótce napisać.

SPORE to wydano pieniądze na marketing


Spore logo

O samej grze Spore słyszeliśmy ostatnio bardzo dużo i bardzo głośno. Miał być hit, coś, co odświeży trochę rynek gier innowacyjnością. Coś, co w końcu pozwoli nam kreować swój świat jak tylko chcemy. W końcu głównym tematem gry miała być ewolucja. Dorwałem, pograłem. I co? Nuda.

Sposób na za cienkie filmy: 16:8


Na początku było VideoCD (dalej sięgać nie ma sensu). Obraz nań dostosowany był do najpopularniejszego formatu panującego w tamtych czasach – 4:3 (standardowy ‘kwadrat’). Potem przyszły czasy DVD, którego istnienie splata się z pojawieniem się filmów w formacie 16:9. Tutaj już, żeby oszczędzić sobie czarnych pasów, trzeba było zaopatrzyć się w telewizor panoramiczny. Kolejny etap to pojawienie się filmów HD, które przyniosły ze sobą tak zwany OAR.

OAR teoretycznie to film przeniesiony na żywca z kamery na nośniki cyfrowe. Bez kadrowania, bez skalowania (rozdzielczość filmu jest oczywiście zmieniana). Jak nagrano – tak nam pokazano. Wszystko fajnie – w końcu widzimy całość tak, jak widzi to filmowiec. Tylko... na standardowych telewizorach panoramicznych obraz jest bardzo wąski (masochistom oglądającym coś takiego na 4:3 szczerze współczuję). Żeby naprawdę nacieszyć się tak nagranym filmem, trzeba mieć całkiem spory telewizor – dopiero tam faktycznie coś widać.

Valve zna przyszłość


Steam

O samym projekcie STEAM nie będę się zbytnio rozpisywał. Kto jeszcze nie słyszał niech odwiedzi Wikipedię. Tą krótką notką chciałbym wyrazić przekonanie, że – tak jak Apple kształtuje trendy w swojej dziedzinie – tak Valve ma dużą szansę stać w pierwszym szeregu jako przedstawiciel poletka "gry komputerowe".

Otóż, drodzy czytelnicy, Valve ma plan. Bardzo przyszłościowy i bardzo w stylu ostatnich przewidywań tego-co-będzie-za-kilka-lat, którym sieć (i Jogger) się wypełnia. Większość wyraża głębokie przekonanie, że komputery staną się swojego rodzaju odbiornikami, a całą resztę będą robić serwery. Valve uważa podobnie i – chcąc przybliżyć nam tę wizję – rozbudowuje swój (bardzo dobry IMO) system STEAM.

Wydawcy gier i ich ciekawe pomysły na piractwo


Gry ściągam perfidnie z sieci i nie ma co mówić, że nie. Powody zachowam na jakiś wpis w przyszłości. Chciałbym się jednak skupić na jednym ciekawym aspekcie, który ostatnio wyszedł na jaw.

Chodzi o grę Assassin's Creed na którą miałem ochotę jak tylko zobaczyłem pierwszą zapowiedź. Całość wyszła w pierwszej kolejności na konsole (tjaaa...), potem przyszedł czas na wydanie PC. Premiera była przekładana kilka razy. W tej chwili ma mieć miejsce gdzieś na początku kwietnia. Wszystko fajnie, sprzęt gotowy, zostało tylko czekać. Tymczasem jednak przeglądając MiniNovę trafiłem na torrent z Assassin's Creed właśnie. Na początek lekkie zdziwienie, kilka komentarzy w stylu it works? i lubiane przez wszystkich fake - it must be fake. Postanowiłem pobrać - może zwyczajnie wyciekło przed premierą. Zdarza się.

Pobrałem, zacząłem grać. Gra wywalała się średnio co godzinę, ale winę zwalałem na chlew w systemie i tysiąc innych rzeczy. Przeszedłem sporą część, a ślinotok się zwiększał z każdą chwilą. Przyszła pora odwiedzić Jerozolimę. Ot miałem tam zabić jednego takiego... ;) Udaję się w stronę miasta i oczywiście pojawił się jakiś błąd. Nic to - odpalamy raz jeszcze. Znów to samo, potem kolejny raz i kolejny...

skocz na górę strony