Samomieszająca się szklanka


Ceramic for Mix

Znacie to uczucie kiedy robicie sobie herbatę, posłodzicie ją, ale zapomnicie pomieszać? Wychodzicie z kuchni z kubkiem w ręku, siadacie wygodnie przed telewizorem albo komputerem, łyk napoju i już wiadomo co jest nie tak (nie słodzący niech zamilkną). ;) Komu się chce wtedy wstawać po łyżeczkę? Grupa Anna Gram' stworzyła samomieszającą szklankę. Idea jest prosta - na poszerzonym (zabezpiecza przed wypadnięciem) dnie umieszczono ceramiczną kulkę, która miesza napój kiedy kręcimy szklanką.

Interfejsy: Chrome OS, Stripes, 10/GUI


System operacyjny od Google ma być w teorii czymś innym. Ja sam mam do niego bardzo sceptyczny stosunek, bo dla mnie w systemie operacyjnym liczy się przede wszystkim łatwość i przyjemność obsługi. Google nie jest dobre w tworzeniu interfejsów i moim zdaniem w Chrome OS nie pokazało nic fajnego, a nawet więcej - to, co pokazało zupełnie do mnie nie trafia.

To, co wygląda ciekawie (a na pewno ciekawiej niż w dotychczasowych systemach), to ekran logowania i overview mode. Ten drugi to w sumie znane z OSX Exposé. Nie do końca rozumiem natomiast po co w systemie zaimplementowano i karty i standardowe okienka jednocześnie. Poniżej bazuję na wczesnej prezentacji, ale oczywiście system jest dostępny do testów od jakiegoś czasu.

O myszach dotykowych


O tym, że mysz się starzeje powtarza się już długo. Większa część zwykłych użytkowników pewnie ma to gdzieś, jednak zwykły użytkownik najczęściej nie wie, że potrzebuje czegoś więcej zanim mu się tego nie pokaże. Wady myszy zauważają natomiast wszyscy ci, którzy potrzebują wygodnego narzędzia do komunikowania się z komputerem przy codziennej pracy. Na ten przykład ja. Mysz jest okropnie nieprecyzyjna, a ja bardzo chciałbym móc przesuwać kursor o jeden piksel w dowolnym kierunku. Machanie nią na prawo i lewo po biurku przy każdej okazji też do przyjemnych nie należy. Zwłaszcza przy większych rozdzielczościach.

Zintegrowany Sytem Informatyczny na politechnice


Moja uczelnia, jaką jest Politechnika Białostocka, zainwestowała ostatnio w tak zwany Zintegrowany System Informatyczny. Jest to po prostu kilka stanowisk z dotykowymi ekranami, które mają w czymś podobno pomagać. Tak czy inaczej, wydziały i akademiki dostały po jednym takim stanowisku, a ja oczywiście musiałem sprawdzić do czego taka puszka może się przydać.

Dostajemy dwie możliwości - wysłania wiadomości e-mail na dowolny adres przez wbudowany formularz pocztowy, albo przeglądania zasobów WWW. Całość obsługuje się za pomocą ekranu dotykowego, więc wydawałoby się, że bez dobrego interfejsu takie stanowisko nie ma racji bytu. A jednak! Stanowiska obsługuje chyba Windows XP, a na nim po prostu uruchomiony jakiś prosty, autorski program i nakładka na Internet Explorera. Wszystko byłoby jeszcze strawne, gdyby ta nakładka dała się obsługiwać w prosty sposób, ale nie - po ekranie dotykowym lata po prostu kursor, którzy przesuwa się palcem zamiast myszą. Do tego kursor ustawia się w losowych miejscach pod palcem, więc czasem trafienie we właściwy element przysparza nie małych problemów.

Opera uczy się budować markę


nowa ikona Opery

Taki wniosek nasuwa mi się po obejrzeniu materiałów powstałych wokół premiery dziesiątej wersji przeglądarki. Sama Opera wciąż jest aplikacją niszową. Głośną wśród użytkowników zaawansowanych, a jednak niezbyt popularną wśród całej reszty. Nie będę się zastanawiał dlaczego - można by wymienić dziesiątki powodów, ale bez sprawdzenia ich słuszności będą to marne spekulacje.

Coraz więcej stron mobilnych


Ostatnio spędzałem dłuższy (niż zwykle) okres bez komputera, ale z iPhonem, więc i z Internetem w kieszeni (WiFi w zasięgu oczywiście). Przeglądałem tylko kilka podstawowych stron dla zabicia czasu i zostałem cholernie zaskoczony, że spora część z nich oferuje wersje mobilną!

I tak, na mojej liście stron-zabijaczy czasu był Twitter, Facebook (z dość ubogą funkcjonalnie stroną mobilną), deviantART (genialnie dostosowuje się do iPhone), Google Reader (wygląda i zachowuje się lepiej niż wersja standardowa) i Flickr.

Taka lekka wersja to sama przyjemność korzystania. Ba! Często strony tworzone dla urządzeń przenośnych wyglądają lepiej niż wersje pełne. Trend tworzenia wersji dostosowanej do urządzeń przenośnych pewnie istnieje już jakiś czas, ale wcześniej nie miałem okazji sprawdzić na własnej skórze jakie to daje możliwości i jak ułatwia przeglądanie zasobów za pomocą mniejszych urządzeń.

Jednocześnie po przejrzeniu kilku stron oferujących taką funkcjonalność naturalne było sprawdzenie głównej Joggera, czy Wikipedii, gdzie wersji mobilnej już nie ma. Od razu da się to zauważyć i taki brak zaczyna doskwierać.

Postanowiłem więc, że od dziś wszystkie moje projekty będą oferowały możliwość przeglądania ich zasobów przez stronę dla urządzeń przenośnych. Od bloga zaczynając, na komercyjnych projektach kończąc (o ile zleceniodawca się zgodzi, nawet bez obciążania go kosztami). To po prostu jest zbyt wygodne, żeby czekać aż spopularyzuje się samo.

(Blog już jest jako-tako dostosowany (chociaż nie rozgryzłem jeszcze wszystkich dziwactw Safari), choć pełną funkcjonalność osiągnie dopiero, gdy zdecyduję się przepisać kod na nowo.)

Zarządzanie kontaktami na wielu platformach?


Rozglądam się wokół siebie. Po lewej leży telefon, na monitorze odpalony komunikator i program pocztowy. Wszystkie posiadają swoją bazę kontaktów. Spora część wpisów pokrywa się na wszystkich trzech "platformach". A gdyby tak móc je odpowiednio synchronizować w taki sposób, żebym nowe kontakty i ewentualne zmiany wprowadzał tylko w jednym miejscu, a wszelkie pozostałe urządzenia i programy aktualizowały swoje listy na bieżąco bez mojej ingerencji? Zachciało mi się sprawdzić, czy w tej chwili jest to możliwe bez jakiegoś specjalnego kombinowania.

skocz na górę strony