Woda z kranu nie jest zła!


Nie da się ukryć, że ulegliśmy manii kupowania wody butelkowanej. Nie da się ukryć, że kiedyś po prostu piliśmy z kranu. I co się stało? Woda w kranach nagle przestała się do czegokolwiek nadawać? Nic z tych rzeczy, po prostu wmówiono nam, że jest niezdrowa. A tymczasem w porównaniu do tego, co serwowano nam kiedyś, jakoś kranówy wzrosła. Bardzo wzrosła.

Pozostaje jeszcze kwestia smaku. Dla mnie dużo lepsza wydaje się być butelkowana, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia. Myślę, że po roku picia kranówy kręciłbym nosem na tę z plastiku. A przecież proces przygotowania i zapakowania niekoniecznie lepszej wody do butelki jest drogi i brudny. I o tym wszystkim opowiada poniższa prezentacja. Do tego proponuję przesłuchać wywiad z Piotrem Koluchem na ten właśnie temat. Otwiera oczy, przypomina, że kiedyś tego nie potrzebowaliśmy, a do tego optymistycznie kończy się danymi o spadających zarobkach koncernów z butelkowanej wody właśnie. (via 2upblog)

Zapraszamy na Islandię, i na Podlasie też


Uwielbiam Islandię, chociaż nigdy tam nie byłem. Cenię krajobraz, spokojny, wulkanicznie wyniszczony, a jednocześnie bogaty i różnorodny, zaskakujący i hm... bezpieczny. Do tego ludzie wydają się być oderwani od rzeczywistości, mili, powolni i dokładni w tym co robią, nie przejmujący się za bardzo resztą świata, żyją sobie w swoim rytmie w swoim małym kraju. Dla tego pewnie klimat wyspy wydaje na świat twórców tak dobrej muzyki jak Sigur Rós czy Emilíana Torrini.

Całkiem fajnym podkreśleniem tego wszystkiego jest film promocyjny stworzony na potrzeby akcji Inspired by Iceland. Świetnie skondensowane podejście tamtejszej ludności do życia. Nakręcone z pomysłem, wesołe i oprawione świetną muzyką (Emilíana Torrini - Jungle Drum). Idealne połączenie charakteru ludzi na tle tego, co Islandia ma do zaoferowania.

Póki co mieszkam jednak na Podlasiu, gdzie ktoś również poszedł za panującą modą i stworzył film promocyjny. Umieszczam poniekąd dla kontrastu, choć nie jest zły. Jest dobry, tylko… przeciętny. Trochę śmieszy mnie te wyśpiewane moje Podlasie na początku, mimo, że muzyka jest skomponowana na prawdę dobrze. Wydaje mi się po prostu, że materiał jest na poziomie sprzed kilku lat, brakuje bezpośredniego udziału ludzi. No i raczej nie było dobrym pomysłem wymieszanie targetów. Kierowany jest jednocześnie do turystów i potencjalnych inwestorów.

Pod wodą jak na Pandorze


Takie było moje pierwsze skojarzenie, gdy obejrzałem kilka prostych i krótkich nagrań spod wody, udostępnionych przez Morphologic Studios. Nieziemskie kształty zwierząt, luminescencja wszystkiego co żyje, intensywne barwy, delikatna poświata. Wszystko okraszone spokojną muzyką elektroniczną.

Nie szukałem informacji o samym Avatarze, ale niech mnie licho jeśli Cameron nie inspirował swojego świata tym wszystkim co mamy na Ziemi, tyle, że pod wodą.

Charles Bergquist show projections


Show projections, czyli wszystko to, co rzuca się na duże ekrany podczas koncertów (choć częściej dotyczy muzyki elektronicznej i występów DJów). Mogą stanowić idealne uzupełnienie muzyki, pod warunkiem, że są stworzone z wyczuciem i smakiem. Wtedy nie dość, że słuchamy wykonawców, to jeszcze wpatrujemy się w obrazy mające ułatwić nam wprowadzenie się w klimat koncertu.

Nie miałem okazji widzieć wielu dobrych show projections, choć nie mogę powiedzieć, że często pojawiam się na koncertach. Charles Bergquist tworzy idealnie dopasowane, ciekawe i zdecydowanie klimatyczne projekcje, które przy koncercie na żywo wyglądałyby na pewno perfekcyjnie. (Muzyka też niczego sobie.) Mam nadzieję, że podczas XXV Dni Sztuki Współczesnej znajdzie się miejsce na występy w podobnym stylu, bo chciałbym coś takiego zobaczyć.

Finalny odcinek House MD nagrany DSLRem


House MD

Nie dawno zastanawiałem się jaka moda zapanuje wśród filmowców po przejściu boomu na filmy poklatkowe. Wydawało się, że wszystko zmierza do tego, że do kręcenia zacznie się wykorzystywać "aparaty", bo zaczynają oferować dużo lepszą jakość, a dzięki dostępności różnych obiektywów dają więcej możliwości. Do tego są lżejsze i poręczniejsze niż standardowe kamery.

Dziś już widać, że wszystko faktycznie idzie w tym kierunku. Finalny odcinek szóstego sezonu House MD został od początku do końca nagrany DSLRem - konkretnie Canon 5D Mark II, co ogłosił na Twitterze reżyser - Greg Yaitanes.

Yaitanes wydaje się być zachwycony pracą w taki sposób, mówi o bogatszym obrazie i dużo łatwiejszym operowaniu Canonem. Miał jednak delikatne problemy z ostrością, głównie przez brak wyspecjalizowanych obiektywów, choć te już są w drodze (tak - specjalne obiektywy do kręcenia filmów). Wydaje mi się również, że przydałyby się większe karty pamięci, w tej chwili na jednej wchodziło około 22 minut materiału. Wygląda na to, że Canonowi uda się jednak namieszać trochę w filmowym światku.

Alex Roman: Realistyczne CGI


Poniższe obrazki i filmy są w stu procentach wygenerowane komputerowo przez Alexa Romana. Jeśli założeniem grafiki komputerowej jest jak najbardziej realistyczne odzwierciedlenie rzeczywistości, to ta praca wymiata chyba wszystko co do tej pory widziałem. Nie dość, że samo CGI stoi na najwyższym poziomie, to jeszcze całość jest zmontowana z wyjątkowym wyczuciem. Zarówno jeśli chodzi o kadrowanie jak i podkład muzyczny. Różnica między rzeczywistością a obrazami wygenerowanymi sztucznie zaciera się coraz bardziej (widzieliście te drzewa?), choć oczywiście takie dzieło musiało wymagać talentu, ogromnej wiedzy i niesamowitych pokładów czasu. Autor udostępnił cztery filmy, które mają być zapowiedzią większego projektu zatytułowanego The Third & The Seventh.

Pierwszy obrazuje bibliotekę na Phillips Exeter Academy, jednej z amerykańskich szkół średnich. Zaprojektowana przez Louisa Kahna, powstała w 1971 roku i szybko zdobyła uznanie w świecie architektów za niesamowity styl wnętrza. W tej chwili to pierwsza pod względem wielkości biblioteka będąca własnością szkoły średniej na świecie - dostępnych jest tam ponad 162000 tomów!

Star Wars: The Clone Wars


Star Wars: The Clone Wars

Zacznijmy od tego, że jestem wyznawcą starej trylogii. Jej mistycyzm, dopracowanie, a jednocześnie lekkość miały na mnie duży wpływ gdy jeszcze oglądało się filmy z kaset VHS. Myślę, że każdą z części Gwiezdnych Wojen obejrzałem przynajmniej sto razy. Zdarzały się dni, w których widziałem film dwa razy tylko po to, żeby potem dobyć drewnianego miecza zrobionego przez mojego dziadka (po delikatnej przeróbce przypominał miecz świetlny) i biegać próbując naśladować efektowny styl walki Jedi.

Lata leciały, całość oglądałem coraz rzadziej, a jednak do dzisiaj uważam się za wielkiego fana filmu. Filmu, bo w sumie z przedstawionym światem nie miałem więcej do czynienia, może poza grami. Nie będę nawet mówił jak bardzo czekałem na pojawienie się pierwszej części od momentu w którym usłyszałem, że w ogóle jest planowana. Siła mojego oczekiwania była chyba wprost proporcjonalna do poziomu partactwa z jakim Mroczne Widmo stworzono.

skocz na górę strony